poniedziałek, 14 września 2015

VII rozdział

Pierwszy raz od dłuższego czasu obudziłam się w miarę wyspana. Sama się dziwie, bo przecież nie spałam w swoim łóżku, a jeszcze lepiej nawet w swoim mieszkaniu. Przez chwilę poczułam dziwną pustkę w pokoju więc odwróciłam głowę patrząc na poduszkę obok. Wczoraj… Nathan naprawdę do mnie przyszedł? Nie, to niemożliwe. Ktoś taki jak on z pewnością nie mógłby mi zapewnić poczucia bezpieczeństwa. Na pewno to był sen, albo coś sobie uroiłam..Tylko dlaczego tak dziwnie się czuję, jakby ktoś faktycznie towarzyszył mi wczorajszej nocy? Cicho westchnęłam i przeciągając się wstałam na równe nogi. Podeszłam do okna i ukazała mi się przepiękna, słoneczna pogoda. Ten dzień musi się udać. Alex z nami wróci i wszyscy wyjedziemy… Z tego wyjazdu akurat w najmniejszym stopniu się nie cieszę. Wyjęłam z torby krótkie spodenki i luźną, przewiewną bluzkę. Szybko się przebrałam i patrząc na lusterko obok łóżka zaczęłam się malować używając odpowiednich kosmetyków. Przyjrzałam się swojej twarzy i zdecydowałam tylko nałożyć niewielką ilość tuszu do rzęs. Moja cera nie jest perfekcyjna szczególnie w te dni kobiecej przypadłości, ale dzisiaj jestem ‘’wolna’’ od tego więc moja twarz jest w miarę normalna. Po chwili drzwi otworzyły się na całą szerokość i w progu stanęła uśmiechnięta od ucha do ucha Natalie.
-I jak po nocy?- poruszyłam zabawnie brwiami. Dziewczyna posłała mi pytające spojrzenie.-No co? Myślisz, że się nie domyśliłam co tam wczoraj z Davidem robiłaś?- cicho się zaśmiałam.
-Co? O czym ty mówisz?- usiadła obok mnie na łóżku i po jej twarzy zgadłam, że już wie o czym mówię.  Po chwili dostałam od niej poduszką w głowę na co posłałam jej udawane oburzenie.-Ty świnio! Nic nie robiliśmy, toć ja go nie znam zbyt dobrze!
-Och.., ale jakoś wczoraj po twojej minie wnioskowałam, że jesteś zadowolona z przydzielonej ci osoby w pokoju.-uniosłam do góry jedną brew przyglądając się dziewczynie z rozbawieniem. Natalie wstała i podeszła do drzwi po chwili się obracając twarzą do mnie.
-Może i tak, ale ja chce stracić dziewictwo z osobą, którą kocham i mogę cię zapewnić, że wczoraj z Davidem nic z tych rzeczy nie robiliśmy, nawet jeśli bym chciała.-oznajmiła unosząc do góry głowę. Biedna nie zauważyła, że tuż za nią we własnej osobie stał David. Spojrzałam na nią i przeniosłam wzrok na chłopaka na co Natalie obróciła się i również go dostrzegła. Pisknęła głośno i cofnęła się do tyłu zatrzaskując mu drzwi przed twarzą. Spojrzała się na mnie zawstydzona, ale i wściekła. Te drugie pewnie dlatego, że właśnie tarzam się na łóżku ze śmiechu próbując złapać oddech.
-To nie jest śmieszne! Głupia, czemu mi nie powiedziałaś? Boże co on sobie pomyśli..-westchnęła trzymając się za głowę.-… Uzna mnie za jakąś staroświecką, bo pierwszy raz chce przeżyć z kimś kogo kocham..i jeszcze to wszystko miało podteksty, przecież ja zasugerowałam, że chciałabym z nim to zrobić. Jak ja mu się teraz pokażę na oczy?!-Natalie żwawo gestykulowała rękoma, a ja w tym czasie próbowałam uregulować oddech. Przymknęłam oczy starając się zabrzmieć choć trochę poważnie.
-Ty go naprawdę lubisz, co?- zadałam pytanie uważnie przyglądając się dziewczynie, która przystanęła i przeniosła na mnie zmieszany wzrok.-Bez powodu raczej byś nie przejmowała się jego zdaniem. I to widać, że macie się ku sobie.-puściłam do niej oczko. Natalie cicho się zaśmiała i oparła o ścianę.
-Nie wiem..może i masz rację. A nawet jeśli to ja nie wiem co on do mnie czuje.-westchnęła i przymknęła oczy.
-Mogę cię zapewnić, że dokładnie to samo co ty.-wstałam i podeszłam do przyjaciółki.-A teraz wychodzimy , a ty udawaj jakby tamta sytuacja nie miała miejsca. Poczekaj aż sam coś powie.-poklepałam ją po plecach i po chwili obie wyszłyśmy z budynku niosąc torby. David razem z Natalie, która jednak znowu się zawstydziła, podążali w stronę swojego samochodu. Krocząc w stronę auta, którym wcześniej jechałam poczułam na sobie czyjeś spojrzenie więc obróciłam się na bok i dostrzegłam przeszywający wzrok Nathana. Uważnie obserwował moje ruchy przez co ja z każdym krokiem czułam jak robię się coraz mniejsza. Szybko wsiadłam do samochodu usadawiając się na swoim miejscu. Po chwili Kevin wsiadł i posłał w moją stronę przelotne spojrzenie. Nic nie mówiąc włączył radio, jednocześnie pogłaśniając jakąś rockową piosenkę. Po krótkim czasie Nathan zajął miejsce kierowcy odpalając przy tym samochód. Przeniósł na mnie wzrok i przez pewien czas nie przerywał przyglądania się mojej osobie. Posłałam w jego stronę pytające spojrzenie na co ten przyłożył swój palec wskazujący do ust i powrócił do swojej wcześniejszej pozycji. Wstrzymałam na chwilę oddech. Czyżby on coś sugerował? Najwyraźniej ubiegła noc nie przyśniła mi się, to działo się naprawdę. I tym samym on chciał to udowodnić i przedstawić to tak, abym milczała? Spojrzałam się na chłopaka, który widząc moją reakcje przez lusterko wykrzywił usta w tajemniczym uśmiechu. Oparłam głowę o siedzenie i cicho westchnęłam. W co ty się bawisz Nathan?
                                                     ***
Jechaliśmy naprawdę długo, a wyczułam to po bolących mnie pośladkach i plecach. Nie zatrzymaliśmy się w czasie jazdy na rozprostowanie kości. Przez ten czas cały czas milczałam, a chłopacy co jakiś czas omawiali szczegóły dotyczące miejsca, w którym prawdopodobnie znajduje się Alex. Po ich rozmowie można było wyczuć, że starają się nie mówić zbyt wiele, bo zwracają uwagę na moją osobę. Nie rozumiem dalej tego, dlaczego oni wciąż mają przede mną sekrety. Przecież w końcu i tak wyjdzie wszystko na jaw, prawda? Spojrzałam na widok za szybą i stwierdzam, że pogoda diametralnie się zmieniła. Już nie jest tak słonecznie, a wręcz strasznie ponuro. Czasami nie lubię takich dni, bo wtedy pogoda wpływa na mój nastrój, tak jak teraz. Już nie jestem tak bojowo nastawiona do tego planu. Zaczynam czuć się niepewnie i przechodzą mnie lekkie dreszcze. Mój oddech przyspieszył, kiedy oznajmili, że jesteśmy na miejscu. Powoli wyszłam z samochodu i skierowałam w stronę Jamesa, który wyjmował broń z bagażnika.
-To jest konieczne?- zapytałam się przyglądając z uwagą i strachem dla całego sprzętu. Obrócił się i spojrzał w moje oczy wykrzywiając się w małym uśmiechu.
-Bez tego się nie obejdzie. I od razu mówię. Nawet jeśli to jest dla ciebie nowe, wiedz, że w naszym życiu to wszystko jest normalne, a wręcz staje się codziennością.-wzruszył ramionami i powrócił do wcześniejszych czynności. Kiwnęłam głową chociaż mógł tego nie zauważyć. Na samą myśl o tym, że dzisiaj mógłby ktoś zginąć moim ciałem przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Rozejrzałam się w miejscu jakim byliśmy. Zatrzymaliśmy się niedaleko jakiegoś magazynu, który wyglądał na opuszczony. Pewnie nie było nas widać, bo wysokie, zagęszczone drzewa sprawiały, że pozostawaliśmy niezauważalni. Nie czułam się tutaj dobrze. Było zbyt cicho, a każdy z nas praktycznie w ogóle się nie odzywał. Po chwili ciszę przerwał Nathan, który zawołał nas abyśmy do niego podeszli. Dotknęłam ramienia Jamesa aby zwrócił się w moją stronę.
-Zauważyłam, że razem z Nathanem zachowujecie dystans do siebie.-nie było to tylko stwierdzenie, a również pytanie, bo chciałam uzyskać potwierdzenie i wyjaśnienie. Zielonooki spojrzał się na mnie z wyraźnym zdezorientowaniem.-Widać to.-oznajmiłam uważnie na niego spoglądając.
-Okłamałem go.-powiedział po czym stanął obok Davida. Uniosłam do góry brwi. W sumie coś mi się kojarzy..chyba to było wtedy jak ten cały Jack zadzwonił do nas i stwierdził, że James ma u niego niespłacony dług. Wtedy po pytającym spojrzeniu Nathana i nagłej zmianie nastroju, mogłoby to się zgadzać. Uznałam, że muszą się pogodzić i wyjaśnić sprawy, bo podejrzewam, że nawet ze sobą nie pogadali jak normalni ludzie. Niby nie powinnam się wtrącać, ale jeśli ich podejście do siebie ma wpłynąć na dzisiejszy plan to naprawdę wolałabym aby wszystko było dobrze między nimi. Po chwili zrobiłam to co James i zaczęłam wsłuchiwać się w to co ma do powiedzenia Nathan.
-Obejdziemy magazyn dookoła i wejdziemy tyłami. Razem z Jamesem byliśmy tutaj już nieraz więc znamy dokładnie ten budynek.-spojrzał na niego znacząco.-David z Jamesem będą iść tyłem, a ja z Kevinem na przedzie. Nie widzę sensu aby dziewczyny szły z nami. Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, że to nie będzie bezpieczne. Tak więc wy schowacie się w wyznaczonym miejscu i po prostu będziecie czekać. Damy wam telefony żebyście do nas zadzwoniły jeśli zauważycie kogoś, kto wchodzi do magazynu lub jest niedaleko was.-spojrzał się najpierw na Natalie aby potem utrzymać dłuższy kontakt wzrokowy ze mną. Wiedziałam, że starał się wyczytać coś z mojej twarzy oczekując jakiejś reakcji. Nie podobało mi się ten plan, bo wolałabym wszystko widzieć i być przy Alex gdy ją odnajdziemy. -Idziemy.-oznajmił i zaczął kierować się przed siebie w stronę porośniętych krzaków. Chwyciłam Natalie za rękę i nawzajem spojrzałyśmy się na siebie z wyraźnym strachem, ale i nadzieją w oczach. Chłopaki szli przodem i każdy z nich ścinał nożem gałęzie, aby umożliwić nam przejście przez zarośla. Moje ręce cały czas się trzęsły co nie uszło uwadze Natalie, która również bała się, ale jej ciało nie zdradzało ją. Przeszliśmy jeszcze kawałek i znaleźliśmy się blisko magazynu. Zatrzymaliśmy się obok grubego i dużego pnia drzewa.
-Tutaj będziecie na nas czekać.-oznajmił Nathan. Natalie jako pierwsza poszła przodem i oparła się o drzewo przymykając oczy. Reszta chłopaków oprócz Nathana kierowali się dalej. Niebieskooki podszedł do mnie i złapał mnie za dłoń otwierając ją. Poczułam zimny metal na skórze i spojrzałam w dół. Przyjrzałam się uważnie dla ostrza, który trzymałam w dłoni. Uniosłam głowę i spojrzałam się na chłopaka pytająco.
-Przyda ci się.-spojrzał się intensywnie w moje oczy. Kiwnęłam niepewnie głową i po chwili widziałam już tylko oddalającą się sylwetkę Nathana. Podeszłam powoli do Natalie wcześniej chowając do kieszeni nóż. Siedziałyśmy przez dłuższy czas cicho. Każda z nas miała natłok myśli. Nie potrzebowałyśmy słów aby nawzajem siebie zrozumieć. Poczułam coś dziwnego, jakbym musiała coś zobaczyć. Wyjrzałam przez pień drzewa i dokładnie się rozejrzałam. Nic się nie zmieniło i nikogo nie było. Dalej tak samo cicho jak przedtem. Po chwili do naszych uszu dobiegł przeraźliwy krzyk pełen bólu. Razem z Natalie wstrzymałyśmy oddechy i nasze ciała się spięły. Nie czekając na to co powie przyjaciółka, ruszyłam biegiem kierując się dokładnie tak samo jak chłopaki. Usłyszałam wołanie Natalie, jednak starałam się to ignorować i nie przerywałam czynności. Kiedy znalazłam się na tyłach budynku, rozejrzałam się uważnie wokół siebie. Nie wiem jakim cudem wzbierała się we mnie pewność siebie podczas biegu, ale teraz jest zupełnie inaczej. Zaczęłam się bać. Po co ja wychodziłam z ukrycia, co mi strzeliło do głowy? Co jeśli to nie był krzyk jednego z naszych? Najwyraźniej kierowałam się również ciekawością, która zbyt często mi towarzyszy. Obróciłam się do tyłu z myślą, czy może nie zawrócić. Teraz nie miałoby to najmniejszego sensu. Jak już zaczęłam, muszę to skończyć. Jak najciszej potrafiłam, przechyliłam małe drzwi i prześlizgnęłam się sprawnie do środka. Przez cały czas towarzyszył mi strach, a teraz wnętrze magazynu sprawiło, że to odczucie jedynie się zwiększyło. Wokół pełno kurzu na zniszczonych meblach. Po boku okno, które i tak niewiele wpuszczało światła do pomieszczenia. Sama się dziwie, że jeszcze stąd nie zwiałam. Wytężyłam słuch i dokładnie zeskanowałam pomieszczenie. Do moich uszu dobiegły zagłuszone głosy. Kierowałam się w stronę, z której dobiegały dźwięki. Spojrzałam na uchylone drzwi znajdujące się naprzeciwko mnie. Głośno przełknęłam ślinę i drżącą ręką popchnęłam je. Powoli weszłam do pomieszczenia, w którym było pełno regałów, a na nich różnorodne sprzęty, z większą ilością broni. Rozejrzałam się wokół, aby upewnić się, że nikogo oprócz mnie nie ma. Zauważyłam w rogu metalowe schody prowadzące na pierwsze piętro magazynu. Przeszłam obok ściany i kiedy stałam już blisko, niepewnie podniosłam nogę, aby wejść na schodek. Przetrzymałam się poręczy i starałam się jak najciszej wchodzić na górę. Kiedy już doszłam, wyjęłam z kieszeni nóż i przyłożyłam do swojej klatki piersiowej. Głosy stały się już wystarczająco wyraźne. Podejrzewam, że jestem na korytarzu, a drzwi, które są parę kroków przede mną, prowadzą do ludzi, którzy znajdują się w środku. Przejechałam wzrokiem po pomieszczeniu i spostrzegłam wiszącą półkę, na której były poustawiane jakieś małe szkatułki. Ciekawość wzięła górę i dotknęłam palcem jednej z nich, która przykuwała moją uwagę. Niepewnie wzięłam ją do dłoni. Na oko nic nadzwyczajnego, jednak to co było wyryte na niej sprawiło, że zszokowana wstrzymałam oddech. Nie odrywałam wzroku od napisu, którym było moje nazwisko. Drżącymi dłońmi otworzyłam szkatułkę i moim oczom ukazała się srebrna moneta. Wzięłam ją i zauważyłam, że na jednej stronie jest symbol smoka, a na drugiej koziorożca. Byłam tak pochłonięta przyglądaniem się jej, że kiedy do moich uszu dobiegł krzyk, przestraszona podskoczyłam. Złapałam oddech i schowałam monetę do kieszeni, odkładając przy tym szkatułkę na swoje miejsce. Podeszłam do drzwi i przykucnęłam zakładając na głowę kaptur od bluzy. Lekko je uchyliłam i jednym okiem przyjrzałam się sytuacji, która się  odbywała. Pierwszy w oczy rzucił mi się Nathan stojący naprzeciwko jakiegoś chłopaka mniej więcej w jego wieku. Nie był aż tak straszny, ale coś w nim było takiego, że sprawiał iż odczuwałam lęk. Potem ujrzałam, że w kącie stał również nieznany mi dotąd chłopak, a niedaleko James. Przestałam skupiać się na pomieszczeniu i zaczęłam nasłuchiwać dla toczącej się rozmowy.
- Sądzisz, że przyjeżdżając tutaj po tą dziewczynę, pozwolę ci ją ot tak zabrać?- zapytał szatyn patrząc z niemałym rozbawieniem na Nathana.
-Ja nie sądzę, wiem to.-odparł chłopak patrząc się na niego bez wyrazu.-Jeżeli nie chcesz załatwić tego ulgowo, to wiedz, że nie skończy się to dla ciebie dobrze, Morgan.
-Nie wydaję mi się. Oddamy ci Alex, za Katherine. To już zostało ustalone.-czyli to jest ten cały Jack Morgan. Wciąż słuchając jego głosu przechodzą mnie nieprzyjemne ciarki.
-Do czego ci ona potrzebna?- zapytał Nathan i oparł się o ścianę uważnie przyglądając dla swojego rozmówcy.
-Mnie? Dla mnie ona może nie istnieć, jednak pewnej osobie zależy na niej.-oznajmił Jack przewracając w palcach srebrny breloczek.
-Kim jest ta osoba?- na twarzy niebieskookiego przez chwilę pojawiła się ciekawość, która zaraz potem przeminęła i zastąpił ją ten sam wyraz twarzy co wcześniej. Morgan zaśmiał się nieszczerze i spojrzał na Nathana.
-Naprawdę sądzisz, że udzielę ci tej odpowiedzi?- zadał pytanie, które dla niego było retoryczne.-Powiem ci, że kimś kogo nie znasz i uwierz, nie chciałbyś mieć z nim do czynienia.
-W takim razie jesteś osobą, która wykonuje jego polecenia, niczym chłopiec na posyłki?- odparł Nathan z wyraźnym rozbawieniem. Jack nieco się wkurzył i wyprostował, chcąc sprawiać wrażenie strasznego, co i tak nie robiło wrażenia na Nathanie.
-Nic nie wiesz. -odparł marszcząc brwi.-Nie oddamy wam Alex jeśli nie będzie dostarczona Katherine i koniec tematu.-powiedział to w taki sposób jakbym była jakąś rzeczą przez co się wkurzyłam. Nathan gwałtownie podszedł do Jacka widząc, że chce opuścić pomieszczenie. Złapał go za ramię i przekręcił w swoją stronę.

-Mówiłem ci, że nie skończy się to dla ciebie dobrze.-oznajmił i sprawnym ruchem wyjął pistolet z kieszeni celując go w głowę Jacka. Szatyn zrobił to samo w stronę Nathana. Zauważyłam, że James wycelował w Jacka, a chłopak stojący niedaleko w Owen’a. Obserwowałam to z wstrzymanym oddechem. Powoli się wycofałam wciąż kucając i potknęłam się o nogę stolika upadając przy tym na podłogę, przez co ujawniłam swoją osobę. Po chwili poczułam dłonie na swojej twarzy, które zatkały moje usta. Nabrałam powietrza i chciałam krzyknąć, jednak było to zagłuszone przez ręce mojego oprawcy. Zaczęłam się wiercić dopóki nie ujrzałam przy swojej szyi srebrnego ostrza. Wytrzeszczyłam oczy i gwałtownie zaprzestałam jakichkolwiek ruchów. Moje ciało nagle się spięło, a bicie serca momentalnie przyspieszyło. Jedyne co chodziło po mojej myśli, to błaganie o pomoc Nathana...

1 komentarz:

  1. Fajnie piszesz :) chętnie poczytam dalsze rozdziały :) Tak przy okazji zapraszam do mnie ;) unexpected-meeting.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń