Pierwszy raz od dłuższego czasu obudziłam się w miarę
wyspana. Sama się dziwie, bo przecież nie spałam w swoim łóżku, a jeszcze
lepiej nawet w swoim mieszkaniu. Przez chwilę poczułam dziwną pustkę w pokoju
więc odwróciłam głowę patrząc na poduszkę obok. Wczoraj… Nathan naprawdę do
mnie przyszedł? Nie, to niemożliwe. Ktoś taki jak on z pewnością nie mógłby mi
zapewnić poczucia bezpieczeństwa. Na pewno to był sen, albo coś sobie
uroiłam..Tylko dlaczego tak dziwnie się czuję, jakby ktoś faktycznie
towarzyszył mi wczorajszej nocy? Cicho westchnęłam i przeciągając się wstałam
na równe nogi. Podeszłam do okna i ukazała mi się przepiękna, słoneczna pogoda.
Ten dzień musi się udać. Alex z nami wróci i wszyscy wyjedziemy… Z tego wyjazdu
akurat w najmniejszym stopniu się nie cieszę. Wyjęłam z torby krótkie spodenki
i luźną, przewiewną bluzkę. Szybko się przebrałam i patrząc na lusterko obok
łóżka zaczęłam się malować używając odpowiednich kosmetyków. Przyjrzałam się
swojej twarzy i zdecydowałam tylko nałożyć niewielką ilość tuszu do rzęs. Moja
cera nie jest perfekcyjna szczególnie w te dni kobiecej przypadłości, ale
dzisiaj jestem ‘’wolna’’ od tego więc moja twarz jest w miarę normalna. Po
chwili drzwi otworzyły się na całą szerokość i w progu stanęła uśmiechnięta od
ucha do ucha Natalie.
-I jak po nocy?- poruszyłam zabawnie brwiami. Dziewczyna
posłała mi pytające spojrzenie.-No co? Myślisz, że się nie domyśliłam co tam
wczoraj z Davidem robiłaś?- cicho się zaśmiałam.
-Co? O czym ty mówisz?- usiadła obok mnie na łóżku i po jej
twarzy zgadłam, że już wie o czym mówię.
Po chwili dostałam od niej poduszką w głowę na co posłałam jej udawane
oburzenie.-Ty świnio! Nic nie robiliśmy, toć ja go nie znam zbyt dobrze!
-Och.., ale jakoś wczoraj po twojej minie wnioskowałam, że
jesteś zadowolona z przydzielonej ci osoby w pokoju.-uniosłam do góry jedną
brew przyglądając się dziewczynie z rozbawieniem. Natalie wstała i podeszła do
drzwi po chwili się obracając twarzą do mnie.
-Może i tak, ale ja chce stracić dziewictwo z osobą, którą
kocham i mogę cię zapewnić, że wczoraj z Davidem nic z tych rzeczy nie
robiliśmy, nawet jeśli bym chciała.-oznajmiła unosząc do góry głowę. Biedna nie
zauważyła, że tuż za nią we własnej osobie stał David. Spojrzałam na nią i
przeniosłam wzrok na chłopaka na co Natalie obróciła się i również go
dostrzegła. Pisknęła głośno i cofnęła się do tyłu zatrzaskując mu drzwi przed
twarzą. Spojrzała się na mnie zawstydzona, ale i wściekła. Te drugie pewnie
dlatego, że właśnie tarzam się na łóżku ze śmiechu próbując złapać oddech.
-To nie jest śmieszne! Głupia, czemu mi nie powiedziałaś?
Boże co on sobie pomyśli..-westchnęła trzymając się za głowę.-… Uzna mnie za
jakąś staroświecką, bo pierwszy raz chce przeżyć z kimś kogo kocham..i jeszcze
to wszystko miało podteksty, przecież ja zasugerowałam, że chciałabym z nim to
zrobić. Jak ja mu się teraz pokażę na oczy?!-Natalie żwawo gestykulowała
rękoma, a ja w tym czasie próbowałam uregulować oddech. Przymknęłam oczy
starając się zabrzmieć choć trochę poważnie.
-Ty go naprawdę lubisz, co?- zadałam pytanie uważnie
przyglądając się dziewczynie, która przystanęła i przeniosła na mnie zmieszany
wzrok.-Bez powodu raczej byś nie przejmowała się jego zdaniem. I to widać, że
macie się ku sobie.-puściłam do niej oczko. Natalie cicho się zaśmiała i oparła
o ścianę.
-Nie wiem..może i masz rację. A nawet jeśli to ja nie wiem
co on do mnie czuje.-westchnęła i przymknęła oczy.
-Mogę cię zapewnić, że dokładnie to samo co ty.-wstałam i
podeszłam do przyjaciółki.-A teraz wychodzimy , a ty udawaj jakby tamta
sytuacja nie miała miejsca. Poczekaj aż sam coś powie.-poklepałam ją po plecach
i po chwili obie wyszłyśmy z budynku niosąc torby. David razem z Natalie, która
jednak znowu się zawstydziła, podążali w stronę swojego samochodu. Krocząc w
stronę auta, którym wcześniej jechałam poczułam na sobie czyjeś spojrzenie więc
obróciłam się na bok i dostrzegłam przeszywający wzrok Nathana. Uważnie
obserwował moje ruchy przez co ja z każdym krokiem czułam jak robię się coraz
mniejsza. Szybko wsiadłam do samochodu usadawiając się na swoim miejscu. Po
chwili Kevin wsiadł i posłał w moją stronę przelotne spojrzenie. Nic nie mówiąc
włączył radio, jednocześnie pogłaśniając jakąś rockową piosenkę. Po krótkim
czasie Nathan zajął miejsce kierowcy odpalając przy tym samochód. Przeniósł na
mnie wzrok i przez pewien czas nie przerywał przyglądania się mojej osobie.
Posłałam w jego stronę pytające spojrzenie na co ten przyłożył swój palec
wskazujący do ust i powrócił do swojej wcześniejszej pozycji. Wstrzymałam na
chwilę oddech. Czyżby on coś sugerował? Najwyraźniej ubiegła noc nie przyśniła
mi się, to działo się naprawdę. I tym samym on chciał to udowodnić i
przedstawić to tak, abym milczała? Spojrzałam się na chłopaka, który widząc
moją reakcje przez lusterko wykrzywił usta w tajemniczym uśmiechu. Oparłam
głowę o siedzenie i cicho westchnęłam. W co ty się bawisz Nathan?
***
Jechaliśmy naprawdę długo, a wyczułam to po bolących mnie
pośladkach i plecach. Nie zatrzymaliśmy się w czasie jazdy na rozprostowanie
kości. Przez ten czas cały czas milczałam, a chłopacy co jakiś czas omawiali
szczegóły dotyczące miejsca, w którym prawdopodobnie znajduje się Alex. Po ich
rozmowie można było wyczuć, że starają się nie mówić zbyt wiele, bo zwracają
uwagę na moją osobę. Nie rozumiem dalej tego, dlaczego oni wciąż mają przede
mną sekrety. Przecież w końcu i tak wyjdzie wszystko na jaw, prawda? Spojrzałam
na widok za szybą i stwierdzam, że pogoda diametralnie się zmieniła. Już nie
jest tak słonecznie, a wręcz strasznie ponuro. Czasami nie lubię takich dni, bo
wtedy pogoda wpływa na mój nastrój, tak jak teraz. Już nie jestem tak bojowo nastawiona
do tego planu. Zaczynam czuć się niepewnie i przechodzą mnie lekkie dreszcze. Mój
oddech przyspieszył, kiedy oznajmili, że jesteśmy na miejscu. Powoli wyszłam z
samochodu i skierowałam w stronę Jamesa, który wyjmował broń z bagażnika.
-To jest konieczne?- zapytałam się przyglądając z uwagą i strachem dla
całego sprzętu. Obrócił się i spojrzał w moje oczy wykrzywiając się w małym
uśmiechu.
-Bez tego się nie obejdzie. I od razu mówię. Nawet jeśli to
jest dla ciebie nowe, wiedz, że w naszym życiu to wszystko jest normalne, a
wręcz staje się codziennością.-wzruszył ramionami i powrócił do wcześniejszych
czynności. Kiwnęłam głową chociaż mógł tego nie zauważyć. Na samą myśl o tym,
że dzisiaj mógłby ktoś zginąć moim ciałem przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
Rozejrzałam się w miejscu jakim byliśmy. Zatrzymaliśmy się niedaleko jakiegoś
magazynu, który wyglądał na opuszczony. Pewnie nie było nas widać, bo wysokie,
zagęszczone drzewa sprawiały, że pozostawaliśmy niezauważalni. Nie czułam się
tutaj dobrze. Było zbyt cicho, a każdy z nas praktycznie w ogóle się nie
odzywał. Po chwili ciszę przerwał Nathan, który zawołał nas abyśmy do niego
podeszli. Dotknęłam ramienia Jamesa aby zwrócił się w moją stronę.
-Zauważyłam, że razem z Nathanem zachowujecie dystans do
siebie.-nie było to tylko stwierdzenie, a również pytanie, bo chciałam uzyskać
potwierdzenie i wyjaśnienie. Zielonooki spojrzał się na mnie z wyraźnym
zdezorientowaniem.-Widać to.-oznajmiłam uważnie na niego spoglądając.
-Okłamałem go.-powiedział po czym stanął obok Davida.
Uniosłam do góry brwi. W sumie coś mi się kojarzy..chyba to było wtedy jak ten
cały Jack zadzwonił do nas i stwierdził, że James ma u niego niespłacony dług.
Wtedy po pytającym spojrzeniu Nathana i nagłej zmianie nastroju, mogłoby to się
zgadzać. Uznałam, że muszą się pogodzić i wyjaśnić sprawy, bo podejrzewam, że
nawet ze sobą nie pogadali jak normalni ludzie. Niby nie powinnam się wtrącać,
ale jeśli ich podejście do siebie ma wpłynąć na dzisiejszy plan to naprawdę
wolałabym aby wszystko było dobrze między nimi. Po chwili zrobiłam to co James
i zaczęłam wsłuchiwać się w to co ma do powiedzenia Nathan.
-Obejdziemy magazyn dookoła i wejdziemy tyłami. Razem z
Jamesem byliśmy tutaj już nieraz więc znamy dokładnie ten budynek.-spojrzał na
niego znacząco.-David z Jamesem będą iść tyłem, a ja z Kevinem na przedzie. Nie
widzę sensu aby dziewczyny szły z nami. Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, że to
nie będzie bezpieczne. Tak więc wy schowacie się w wyznaczonym miejscu i po
prostu będziecie czekać. Damy wam telefony żebyście do nas zadzwoniły jeśli
zauważycie kogoś, kto wchodzi do magazynu lub jest niedaleko was.-spojrzał się
najpierw na Natalie aby potem utrzymać dłuższy kontakt wzrokowy ze mną.
Wiedziałam, że starał się wyczytać coś z mojej twarzy oczekując jakiejś
reakcji. Nie podobało mi się ten plan, bo wolałabym wszystko widzieć i być przy
Alex gdy ją odnajdziemy. -Idziemy.-oznajmił i zaczął kierować się przed siebie w
stronę porośniętych krzaków. Chwyciłam Natalie za rękę i nawzajem spojrzałyśmy
się na siebie z wyraźnym strachem, ale i nadzieją w oczach. Chłopaki szli
przodem i każdy z nich ścinał nożem gałęzie, aby umożliwić nam przejście przez
zarośla. Moje ręce cały czas się trzęsły co nie uszło uwadze Natalie, która
również bała się, ale jej ciało nie zdradzało ją. Przeszliśmy jeszcze kawałek i
znaleźliśmy się blisko magazynu. Zatrzymaliśmy się obok grubego i dużego pnia
drzewa.
-Tutaj będziecie na nas czekać.-oznajmił Nathan. Natalie
jako pierwsza poszła przodem i oparła się o drzewo przymykając oczy. Reszta
chłopaków oprócz Nathana kierowali się dalej. Niebieskooki podszedł do mnie i
złapał mnie za dłoń otwierając ją. Poczułam zimny metal na skórze i spojrzałam
w dół. Przyjrzałam się uważnie dla ostrza, który trzymałam w dłoni. Uniosłam
głowę i spojrzałam się na chłopaka pytająco.
-Przyda ci się.-spojrzał się intensywnie w moje oczy.
Kiwnęłam niepewnie głową i po chwili widziałam już tylko oddalającą się
sylwetkę Nathana. Podeszłam powoli do Natalie wcześniej chowając do kieszeni
nóż. Siedziałyśmy przez dłuższy czas cicho. Każda z nas miała natłok myśli. Nie
potrzebowałyśmy słów aby nawzajem siebie zrozumieć. Poczułam coś dziwnego,
jakbym musiała coś zobaczyć. Wyjrzałam przez pień drzewa i dokładnie się
rozejrzałam. Nic się nie zmieniło i nikogo nie było. Dalej tak samo cicho jak
przedtem. Po chwili do naszych uszu dobiegł przeraźliwy krzyk pełen bólu. Razem
z Natalie wstrzymałyśmy oddechy i nasze ciała się spięły. Nie czekając na to co
powie przyjaciółka, ruszyłam biegiem kierując się dokładnie tak samo jak chłopaki.
Usłyszałam wołanie Natalie, jednak starałam się to ignorować i nie przerywałam
czynności. Kiedy znalazłam się na tyłach budynku, rozejrzałam się uważnie wokół
siebie. Nie wiem jakim cudem wzbierała się we mnie pewność siebie podczas
biegu, ale teraz jest zupełnie inaczej. Zaczęłam się bać. Po co ja wychodziłam
z ukrycia, co mi strzeliło do głowy? Co jeśli to nie był krzyk jednego z
naszych? Najwyraźniej kierowałam się również ciekawością, która zbyt często mi
towarzyszy. Obróciłam się do tyłu z myślą, czy może nie zawrócić. Teraz nie
miałoby to najmniejszego sensu. Jak już zaczęłam, muszę to skończyć. Jak
najciszej potrafiłam, przechyliłam małe drzwi i prześlizgnęłam się sprawnie do
środka. Przez cały czas towarzyszył mi strach, a teraz wnętrze magazynu
sprawiło, że to odczucie jedynie się zwiększyło. Wokół pełno kurzu na
zniszczonych meblach. Po boku okno, które i tak niewiele wpuszczało światła do
pomieszczenia. Sama się dziwie, że jeszcze stąd nie zwiałam. Wytężyłam słuch i
dokładnie zeskanowałam pomieszczenie. Do moich uszu dobiegły zagłuszone głosy.
Kierowałam się w stronę, z której dobiegały dźwięki. Spojrzałam na uchylone
drzwi znajdujące się naprzeciwko mnie. Głośno przełknęłam ślinę i drżącą ręką
popchnęłam je. Powoli weszłam do pomieszczenia, w którym było pełno regałów, a
na nich różnorodne sprzęty, z większą ilością broni. Rozejrzałam się wokół, aby
upewnić się, że nikogo oprócz mnie nie ma. Zauważyłam w rogu metalowe schody
prowadzące na pierwsze piętro magazynu. Przeszłam obok ściany i kiedy stałam
już blisko, niepewnie podniosłam nogę, aby wejść na schodek. Przetrzymałam się
poręczy i starałam się jak najciszej wchodzić na górę. Kiedy już doszłam,
wyjęłam z kieszeni nóż i przyłożyłam do swojej klatki piersiowej. Głosy stały
się już wystarczająco wyraźne. Podejrzewam, że jestem na korytarzu, a drzwi,
które są parę kroków przede mną, prowadzą do ludzi, którzy znajdują się w
środku. Przejechałam wzrokiem po pomieszczeniu i spostrzegłam wiszącą półkę, na
której były poustawiane jakieś małe szkatułki. Ciekawość wzięła górę i
dotknęłam palcem jednej z nich, która przykuwała moją uwagę. Niepewnie wzięłam
ją do dłoni. Na oko nic nadzwyczajnego, jednak to co było wyryte na niej
sprawiło, że zszokowana wstrzymałam oddech. Nie odrywałam wzroku od napisu,
którym było moje nazwisko. Drżącymi dłońmi otworzyłam szkatułkę i moim oczom
ukazała się srebrna moneta. Wzięłam ją i zauważyłam, że na jednej stronie jest
symbol smoka, a na drugiej koziorożca. Byłam tak pochłonięta przyglądaniem się
jej, że kiedy do moich uszu dobiegł krzyk, przestraszona podskoczyłam. Złapałam
oddech i schowałam monetę do kieszeni, odkładając przy tym szkatułkę na swoje
miejsce. Podeszłam do drzwi i przykucnęłam zakładając na głowę kaptur od bluzy.
Lekko je uchyliłam i jednym okiem przyjrzałam się sytuacji, która się odbywała. Pierwszy w oczy rzucił mi się
Nathan stojący naprzeciwko jakiegoś chłopaka mniej więcej w jego wieku. Nie był
aż tak straszny, ale coś w nim było takiego, że sprawiał iż odczuwałam lęk.
Potem ujrzałam, że w kącie stał również nieznany mi dotąd chłopak, a niedaleko
James. Przestałam skupiać się na pomieszczeniu i zaczęłam nasłuchiwać dla
toczącej się rozmowy.
- Sądzisz, że przyjeżdżając tutaj po tą dziewczynę, pozwolę
ci ją ot tak zabrać?- zapytał szatyn patrząc z niemałym rozbawieniem na
Nathana.
-Ja nie sądzę, wiem to.-odparł chłopak patrząc się na niego
bez wyrazu.-Jeżeli nie chcesz załatwić tego ulgowo, to wiedz, że nie skończy
się to dla ciebie dobrze, Morgan.
-Nie wydaję mi się. Oddamy ci Alex, za Katherine. To już
zostało ustalone.-czyli to jest ten cały Jack Morgan. Wciąż słuchając jego
głosu przechodzą mnie nieprzyjemne ciarki.
-Do czego ci ona potrzebna?- zapytał Nathan i oparł się o
ścianę uważnie przyglądając dla swojego rozmówcy.
-Mnie? Dla mnie ona może nie istnieć, jednak pewnej osobie
zależy na niej.-oznajmił Jack przewracając w palcach srebrny breloczek.
-Kim jest ta osoba?- na twarzy niebieskookiego przez chwilę
pojawiła się ciekawość, która zaraz potem przeminęła i zastąpił ją ten sam
wyraz twarzy co wcześniej. Morgan zaśmiał się nieszczerze i spojrzał na
Nathana.
-Naprawdę sądzisz, że udzielę ci tej odpowiedzi?- zadał
pytanie, które dla niego było retoryczne.-Powiem ci, że kimś kogo nie znasz i
uwierz, nie chciałbyś mieć z nim do czynienia.
-W takim razie jesteś osobą, która wykonuje jego polecenia,
niczym chłopiec na posyłki?- odparł Nathan z wyraźnym rozbawieniem. Jack nieco
się wkurzył i wyprostował, chcąc sprawiać wrażenie strasznego, co i tak nie
robiło wrażenia na Nathanie.
-Nic nie wiesz. -odparł marszcząc brwi.-Nie oddamy wam Alex
jeśli nie będzie dostarczona Katherine i koniec tematu.-powiedział to w taki
sposób jakbym była jakąś rzeczą przez co się wkurzyłam. Nathan gwałtownie
podszedł do Jacka widząc, że chce opuścić pomieszczenie. Złapał go za ramię i
przekręcił w swoją stronę.
-Mówiłem ci, że nie skończy się to dla ciebie
dobrze.-oznajmił i sprawnym ruchem wyjął pistolet z kieszeni celując go w głowę
Jacka. Szatyn zrobił to samo w stronę Nathana. Zauważyłam, że James wycelował w
Jacka, a chłopak stojący niedaleko w Owen’a. Obserwowałam to z wstrzymanym
oddechem. Powoli się wycofałam wciąż kucając i potknęłam się o nogę stolika
upadając przy tym na podłogę, przez co ujawniłam swoją osobę. Po chwili
poczułam dłonie na swojej twarzy, które zatkały moje usta. Nabrałam powietrza i
chciałam krzyknąć, jednak było to zagłuszone przez ręce mojego oprawcy. Zaczęłam
się wiercić dopóki nie ujrzałam przy swojej szyi srebrnego ostrza.
Wytrzeszczyłam oczy i gwałtownie zaprzestałam jakichkolwiek ruchów. Moje ciało
nagle się spięło, a bicie serca momentalnie przyspieszyło. Jedyne co chodziło
po mojej myśli, to błaganie o pomoc Nathana...
Fajnie piszesz :) chętnie poczytam dalsze rozdziały :) Tak przy okazji zapraszam do mnie ;) unexpected-meeting.blogspot.com
OdpowiedzUsuń