piątek, 18 września 2015

VIII rozdział

Przez swoją nieuwagę, siedzę właśnie na krześle trzymana przez jakiegoś umięśnionego faceta. Naprzeciwko mnie stoi Nathan, którego mina mówi wszystko. Czuję się jak małe dziecko przyłapane na gorącym uczynku czekające na karę od rodziców. Jack patrzy się na mnie zdziwiony, ale widać, że jednocześnie ucieszony z obrotu sytuacji. W sumie, gdyby nie ja pewnie byłaby tu strzelanina, której zapobiegłam. Znając życie, dla Nathana to nie będzie wystarczało, aby mnie usprawiedliwić. Powinnam czuć strach, ale o dziwo jeszcze mnie nie dopadł. W tej chwili jedynie myślę o Alex, która na pewno gdzieś tu jest.
-Witaj Katherine, nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać. Jestem Jack Morgan-wyjął dłoń z kieszeni i skierował w moją stronę. Spojrzałam na nią wykrzywiona i tak samo na chłopaka.
-Daruj sobie.-syknęłam. Nie wiem skąd wzięła się we mnie taka odwaga. Może i ze względu na to, że nie mogę się poruszyć przez jakiegoś gościa. Może i przez to, że to on ma Alex. Nie wiem, ale taka postawa zdecydowanie mi odpowiada. Jack spojrzał się na mnie zdziwiony, lecz zaraz po tym przybrał kamienny wyraz twarzy i schował dłoń z powrotem do kieszeni. Spojrzałam się na Nathana, który ledwo zauważalnie uśmiechnął się pod nosem.
-Widzę, że masz cięty języczek. Wiadomo po kim.-oznajmił, na co ja zdziwiona uniosłam do góry brwi. Oczekiwałam od niego wyjaśnień, jednak bez skutku. Spojrzał się na Nathana i ruchem głowy pokazał, aby poszedł za nim. Po chwili wyszli z pomieszczenia razem z jakimś chłopakiem, który stał w rogu. Zostałam tylko ja, umięśniony facet, który mnie trzyma i James. Ten ostatni uważnie przyglądał się dla wychodzących osób, potem spojrzał się na chłopaka za mną.
-Matt, może wyjaśnisz mi co ty u diabła tutaj robisz?- James pomimo spokojnego wyrazu twarzy, zabrzmiał poważnie z wyczuwalną nutką złości w głosie. Po chwili nie czułam już żadnego ciężaru na ramionach i chłopak, który mnie do tej pory trzymał stanął przed Jamesem. Spojrzał się na niego niepewnie i podrapał ręką tył głowy.
-Nie miałem wyboru James..-oznajmił i oparł się o ścianę. Owen przestał okazywać opanowanie i widać, że jego wytrzymałość dobiegła końca.
-Nie pieprz głupot Evans. Wybór jest zawsze.-zmierzył go wściekłym spojrzeniem.-Dołączyłeś do Fighters tym samym zostawiając nas. Traktowaliśmy ciebie jak brata, byłeś naszą rodziną. Należałeś do niej.- westchnął i uważnie przyglądał się dla niego, czekając na jego reakcję. Zdziwiły mnie jego słowa. Ten chłopak, który jeszcze niedawno przykładał mi nóż do szyi i trzymał abym nie uciekła, był w dobrych relacjach z chłopakami. Jak to stwierdził James, był ich rodziną. Tylko dlaczego był? Matt patrzył się na niego z niepewnym wyrazem twarzy. Widziałam w jego oczach ból..tak bardzo widać było po nim jak cierpi. Schował twarz w dłoniach, opierając ręce na kolanach. Przyglądałam się dla niego z nieskrywaną ciekawością. Uznałam, że na razie muszę siedzieć cicho.
-Mają mojego brata.-oznajmił przytłumionym głosem. James gwałtownie się wyprostował i uniósł jedną brew do góry.
-Co?- zapytał chcąc się upewnić. Matt odsłonił twarz i spojrzał się na niego bezradnie.
-Powiedziałem, że..
-Słyszałem.-urwał mu i pokręcił głową.-Jak to mają go?- zapytał wciąż nie rozumiejąc. W sumie nie on jeden. Ja w ogóle nie mam pojęcia o co tu chodzi.
-To był czysty szantaż. Jeśli dołączę do nich- oni go nie skrzywdzą. Musiałem to zrobić..nie miałem wyjścia. Oni wciąż go mają i jeden mój zły ruch może spowodować, że Lukas na tym ucierpi.-westchnął cicho i spuścił wzrok na dół. Poruszyłam się niepewnie na krześle i spojrzałam na Jamesa, który zmarszczył brwi.
-Dali ci dowód na to, że go mają?- zapytał się przechylając lekko głowę na bok. Matt zawahał się i spojrzał na niego zmieszanym wzrokiem.
-Nie.., ale przecież to Fighters, oni są zdolni do wszystkiego.-głośno przełknął ślinę.
-Z tego co mówiłeś mi pół roku temu, to Lukas jest w wojsku. Wątpię, że fatygowaliby się jechać poza kraj żeby tylko dać ci dowód, że mają go na oku.-wzruszył powoli ramionami. Matt spojrzał się na niego tak, że pojawiały się u niego oznaki nadziei.
-Nie wiem.., ale powinieneś zrozumieć, że wolałem nie ryzykować.-westchnął i spojrzał się na widok za oknem.
-I tak mogłeś nam powiedzieć. Na pewno byśmy coś zdziałali.-spojrzał się na niego nieco łagodniejszym wzrokiem.
-Nie chciałem robić wam większych problemów..Nathan i tak ma już dużo na głowie.-zmarszczył brwi i zwrócił się w stronę Jamesa niepewnym wzrokiem.-Znalazł je?
-Wciąż szuka. Na razie nie ma żadnych śladów.-oznajmił. Matt kiwnął w zrozumieniu głową. Po chwili Owen jakby sobie o czymś przypomniał, zapytał się swojego rozmówcy z wyraźną ciekawością.-Po co mówisz mi te wszystkie rzeczy? Przecież należysz do Fighters, nie powinieneś raczej o tym rozmawiać.
-Ja..-zawahał się.-Chciałbym ciebie i was wszystkich przeprosić..i sprawić żebyście mi wybaczyli.-spojrzał się na niego wykrzywiając usta w słabym uśmiechu. James uniósł do góry brwi i widać w nim było zdezorientowanie.
-Chcesz do nas wrócić?- zapytał się jakby nie do końca rozumiejąc.
-Chciałbym, ale..-zanim zdążył dokończyć, usłyszeliśmy strzał. Gwałtownie zerwałam się na równe nogi i spojrzałam na drzwi, z których dobiegł huk. Nathan tam był. Pomimo strachu i bijącego serca, które wręcz krzyczało abym uciekała, chciałam tam wejść. Kiedy miałam już postawić krok w tą stronę, poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obróciłam się i spojrzałam na Matta z pytającym wyrazem twarzy. Myślałam, że powie coś do mnie, ale on zwrócił się do Jamesa, który miał wchodzić do pomieszczenia, z którego słychać było strzał.
-Mogę wam pomóc znaleźć tę dziewczynę.- oznajmił, a ja już wiedziałam, że chodzi o Alex. Kiwnęłam pospiesznie głową, kiedy się na mnie spojrzał. James skierował swój wzrok na drzwi, aby potem zwrócić się na nas. Widać, że się wahał. Zostać i pomóc dla Nathana, czy pójść z nami po Alex?
-Idźcie sami. Ja sprawdzę co się tam dzieje.-wyjął z kieszeni broń i ją odbezpieczył.- Kate, spotkamy się w miejscu gdzie miałaś czekać razem z Natalie.-spojrzał się na mnie, jakbym zrobiła coś złego. No dobra, może nie powinnam wychodzić z ukrycia, ale nie moja wina, że się martwiłam…w pewnym sensie. Zanim wyszłam razem z Mattem, podeszłam do Jamesa kładąc dłoń na jego ramieniu.
-Uważaj na siebie.-spojrzał się na mnie z lekkim zdziwieniem i przez chwilę się zastanawiając  kiwnął głową po czym skierował się do drzwi. Po chwili zostałam prowadzona przez blondyna z brązowymi oczami. Nie wiem czemu powiedziałam to do Owena. Ostatnio jakoś czuję z nim więź. Głupio to brzmi, ale tak jest naprawdę. Pewnie dlatego, że okazał się moim kuzynem i w końcu mam starszego brata, tak jak zawsze chciałam mieć. Może jak zacznę z nim rozmawiać czy coś w tym stylu, to w pewien sposób zbliżymy się do siebie jako rodzina. Pomimo, że wkurza mnie jego charakter to coś mi podpowiada, że odnajdziemy ze sobą nić porozumienia. Westchnęłam cicho zastanawiając się wciąż nad tym tematem. Szybko jednak przeszłam na zupełnie inny tor. Przypomniałam sobie pytania, które cisnęły mi się na język kiedy James rozmawiał razem z Mattem. Zwróciłam się do chłopaka, który bez słowa szedł przy moim boku.
-Jak dobrze znałeś się z chłopakami? -zapytałam tak, aby w moim głosie nie czuć było ogromnej ciekawości. Wypowiadając to, miałam wręcz setki pytań w mojej głowie. Nienawidzę w sobie tej dociekliwości. Czasami mogę wyprowadzić kogoś z równowagi, ale teraz staram się dobierać ostrożnie słowa. Spojrzał się na mnie zmieszanym wzrokiem. Pewnie go zdziwiło również to, że w ogóle się odezwałam.
-Byli mi najbliższymi osobami.-westchnął- Spieprzyłem to.-oznajmił. Kiwnęłam głową w zrozumieniu.
-Zawsze możesz wszystko naprawić.-wzruszyłam ramionami i spojrzałam na niego starając się dodać otuchy.
-Wątpię, że mi wybaczą po tym co zrobiłem.-wykrzywił usta w uśmiechu, który nie należał do wesołych. Wyglądało to jakby wstydził się za swoje błędy. Rozumiem go. Czasami też tak mam, że nienawidzę siebie za zrobienie czegoś źle. Mam ochotę schować się i nie wychodzić, bo tak mi wstyd, albo jestem zażenowana swoją osobą.
-Nie wiadomo, musisz wszystkiego wypróbować.-oznajmiłam i przechyliłam głowę w chwilowym zamyśleniu.-W sumie to już się odpłacasz. Pomagasz nam znaleźć Alex, a ona jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Więc jeśli dla nich to nie wystarcza, to ucieknę od nich i pójdę do ciebie.-trąciłam go łokciem w uśmiechu pełnym rozbawienia. Cicho się zaśmiał, co znaczy, że poskutkowało moje rozluźnienie atmosfery.
-Okej, trzymam za słowo.-skierował dłoń w moją stronę, nastawiając mały palec. Uśmiechnęłam się szeroko i złączyłam z nim palce.
-Przyjęte.- oznajmiłam wciąż szczerząc się jak głupia. Czuję, że moja znajomość z Mattem nie zakończy się na dzisiejszym dniu. Dopiero zorientowałam się, że wyszliśmy na zewnątrz drogą, której kompletnie nie znałam.-Gdzie idziemy?
-Za magazyn. Jak będziemy iść w tamtą stronę..-urwał wskazując palcem na ścieżkę przed nami.-..to zobaczymy zaraz mały domek z drewna.-dokończył. Przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym, że Alex przez tyle dni tam się znajdowała i przybrałam posępną minę. Jednak kiedy ujrzeliśmy domek, mój wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Ucieszyłam się ogromnie, wiedząc, że zaraz zobaczę się z moją przyjaciółką. Tak bardzo mi jej brakowało… Po chwili poczułam jak Matt dotyka mnie ręką wskazując na ziemię.
-Coś ci wypadło.-oznajmił i schylił się, aby podać mi jak się okazało monetę, którą znalazłam w szkatułce. Zanim mi ją dał, najpierw przyjrzał się jej z szokowanym wyrazem twarzy. Uznałam, że wie o co chodzi więc postanowiłam się dopytać.
-Znalazłam ją przed tym jak mnie złapałeś. Wiesz co ona oznacza?- pytając się, wciąż obserwowałam chłopaka z uwagą. Spojrzał się w moje oczy niepewnie.
-To ty jeszcze się nie domyśliłaś?- przełknął głośno ślinę. Przechyliłam głowę unosząc do góry jedną brew.
-A czego miałabym?- zapytałam się wciąż nie rozumiejąc.-Wiesz czemu na szkatułce było moje nazwisko? -spojrzałam się na chłopaka, który wyglądał na przerażonego. Odwrócił wzrok patrząc się na domek przed nami.
-Już jesteśmy, idź za mną.-odparł zwinnie pomijając moje pytania. Co to miało być? Skoro coś wie, to lepiej niech mi powie. Kolejne sprawy nie wyjaśnione, które pozostają moją zagadką. Westchnęłam głośno i powoli przekroczyłam próg drzwi krocząc za Mattem. Ujrzałam dość nieprzyjemne wnętrze domku. Wokół pełno kurzu i stare, wyblakłe zasłony nie nadawały ładnego wyglądu dla pomieszczenia. Skrzywiłam się widząc pełno brudu.
-Tutaj jest Alex?- zapytałam się wskazując na kolejne drzwi przed nami.
-Powinna być.-oznajmił. Zrobił krok do tyłu, aby po chwili kopnąć mocno w drewniane drzwi. Głośny huk dobiegł do moich uszu i po chwili ukazał mi się nieco bardziej zadbany pokój. Weszłam szybko do środka i przeskanowałam wzrokiem dokładnie każdy kąt. Otworzyłam oczy i biegiem ruszyłam w stronę leżącej na kocu Alex. Kucnęłam obok niej i objęłam ją ramionami.
-Obudź się Alex. To ja, Katherine…Już wszystko dobrze, tylko otwórz oczy..proszę-zaczęłam cicho szlochać kiedy zauważyłam, że dziewczyna nie daje żadnych oznak życia. Wtuliłam się mocniej w jej ciało co chwila prosząc, aby się odezwała. Matt podszedł do mnie i spojrzał się na mnie współczującym wyrazem twarzy. Wyjął w jej stronę dłoń i przyłożył dwa palce do jej szyi.
-Puls ma.-oznajmił, na co ja spojrzałam na niego, aby zaraz wrócić wzrokiem do Alex. Przyjaciółka ledwie dostrzegalnie poruszyła dłonią. Rozszerzyłam oczy i z nadzieją patrzyłam na nią oczekując dalszych ruchów. Po chwili jej powieki powoli się unosiły. Wzięłam jej dłoń i ścisnęłam, aby miała pewność, że tu jesteśmy. Kiedy widziała już wszystko, rozejrzała się po pomieszczeniu i w końcu zatrzymała na mnie swój wzrok. Uśmiechnęła się słabo w moją stronę i pociągnęła moją rękę. Mocno się do niej wtuliłam powtarzając do jej ucha, że już po wszystkim.
-Naprawdę przyszliście..-głos miała lekko zachrypnięty i czuć w nim było zmęczenie. Kiwnęłam głową ścierając rękawem od bluzy łzy, które spływały po moich policzkach.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam..-cicho oznajmiłam wciąż trwając w uścisku. Po chwili Alex gwałtownie się spięła i spojrzała na Matta.
-Co on tu robi? Jest jednym z nich.-oznajmiła i z przerażeniem wpatrywała się w chłopaka.
-Już nie jest. Gdyby nie on, nie wiedziałabym jak cię znaleźć.-odparłam i posłałam w jej stronę uśmiech.-Wszystko ci potem wyjaśnię.-kiwnęła głową w zrozumieniu i przez chwilę była rozluźniona, ale zaraz znowu się spięła i trochę odsunęła ode mnie. Widziałam w jej oczach strach i coś jeszcze, jednak nie mogłam dokładnie odczytać co.
-Kate..on wciąż żyje. Przecież umarł, byłam na pogrzebie z tobą…Nie wiem jak to możliwe, ale naprawdę...-Alex po chwili przymknęła oczy cicho ziewając.-..wierz mi, mówię prawdę.-oznajmiła i jej powieki zamknęły się do końca. Jej oddech po pewnym czasie się uregulował, a twarz była spokojna. Spojrzałam się na Matta ze zdziwieniem w oczach. Kto dalej żyje, kto umarł? Na czyim pogrzebie byłam z Alex..? Zauważyłam, że w oczach chłopaka kryło się równe zdziwienie, ale również i przerażenie...Coś mi tu nie pasuje. On wie o co chodzi.
________________________________
Tak więc jest kolejny rozdział, z małym opóźnieniem, za co przepraszam :) Przez cały tydzień nie robiłam nic innego jak spałam i uczyłam się, więc miałam problem z nadrabianiem pisania :| Nie obiecuje, że następny pojawi się pojutrze, ale mam nadzieję, że mi się uda :D 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz