sobota, 5 września 2015

IV rozdział

Patrzyłam się na niego oniemiała. Do moich uszu nie dobiegał żaden dźwięk, a oczy przestały widzieć cokolwiek innego prócz jego. Wymieniliśmy się nawzajem spojrzeniami. Moje pełne ciekawości i lęku, a jego wzrok pozostał nieodgadnięty. Wydawało mi się, że ta chwila trwała całą wieczność, a w rzeczywistości nie było nawet trzech sekund. Stał oparty o samochód tak samo jak tamtego wieczora. Po chwili odsunął się i zmierzał w naszą stronę. Moje ciśnienie wzrosło, a tempo bicia serca już dawno przekroczyło prawidłową częstotliwość. Co jeśli on mnie zapamiętał i teraz powie innym, że bezczelnie ich podglądałam? Poczułam lekkie szarpnięcie w rękaw swojej bluzy. Odwróciłam się i zobaczyłam, że Alex patrzy się na zbliżającego chłopaka z ogromnym przerażeniem.
-Kate..on wrócił..-szepnęła w moją stronę nie odrywając od niego wzroku.
-Wrócił kto? To ty go znasz?- zapytałam cicho z wzrastającą ciekawością. Alex w końcu oderwała od niego wzrok i przeniosła go na mnie.
-Każdy go w tym mieście zna, nie wiem jakim cudem ty o nim nie słyszałaś.-odparła nie dowierzając i lekko kręcąc głową.-On nie jest taki jak James. Jest o wiele gorszy..Policja ciągle go szuka, bo podejrzewają, że przyczynił się do zniknięcia jego matki, ale każdy kto go zna nie sypnie ani słowa, bo boją się mieć z nim później do czynienia.- wypowiadając to rozejrzała się po tłumie ludzi. Stojąc i analizując to co przed chwilą usłyszałam, nie mogłam jeszcze dojść do siebie. Zanim zdążyłam się jeszcze dopytać, James głośno wykrzyknął.
-Nathan! Stary, kiedy wróciłeś?- podszedł do niego, wymieniając uścisk dłoni.
-Dzisiaj rano. Jakieś wieści? Coś się zmieniło?- zapytał uważnie mu się przyglądając. Ja osobiście nie byłabym w stanie wytrzymać pod takim spojrzeniem. Gdy zaczęli rozmawiać, ja starałam się jak najbardziej dyskretnie zeskanować jego wygląd. Kruczoczarne włosy i ostre rysy twarzy sprawiają, że wzbudza niemały strach. Z większej odległości już można dostrzec niebieskie oczy, które jedynie dodają mu uroku. Nie dziwię się, że bije od niego taka pewność siebie. Z takim ciałem to i ja tak bym się czuła. Kiedy przeniósł swój wzrok na mnie, nieświadomie głośno przełknęłam ślinę. Cały stres, który miałam w sobie, podwoił się niewyobrażalnie. Bezczelnie zeskanował moje ciało od góry do dołu i cicho prychnął pod nosem. Uniosłam brwi do góry. Za kogo on się uważa? Nawet nie chce wiedzieć jakie myśli przelatują mu przez głowę względem mojego wyglądu. Później przeniósł swój wzrok na Alex i na koniec znowu na Jamesa.
-Kim one są?- zapytał i posłał w jego stronę zabawne spojrzenie. Co jest w tym takiego śmiesznego? Ten cały ‘’Nathan’’ zaczyna mnie porządnie denerwować.
-Ta mała blondyneczka jest moją kuzynką.- oznajmiając to, Nathan uniósł jedną brew i z takim samem wyrazem spojrzał się na mnie. Wywróciłam oczami na tą całą szopkę, która się odbywa. Zauważyłam, że Nathan tym razem popatrzył na mnie z przymrużonymi oczami. Co ja takiego zrobiłam?- A tą..-wypowiadając to spojrzał się na Alex i kontynuował.-..osobiście się zajmę.-puścił do niej oczko,  na co ta prychnęła. Chyba już nie działają na nią takie zagrania.
-Chyba śnisz.-odparła posyłając mu wściekłe spojrzenie.
-Oj żebyś wiedziała.-uśmiechnął się do niej zadziornie, a potem zwrócił się do mnie.-Myślę, że takie odwdzięczenie jest odpowiednie.
-To źle myślisz.-syknęłam w jego stronę.- Więc jeśli pozwolisz to za chwilę opuszczę to miejsce.
-O nie, nie. Nie po to załatwiałem ci transport żebyś miała po pięciu minutach wrócić. Poza tym znasz drogę żeby dotrzeć do domu?- zapytał się mnie, wyraźnie mając ubaw z mojego zachowania. Nieco zmieszana spojrzałam na niego, nie wiedząc co odpowiedzieć. Ma rację, niby jak mam wrócić, nie znając drogi? Wzrokiem przeleciałam po Nathanie, który prychnął widząc moją reakcję i wyjął z kieszeni pudełeczko z papierosami.
-Masz jakiś problem?- zapytałam się jego oburzona. Spojrzał się na mnie unosząc do góry brwi. Nie odpowiadając, wziął zapalniczkę, którą przyłożył do papierosa w ustach i zapalił zaciągając się dymem, który po chwili powoli wypuścił. Oczekiwałam od niego jakiejkolwiek odpowiedzi, ale ten odwrócił się do nas tyłem i zmierzał przed siebie. Odwrócił się w stronę Jamesa, pokazując mu skinieniem głowy żeby z nim poszedł.
-Życzę udanej zabawy.-James posłał nam tajemniczy uśmiech i zwrócił się do Davida stojącego blisko nas.-Pilnuj ich, ale nie wykorzystuj.-zaśmiał się i poszedł w stronę niebieskookiego. Popatrzyłam zdziwiona na Davida, a ten wzruszył ramionami i cicho się zaśmiał.
-Nie bierzcie wszystkiego do siebie co mówi James.-poklepał nas po ramieniu i zachęcił abyśmy szły przed siebie.-Jak będziemy  bardzo blisko ludzi to lepiej nic nie mówcie, bo i tak się nie usłyszmy. Chwilę poczekamy i potem zaczną się wyścigi. Trzymajcie się blisko mnie kiedy będziemy biec w stronę mety.-szybko wyjaśnił i po chwili zmierzaliśmy ku tłumowi ludzi. Kiedy byliśmy już wystarczająco blisko, ktoś ogłosił, że zaraz uczestnicy ustawią się na linii startu. Gdy było już widać każdy samochód i kierowcę, usłyszałam, że ludzie nagle szepczą ze sobą. Udało mi się podsłuchać rozmowę, która toczyła się blisko mnie.
-.., a on? Czemu bierze udział w wyścigu? Przecież nie było go na liście.
-To Nathan Turner. On może wszystko.-odpowiedział jakiś męski głos. Co to znaczy, że może wszystko? Kim tak naprawdę jest i dlaczego tyle ludzi go zna? Ja zauważyłam, że jest bezczelnym chłopakiem, który zamiast powiedzieć prosto z mostu to woli ignorować. A przede wszystkim jest bardzo tajemniczy..Dlaczego ja wciąż o nim myślę? Co w nim jest takiego, że sprawia iż czuję jakiś magnes, który mnie do niego ciągnie. Mam wrażenie, że muszę się dowiedzieć o nim więcej. Tak. Właśnie to czuję. Chcę poznać jego całego. Wiedzieć kiedy jest zły, rozdrażniony i poznać jego słabości. Być przy tym kiedy szczerze się uśmiecha i sprawiać, że z mojego powodu staje się szczęśliwy. Nie wiem jak to zrobię, ale właśnie sobie uświadomiłam, że naprawdę tego chcę. Może i to jest absurdalne, że widzę go drugi raz na oczy, a już chcę go bardziej zapoznać. Nawet jeśli dzisiaj mnie wkurzał i sprawiał, że miałam ochotę go porządnie walnąć, aby się ogarnął..to jednak coś go w nim usprawiedliwia. Szczerze? To wątpię w to, że porwał swoją mamę. Chcę usłyszeć od niego jak jest naprawdę. Chcę pomóc dla niego. Mam nadzieję, że nie stanę się dla niego obojętna. Po chwili na środek wyszła dziewczyna w krótkich spodenkach, które wyglądały jak druga para majtek, bluzkę miała taką, która więcej odsłaniała niż zasłaniała i do tego szpilki na wysokim obcasie. Rozszerzyła nogi, uniosła prawą rękę do góry i nacisnęła za spust pistoletu. Zanim się obejrzałam, wszystkie samochody ruszyły, rozpoczynając wyścig. Przypomniałam sobie, że miałam biec w stronę mety więc chwyciłam rękę Alex i obie biegłyśmy za Davidem. Poczułam mocne szarpnięcie ciałem, przez co musiałam szybko złapać równowagę. Rozejrzałam się wokół gdy nie trzymałam już Alex. Nie mogłam jej teraz stracić z zasięgu wzroku, nie teraz. Przez moje ciało przeszło dziwne uczucie, jakby zaraz miało coś się stać. Przeszukałam wzrokiem jakiejkolwiek znajomej twarzy i zauważyłam w oddali Davida, który również się rozglądał. Kiedy mnie zauważył, pomachał ręką, abym do niego podbiegła. Przeciskałam się przez tłum ludzi, ocierając o spocone ciała. Kiedy już byłam blisko chłopaka, usłyszeliśmy w oddali pędzące samochody. Jeszcze ich tutaj nie widziałam. Zauważyłam, że ludzie zatrzymują się i wstrzymują oddech, a po chwili każdy ucieka w przeróżne strony. Dziewczyny głośno piszczą i trzymają się jak najbliżej chłopaków, a większość z nich ciągnie je za rękę i nawzajem szybko biegną. Stałam jak słup i patrzyłam na kolejno wychodzących z samochodu chłopaków ubranych cało na brązowo. Rozszerzyłam oczy kiedy każdy z nich wyjął pistolet i strzelił w górę. Poczułam czyjąś rękę obejmująca mnie w pasie, przywracając do rzeczywistości.
-Katherine, nie stój tak. Uciekaj jak najdalej, to Fighters, oni nie znają litości. Uciekaj w stronę lasu!- David głośno krzyknął w moją stronę, ale do mnie dalej nie docierało co się dzieje. Spojrzałam zdezorientowanym i przestraszonym wzrokiem na niego.-No już!- dopiero teraz zrozumiałam. Rozejrzałam się dookoła i ujrzałam niedaleko las. Wyrwałam się i biegłam tak szybko ile miałam sił w nogach. Zaczęłam przeszukiwać w pośpiechu torebkę. Na ślepo wybrałam numer do Alex i zadzwoniłam. Niestety miała wyłączony telefon. Nie miałam zamiaru się obracać, za bardzo byłam przerażona. Po prostu biegłam i starałam się chronić jak najlepiej. Kiedy weszłam w głąb lasu, odnalazłam gruby pień drzewa. Schowałam się za nim, kucnęłam i podparłam łokcie na kolanach przykładając dłonie do twarzy. Musiałam na chwilę złapać oddech. To dla mnie za dużo jak na jeden dzień. Tak naprawdę, nic z tego nie rozumiem. Fighters? Kim oni są i dlaczego przyjechali tutaj..w jakim celu? To wszystko dla mnie jest zbyt nowe.., ja nie odnajduję się w tym świecie. Wyjrzałam dyskretnie zza pnia. To co widziałam w oddali było przerażające. Parę ludzi leżało na ziemi obwiązanych jakimiś linami, inni byli ciężko ranni. Szybko się odwróciłam i postanowiłam dalej biec, nie mam zamiaru tego oglądać. Chcę uciec jak najdalej stąd, tak jak powiedział David. Wcześniej mijałam parę ludzi, uciekających tak samo jak ja. Teraz nie widzę nikogo, a jedyne co słyszę to moje kroki i głośny urywany oddech. Wybiegłam z lasu po paru minutach i odnalazłam ulicę, a za nią sklep i stację benzynową. Zanim jednak przeszłam na drugą stronę, potknęłam się o wystającą gałąź i upadłam na ziemię. Głośno syknęłam z bólu i przetrzymałam ręką kostkę. Nie mam pojęcia co sobie z nią zrobiłam, ale cholernie mnie boli. Obejrzałam dokładnie i zauważyłam rozcięcie w tym miejscu. Po chwili czerwona ciecz wydostała się z rany. Rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu czegokolwiek co mogłoby mi pomóc w zabandażowaniu. Wszędzie było pełno liści i trawy, ale nic poza tym. Przeszukałam torebkę i na szczęście odnalazłam to co chciałam. Wyjęłam chusteczki, każdą rozkładałam i przykładałam do rany. Stwierdziłam, że powinnam jakoś to związać żeby się trzymało. Rozwiązałam swoją bandamkę na nadgarstku, z którą się nie rozstaję i owinęłam wokół kostki. Na koniec zawiązałam supeł i sprawdziłam czy będzie się wystarczająco trzymać. Nie było to wykonanie jak jakiegoś specjalisty, ale przynajmniej tamowało krew. Głośno westchnęłam zastanawiając się jak mam zamiar wstać. Spojrzałam na kostkę i nie wiedziałam jaki ból mi sprawi to gdy się podniosę, o ile w ogóle mi się to uda. Usiadłam i pochyliłam się lekko do przodu. Powoli starałam się podnosić, jednak szybko zrezygnowałam gdy poczułam przeszywający ból w nodze.
-Ja to mam szczęście. Najpierw pojawiam się na wyścigach gdzie potem jacyś faceci robią chaos strzelając z broni i jestem zmuszona uciekać, a teraz to.-wypowiadając to, cicho westchnęłam.-No pięknie, gadam sama ze sobą. Tego jeszcze nie było.-zaśmiałam się cicho ze swojej głupoty. Sprawdziłam telefon z zamiarem zadzwonienia do kogoś, ale on oczywiście jak na złość rozładował się. Mogłabym głośno krzyknąć ‘’Pomocy’’, czy coś w tym stylu, bo może na tej stacji by mnie usłyszeli, ale jakoś wolę na razie poczekać, na cud raczej. I chyba los się do mnie uśmiechnął i wysłuchał mnie, bo jak na zawołanie po chwili zatrzymało się sportowe auto obok mnie. Cierpliwie czekałam aż kierowca wysiądzie i mi pomoże. Po paru sekundach drzwiczki się otworzyły i ukazał mi się chłopak, którego jednak nie oczekiwałam. Nathan. Spojrzał się z rozbawieniem na mnie, leżącą na ziemi i wyglądającą jak ostatnie nie szczęście.
-I co cię tak bawi? Pomógłbyś, a nie.-powiedziałam naburmuszona.
-Niby w czym? Wstać nie umiesz? Z tego co widzę posiadasz nogi.-patrzył się na mnie jeszcze bardziej rozbawiony.
-Co ty nie powiesz, że też na to nie wpadłam wcześniej, ale z rozciętą kostką ciężko się wstaje.-syknęłam w jego stronę, a on spojrzał się na mnie zdziwiony i przeniósł wzrok na zabandażowane miejsce. Zmarszczył brwi i podszedł do mnie kucając i patrząc się uważnie w moje oczy. Miałam wrażenie, że zaraz się roztopię pod jego spojrzeniem.
-Teraz cię wezmę i zaniosę do samochodu, staraj się nie ruszać.-spojrzałam na niego zdziwiona. Po chwili poczułam jego dłonie na moim ciele. Przeszedł mnie dreszcz, ale o dziwo był przyjemny. Jedną rękę włożył pod zgięcie kolan, a drugą objął mnie w pasie. Uniósł mnie trzymając jakby obawiał się, że wypadnę. W jego objęciach poczułam się tak inaczej, bezpiecznie. Na filmach dziewczyny przeważnie w takich sytuacjach opierają głowę o klatkę piersiową chłopaka, ale ja tak nie zrobię. Mogłoby to dziwnie wyglądać z naszej strony. Przeszedł wkoło samochód i otworzył drzwi od strony pasażera. Przez ten czas dyskretnie mu się przyglądałam. Nathan jest ciekawą zagadką, naprawdę. Ciężko jest zrozumieć jego zachowanie i nie wiadomo w jaki sposób to odbierać. Powoli ułożył mnie na siedzeniu i zapiął mi pasy. Nabrałam powietrza gdy jego twarz była przez chwilę blisko mojej. Kiedy zamknął drzwi, powoli wypuściłam powietrze z ust. Dlaczego tak na niego reaguje? Obserwowałam uważnie jak okrąża samochód i w końcu zajmuje siedzenie kierowcy odpalając przy tym samochód.
-Wiesz gdzie jechać?- zapytałam przypominając sobie o tej istotnej rzeczy.
-Jak na razie nie, ale oczekuję, że udzielisz mi tej informacji.-wzruszył ramionami i zwrócił się w moją stronę. Po chwili podałam mu adres i jechaliśmy w niezręcznej ciszy, bynajmniej dla mnie. W końcu nie wytrzymałam i musiałam zadać pytanie, które już od dłuższego czasu sobie zadawałam.
-Kim są Fighters?- zapytałam się ciekawie obserwując jego profil. Zacisnął szczękę i przez chwilę milczał, aż w końcu się odezwał.
-Nie ważne. Im mniej wiesz, tym lepiej.- oznajmił nie odrywając wzroku od drogi. A dzięki, z pewnością to chciałam usłyszeć. Westchnęłam i oparłam głowę o siedzenie. Czy naprawdę ciężko udzielić takiej informacji? Przecież jak się dowiem to w końcu będę miała odpowiedzi na pytania, a nie mam wiecznie żyć w niewiedzy. Obróciłam głowę w jego stronę i zaczęłam się przyglądać dla jego profilu. Dlaczego nawet z boku wygląda tak dobrze? Szczerze, to jest naprawdę przystojny, ale co z tego jak jest taki..taki bipolarny. O właśnie! To jest idealne określenie dla jego osoby. Raz jest spokojny, a za chwilę już mu coś nie pasuje.
-Zrób zdjęcie, będziesz mogła częściej na mnie patrzeć.-odparł rozbawiony, a ja pewnie zrobiłam się cała czerwona na twarzy. A jeszcze niedawno sama narzekałam, że tak się bezczelnie mi przygląda, a teraz sama to robię. Już chciałam coś odpowiedzieć, gdy zauważyłam napis na szyi ‘’J&J’’, nie byłabym sobą gdybym się nie spytała.
-‘’J&J’’? Co to oznacza?- przeniosłam wzrok na Nathana, aby potem powrócić do tatuażu.
-Musisz być taka dociekliwa?- jęknął zrezygnowany.
-Taka moja natura, to jak? Wyjaśnisz?- zapytałam z wyraźnie słyszalną ciekawością w głosie. Chłopak cicho westchnął i zdecydował w końcu odpowiedzieć.
-Jonathan i James. ‘’J&J’’ jest naszym znakiem rozpoznawczym. Taka odpowiedź powinna ci wystarczyć.-wyjaśnił i włączył radio znowu skupiając się na jeździe. Odebrałam to jako zakończenie rozmowy więc już nie wnikałam w szczegóły. Nie wiedziałam, że jego pełne imię to Jonathan..coraz więcej o nim wiem, to sukces. Bardziej mnie zaciekawił ten znak rozpoznawczy. O co w tym chodzi? Po co ludzie mają ich rozpoznawać? Może należą do jakiejś ekipy, gangu? Skoro tyle ludzi o nich mówi i boi się ich, to może faktycznie do czegoś należą, a ja po prostu to przeoczyłam? Zanim zdążyłam głębiej rozmyślać, spostrzegłam, że jesteśmy przed domem, a Nathan wyszedł z samochodu i otworzył moje drzwi , ponownie biorąc mnie na ręce. Zanim dokładnie mnie objął, zahaczyłam nogą o drzwiczki i nieświadomie zarzuciłam ręce na jego szyje nie chcąc upaść. Oboje gwałtownie wstrzymaliśmy oddech i spojrzeliśmy nawzajem na siebie. Ujrzałam ledwo dostrzegalny błysk w jego oczach, który jak się pojawił, tak szybko zniknął. Odwrócił wzrok i ponownie mnie objął, tym razem mocniej i zmierzał w stronę drzwi, które pomogłam mu otworzyć. Kiedy weszliśmy do środka usłyszeliśmy ożywioną rozmowę i wzajemne przekrzykiwanie się. Przekraczając próg do salonu, ujrzałam Jamesa, Davida, nieznanego mi chłopaka i Natalie. Każdy z nich ucichł kiedy nas zauważyli i u wszystkich pojawiły się zdziwione miny na nasz widok. Ach, no tak. Zapomniałam, że niesie mnie Jonathan Turner, ten Jonathan. Każdy uważnie obserwował jego ruch, gdy posadził mnie na kanapie, a po chwili się odsunął i zabrał głos, spoglądając po kolei na wszystkich.
-Co to za zbiorowisko? James coś się dzieje?- spytał się chłopaka oczekując jak najszybciej wyjaśnień.

-Fighters porwali Alex.- z trudem wypowiedział to na głos. Spojrzałam na Natalie oczekując, że to jakiś żart. Niestety to się nie stało. Słabo kiwnęła głową potwierdzając słowa Jamesa. Przeleciałam wzrokiem po każdym z nich i już wiedziałam, że musimy ją odbić. Nie wiem jak, ale obiecuję, że nie poddam się w poszukiwaniach i zrobię wszystko aby tylko była znów z nami. Mogłam nie iść na te wyścigi. Tak naprawdę gdyby nie ja, to obie byłybyśmy w domu całe i zdrowe. Tym bardziej jeśli to moja wina, muszę coś z tym zrobić. Czuję, że zapowiadają się ciężkie dni..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz