Przez swoją nieuwagę, siedzę właśnie na krześle trzymana
przez jakiegoś umięśnionego faceta. Naprzeciwko mnie stoi Nathan, którego mina
mówi wszystko. Czuję się jak małe dziecko przyłapane na gorącym uczynku
czekające na karę od rodziców. Jack patrzy się na mnie zdziwiony, ale widać, że
jednocześnie ucieszony z obrotu sytuacji. W sumie, gdyby nie ja pewnie byłaby
tu strzelanina, której zapobiegłam. Znając życie, dla Nathana to nie będzie
wystarczało, aby mnie usprawiedliwić. Powinnam czuć strach, ale o dziwo jeszcze
mnie nie dopadł. W tej chwili jedynie myślę o Alex, która na pewno gdzieś tu jest.
-Witaj Katherine, nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać.
Jestem Jack Morgan-wyjął dłoń z kieszeni i skierował w moją stronę. Spojrzałam
na nią wykrzywiona i tak samo na chłopaka.
-Daruj sobie.-syknęłam. Nie wiem skąd wzięła się we mnie
taka odwaga. Może i ze względu na to, że nie mogę się poruszyć
przez jakiegoś gościa. Może i przez to, że to on ma Alex. Nie wiem, ale taka
postawa zdecydowanie mi odpowiada. Jack spojrzał się na mnie zdziwiony, lecz
zaraz po tym przybrał kamienny wyraz twarzy i schował dłoń z powrotem do
kieszeni. Spojrzałam się na Nathana, który ledwo zauważalnie uśmiechnął się pod
nosem.
-Widzę, że masz cięty języczek. Wiadomo po kim.-oznajmił, na
co ja zdziwiona uniosłam do góry brwi. Oczekiwałam od niego wyjaśnień, jednak
bez skutku. Spojrzał się na Nathana i ruchem głowy pokazał, aby poszedł za nim.
Po chwili wyszli z pomieszczenia razem z jakimś chłopakiem, który stał w rogu.
Zostałam tylko ja, umięśniony facet, który mnie trzyma i James. Ten ostatni
uważnie przyglądał się dla wychodzących osób, potem spojrzał się na
chłopaka za mną.
-Matt, może wyjaśnisz mi co ty u diabła tutaj robisz?- James
pomimo spokojnego wyrazu twarzy, zabrzmiał poważnie z wyczuwalną nutką złości w
głosie. Po chwili nie czułam już żadnego ciężaru na ramionach i chłopak, który
mnie do tej pory trzymał stanął przed Jamesem. Spojrzał się na niego niepewnie
i podrapał ręką tył głowy.
-Nie miałem wyboru James..-oznajmił i oparł się o ścianę.
Owen przestał okazywać opanowanie i widać, że jego wytrzymałość dobiegła końca.
-Nie pieprz głupot Evans. Wybór jest zawsze.-zmierzył go
wściekłym spojrzeniem.-Dołączyłeś do Fighters tym samym zostawiając nas.
Traktowaliśmy ciebie jak brata, byłeś naszą rodziną. Należałeś do niej.-
westchnął i uważnie przyglądał się dla niego, czekając na jego reakcję.
Zdziwiły mnie jego słowa. Ten chłopak, który jeszcze niedawno przykładał mi nóż
do szyi i trzymał abym nie uciekła, był w dobrych relacjach z chłopakami. Jak
to stwierdził James, był ich rodziną. Tylko dlaczego był? Matt patrzył się na
niego z niepewnym wyrazem twarzy. Widziałam w jego oczach ból..tak bardzo widać
było po nim jak cierpi. Schował twarz w dłoniach, opierając ręce na kolanach. Przyglądałam
się dla niego z nieskrywaną ciekawością. Uznałam, że na razie muszę siedzieć
cicho.
-Mają mojego brata.-oznajmił przytłumionym głosem. James
gwałtownie się wyprostował i uniósł jedną brew do góry.
-Co?- zapytał chcąc się upewnić. Matt odsłonił twarz i spojrzał
się na niego bezradnie.
-Powiedziałem, że..
-Słyszałem.-urwał mu i pokręcił głową.-Jak to mają go?-
zapytał wciąż nie rozumiejąc. W sumie nie on jeden. Ja w ogóle nie mam pojęcia
o co tu chodzi.
-To był czysty szantaż. Jeśli dołączę do nich- oni go nie
skrzywdzą. Musiałem to zrobić..nie miałem wyjścia. Oni wciąż go mają i jeden
mój zły ruch może spowodować, że Lukas na tym ucierpi.-westchnął cicho i
spuścił wzrok na dół. Poruszyłam się niepewnie na krześle i spojrzałam na
Jamesa, który zmarszczył brwi.
-Dali ci dowód na to, że go mają?- zapytał się przechylając
lekko głowę na bok. Matt zawahał się i spojrzał na niego zmieszanym wzrokiem.
-Nie.., ale przecież to Fighters, oni są zdolni do
wszystkiego.-głośno przełknął ślinę.
-Z tego co mówiłeś mi pół roku temu, to Lukas jest w wojsku.
Wątpię, że fatygowaliby się jechać poza kraj żeby tylko dać ci dowód, że mają
go na oku.-wzruszył powoli ramionami. Matt spojrzał się na niego tak, że
pojawiały się u niego oznaki nadziei.
-Nie wiem.., ale powinieneś zrozumieć, że wolałem nie
ryzykować.-westchnął i spojrzał się na widok za oknem.
-I tak mogłeś nam powiedzieć. Na pewno byśmy coś
zdziałali.-spojrzał się na niego nieco łagodniejszym wzrokiem.
-Nie chciałem robić wam większych problemów..Nathan i tak ma
już dużo na głowie.-zmarszczył brwi i zwrócił się w stronę Jamesa niepewnym
wzrokiem.-Znalazł je?
-Wciąż szuka. Na razie nie ma żadnych śladów.-oznajmił. Matt
kiwnął w zrozumieniu głową. Po chwili Owen jakby sobie o czymś przypomniał,
zapytał się swojego rozmówcy z wyraźną ciekawością.-Po co mówisz mi te
wszystkie rzeczy? Przecież należysz do Fighters, nie powinieneś raczej o tym
rozmawiać.
-Ja..-zawahał się.-Chciałbym ciebie i was wszystkich
przeprosić..i sprawić żebyście mi wybaczyli.-spojrzał się na niego wykrzywiając
usta w słabym uśmiechu. James uniósł do góry brwi i widać w nim było
zdezorientowanie.
-Chcesz do nas wrócić?- zapytał się jakby nie do końca
rozumiejąc.
-Chciałbym, ale..-zanim zdążył dokończyć, usłyszeliśmy
strzał. Gwałtownie zerwałam się na równe nogi i spojrzałam na drzwi, z których dobiegł
huk. Nathan tam był. Pomimo strachu i bijącego serca, które wręcz krzyczało abym uciekała, chciałam tam wejść. Kiedy miałam już postawić krok w tą stronę,
poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obróciłam się i spojrzałam na Matta z
pytającym wyrazem twarzy. Myślałam, że powie coś do mnie, ale on zwrócił się do
Jamesa, który miał wchodzić do pomieszczenia, z którego słychać było strzał.
-Mogę wam pomóc znaleźć tę dziewczynę.- oznajmił, a ja już
wiedziałam, że chodzi o Alex. Kiwnęłam pospiesznie głową, kiedy się na mnie spojrzał.
James skierował swój wzrok na drzwi, aby potem zwrócić się na nas. Widać, że
się wahał. Zostać i pomóc dla Nathana, czy pójść z nami po Alex?
-Idźcie sami. Ja sprawdzę co się tam dzieje.-wyjął z
kieszeni broń i ją odbezpieczył.- Kate, spotkamy się w miejscu gdzie miałaś
czekać razem z Natalie.-spojrzał się na mnie, jakbym zrobiła coś złego. No
dobra, może nie powinnam wychodzić z ukrycia, ale nie moja wina, że się
martwiłam…w pewnym sensie. Zanim wyszłam razem z Mattem, podeszłam do Jamesa
kładąc dłoń na jego ramieniu.
-Uważaj na siebie.-spojrzał się na mnie z lekkim zdziwieniem
i przez chwilę się zastanawiając kiwnął
głową po czym skierował się do drzwi. Po chwili zostałam prowadzona przez
blondyna z brązowymi oczami. Nie wiem czemu powiedziałam to do Owena. Ostatnio
jakoś czuję z nim więź. Głupio to brzmi, ale tak jest naprawdę. Pewnie dlatego,
że okazał się moim kuzynem i w końcu mam starszego brata, tak jak zawsze
chciałam mieć. Może jak zacznę z nim rozmawiać czy coś w tym stylu, to w pewien
sposób zbliżymy się do siebie jako rodzina. Pomimo, że wkurza mnie jego
charakter to coś mi podpowiada, że odnajdziemy ze sobą nić porozumienia.
Westchnęłam cicho zastanawiając się wciąż nad tym tematem. Szybko jednak
przeszłam na zupełnie inny tor. Przypomniałam sobie pytania, które cisnęły mi
się na język kiedy James rozmawiał razem z Mattem. Zwróciłam się do chłopaka,
który bez słowa szedł przy moim boku.
-Jak dobrze znałeś się z chłopakami? -zapytałam tak, aby w
moim głosie nie czuć było ogromnej ciekawości. Wypowiadając to, miałam wręcz
setki pytań w mojej głowie. Nienawidzę w sobie tej dociekliwości. Czasami mogę
wyprowadzić kogoś z równowagi, ale teraz staram się dobierać ostrożnie słowa.
Spojrzał się na mnie zmieszanym wzrokiem. Pewnie go zdziwiło również to, że w
ogóle się odezwałam.
-Byli mi najbliższymi osobami.-westchnął- Spieprzyłem to.-oznajmił.
Kiwnęłam głową w zrozumieniu.
-Zawsze możesz wszystko naprawić.-wzruszyłam ramionami i
spojrzałam na niego starając się dodać otuchy.
-Wątpię, że mi wybaczą po tym co zrobiłem.-wykrzywił usta w
uśmiechu, który nie należał do wesołych. Wyglądało to jakby wstydził się za
swoje błędy. Rozumiem go. Czasami też tak mam, że nienawidzę siebie za
zrobienie czegoś źle. Mam ochotę schować się i nie wychodzić, bo tak mi wstyd,
albo jestem zażenowana swoją osobą.
-Nie wiadomo, musisz wszystkiego wypróbować.-oznajmiłam i
przechyliłam głowę w chwilowym zamyśleniu.-W sumie to już się odpłacasz.
Pomagasz nam znaleźć Alex, a ona jest jedną z najważniejszych osób w moim
życiu. Więc jeśli dla nich to nie wystarcza, to ucieknę od nich i pójdę do
ciebie.-trąciłam go łokciem w uśmiechu pełnym rozbawienia. Cicho się zaśmiał,
co znaczy, że poskutkowało moje rozluźnienie atmosfery.
-Okej, trzymam za słowo.-skierował dłoń w moją stronę,
nastawiając mały palec. Uśmiechnęłam się szeroko i złączyłam z nim palce.
-Przyjęte.- oznajmiłam wciąż szczerząc się jak głupia. Czuję,
że moja znajomość z Mattem nie zakończy się na dzisiejszym dniu. Dopiero
zorientowałam się, że wyszliśmy na zewnątrz drogą, której kompletnie nie
znałam.-Gdzie idziemy?
-Za magazyn. Jak będziemy iść w tamtą stronę..-urwał
wskazując palcem na ścieżkę przed nami.-..to zobaczymy zaraz mały domek z
drewna.-dokończył. Przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym, że Alex przez tyle
dni tam się znajdowała i przybrałam posępną minę. Jednak kiedy ujrzeliśmy domek,
mój wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Ucieszyłam się ogromnie, wiedząc, że
zaraz zobaczę się z moją przyjaciółką. Tak bardzo mi jej brakowało… Po chwili
poczułam jak Matt dotyka mnie ręką wskazując na ziemię.
-Coś ci wypadło.-oznajmił i schylił się, aby podać mi jak
się okazało monetę, którą znalazłam w szkatułce. Zanim mi ją dał, najpierw
przyjrzał się jej z szokowanym wyrazem twarzy. Uznałam, że wie o co chodzi więc
postanowiłam się dopytać.
-Znalazłam ją przed tym jak mnie złapałeś. Wiesz co ona
oznacza?- pytając się, wciąż obserwowałam chłopaka z uwagą. Spojrzał się w moje
oczy niepewnie.
-To ty jeszcze się nie domyśliłaś?- przełknął głośno ślinę.
Przechyliłam głowę unosząc do góry jedną brew.
-A czego miałabym?- zapytałam się wciąż nie
rozumiejąc.-Wiesz czemu na szkatułce było moje nazwisko? -spojrzałam się na
chłopaka, który wyglądał na przerażonego. Odwrócił wzrok patrząc się na domek
przed nami.
-Już jesteśmy, idź za mną.-odparł zwinnie pomijając moje
pytania. Co to miało być? Skoro coś wie, to lepiej niech mi powie. Kolejne
sprawy nie wyjaśnione, które pozostają moją zagadką. Westchnęłam głośno i
powoli przekroczyłam próg drzwi krocząc za Mattem. Ujrzałam dość nieprzyjemne
wnętrze domku. Wokół pełno kurzu i stare, wyblakłe zasłony nie nadawały ładnego
wyglądu dla pomieszczenia. Skrzywiłam się widząc pełno brudu.
-Tutaj jest Alex?- zapytałam się wskazując na kolejne drzwi przed
nami.
-Powinna być.-oznajmił. Zrobił krok do tyłu, aby po chwili
kopnąć mocno w drewniane drzwi. Głośny huk dobiegł do moich uszu i po chwili
ukazał mi się nieco bardziej zadbany pokój. Weszłam szybko do środka i
przeskanowałam wzrokiem dokładnie każdy kąt. Otworzyłam oczy i biegiem ruszyłam
w stronę leżącej na kocu Alex. Kucnęłam obok niej i objęłam ją ramionami.
-Obudź się Alex. To ja, Katherine…Już wszystko dobrze, tylko
otwórz oczy..proszę-zaczęłam cicho szlochać kiedy zauważyłam, że dziewczyna nie
daje żadnych oznak życia. Wtuliłam się mocniej w jej ciało co chwila prosząc,
aby się odezwała. Matt podszedł do mnie i spojrzał się na mnie współczującym wyrazem
twarzy. Wyjął w jej stronę dłoń i przyłożył dwa palce do jej szyi.
-Puls ma.-oznajmił, na co ja spojrzałam na niego, aby zaraz
wrócić wzrokiem do Alex. Przyjaciółka ledwie dostrzegalnie poruszyła dłonią.
Rozszerzyłam oczy i z nadzieją patrzyłam na nią oczekując dalszych ruchów. Po
chwili jej powieki powoli się unosiły. Wzięłam jej dłoń i ścisnęłam, aby miała
pewność, że tu jesteśmy. Kiedy widziała już wszystko, rozejrzała się po
pomieszczeniu i w końcu zatrzymała na mnie swój wzrok. Uśmiechnęła się słabo w
moją stronę i pociągnęła moją rękę. Mocno się do niej wtuliłam powtarzając do
jej ucha, że już po wszystkim.
-Naprawdę przyszliście..-głos miała lekko zachrypnięty i
czuć w nim było zmęczenie. Kiwnęłam głową ścierając rękawem od bluzy łzy, które
spływały po moich policzkach.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam..-cicho oznajmiłam wciąż
trwając w uścisku. Po chwili Alex gwałtownie się spięła i spojrzała na Matta.
-Co on tu robi? Jest jednym z nich.-oznajmiła i z
przerażeniem wpatrywała się w chłopaka.
-Już nie jest. Gdyby nie on, nie wiedziałabym jak cię znaleźć.-odparłam
i posłałam w jej stronę uśmiech.-Wszystko ci potem wyjaśnię.-kiwnęła głową w
zrozumieniu i przez chwilę była rozluźniona, ale zaraz znowu się spięła i trochę odsunęła ode mnie. Widziałam w jej oczach strach i coś jeszcze, jednak
nie mogłam dokładnie odczytać co.
-Kate..on wciąż żyje. Przecież umarł, byłam na pogrzebie z
tobą…Nie wiem jak to możliwe, ale naprawdę...-Alex po chwili przymknęła oczy
cicho ziewając.-..wierz mi, mówię prawdę.-oznajmiła i jej powieki zamknęły się do
końca. Jej oddech po pewnym czasie się uregulował, a twarz była spokojna.
Spojrzałam się na Matta ze zdziwieniem w oczach. Kto dalej żyje, kto umarł? Na
czyim pogrzebie byłam z Alex..? Zauważyłam, że w oczach chłopaka kryło się równe
zdziwienie, ale również i przerażenie...Coś mi tu nie pasuje. On wie o co
chodzi.
________________________________
Tak więc jest kolejny rozdział, z małym opóźnieniem, za co przepraszam :) Przez cały tydzień nie robiłam nic innego jak spałam i uczyłam się, więc miałam problem z nadrabianiem pisania :| Nie obiecuje, że następny pojawi się pojutrze, ale mam nadzieję, że mi się uda :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz