poniedziałek, 31 sierpnia 2015

II rozdział

Obudziłam się z pulsującym bólem głowy. Wczorajsza noc przyczyniła się do takiego stanu, a co do wczoraj...Unikałam szerokim łukiem Jamesa po tym jak wróciłam na salę, a wujka, pana, Edwarda? Jakkolwiek mam go nazywać, również starałam się omijać. Nie mogłam zepsuć sobie humoru w trakcie wesela Susan, ona sama pewnie była nieco zmieszana jak uczestniczył w przyjęciu. Po tylu rzeczach jakich się dowiedziałam, nie mam pojęcia jak to wszystko odbierać. Cieszyć się, że mam wujka? Czy jednak być zła za te wszystkie skrywane tajemnice przede mną? Nie wiem, naprawdę. Z wielką chęcią schowałabym się pod łóżko i nigdy nie wyszła stamtąd, byle by nie musieć zobaczyć rodzinę Owen’ów. Tak, wmawiam sobie, że ogólnie tę rodzinę, ale tak naprawdę to chodzi szczególnie o Jamesa. Kuzyn? Na pewno nie można go w ten sposób określić, nawet jeśli łączą nas więzy krwi. Kto by pomyślał, że ten chłopak okazał się moją rodziną? Dlaczego nie może on być przeciętnym człowiekiem, który nie przysparza problemów? O tyle dobrze, że ja się go nie boję, nie to co inni. Przechodzą obok niego i już trzęsą się ze strachu. Jest chłopakiem, któremu jak coś się nie spodoba to nie rozwiązuję problemów normalnie, rozmową, o nie..On i jego kumple takie rzeczy załatwiają siłą poza szkołą. A co jeśli teraz on chce się uwziąć na mnie? Może będzie mnie dręczył, prześladował… Potrząsnęłam głową na znak swoich irracjonalnych myśli. Przez brak snu zaczynam wariować. Niechętnie wstałam z łóżka i skierowałam się prosto do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i już czułam się odświeżona. Otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Stałam tak jeszcze chwilę i już miałam wyjmować dresy, kiedy przypomniałam sobie o dzisiejszym rodzinnym obiedzie. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 10:56, a miałam tam być równo w południe. Moja mama nienawidzi spóźnień, chociaż wie, że ja często pojawiam się po czasie. Zdecydowałam ubrać przewiewną, kremową koszulę i jeansy, w końcu jakoś trzeba wyglądać tym bardziej, że przyjeżdżają również Owen’owie..Tak, oni. Czyli jednak mój plan na schowanie się pod łóżko, aby tylko ich nie widzieć..nie wypali. Po przebraniu się zeszłam na dół gdzie czekały na mnie dziewczyny w trakcie ożywionej rozmowy. Jak mnie zobaczyły, gestem zaprosiły abym z  nimi usiadła, co też zrobiłam.
-Słuchaj, pomimo, że ten James Owen okazał się twoim kuzynem to lepiej na niego uważaj, wiesz dobrze, że..-zanim Natalie dokończyła, zdążyłam jej przerwać.
-A może by tak ‘’Dzień dobry Katherine, jak się czujesz? Wyspałaś się?’’- oznajmiłam ze sztucznym uśmiechem.
-Obejdzie się bez tego.- odparła przewracając oczami-  Mamy sporo rzeczy do omówienia z tobą na dzisiejszy dzień.
-Oczywiście z wielką chęcią zostałabym z wami i wysłuchiwała tego jak to James jest zły i okrutny..-powiedziałam sarkastycznie-..ale muszę wam oznajmić, że za godzinę mam być na obiedzie rodzinnym, w którym również będą uczestniczyli Owen’owie.
-Co? Oni? James?! Zadzwoń do mamy i powiedz, że masz grypę, cokolwiek.- Alex zaczęła wymachiwać rękoma na wszystkie strony. Rozumiem, że ona nie przepada za Jamesem, ale nie do przesady żeby od razu  z tego taką aferę robić.
-I co, mam ich wszystkich unikać jak najdłużej się da? Przecież i tak jak skończą się wakacje to przez cały rok będę go widywać, a nie mogę wiecznie się chować. –cicho westchnęłam.
-Może jednak da się coś zrobić..Co jeśli ten James napędzi ci tylko kłopotów?- cicho zapytała Natalie, trzymając splecione ręce pod brodą. Dobra rozumiem, że się martwią i mają prawo do takich rozmyśleń, ale takie decyzje są też złe. Dopiero teraz zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym całym Jamesem. Co jeśli te wszystkie okropne rzeczy jakich się nasłuchałam o nich wszystkich to tylko ploteczki, które mają więcej kłamstw niż prawdy? Przecież nigdy z nimi nie rozmawiałam, więc jakim prawem mogę ich oceniać? To wszystko działa na zasadzie, że jak jedna osoba powie coś o kimś, to ta kolejna zacznie uważać tak samo i to będzie tak się po kolei ciągnąć. Nie powinnam oceniać książki po okładce. Mogę jedynie potwierdzić te wszystkie rzeczy jakiś się nasłuchałam o nim, kiedy sama osobiście go poznam, a teraz? Teraz nie mogę tak mówić.
-Słuchajcie dziewczyny, nie możemy przecież od razu zarzucać, że jest taki niebezpieczny skoro go nie znamy, Natalie..-zwróciłam się do niej twarzą.- ..Pamiętasz jak sama kiedyś tłumaczyłaś, że nie powinno się oceniać ludzi po wyglądzie?- zapytałam jej, a ona pokiwała niepewnie głową.- Więc tutaj jest podobna sytuacja, nie powinnyśmy wnioskować tylu rzeczy po tym co ludzie mówią, jak same od nich nie usłyszałyśmy prawdziwych wersji zdarzeń.- spojrzałam na nie i zauważyłam po ich twarzach, że powoli zaczynają mnie rozumieć.
-Dobra, załóżmy, że ‘’dajemy im szanse’’..i co wtedy? Co jeśli potwierdzą się te okropne rzeczy, o których ludzie mówią? A gdyby coś ci się stało?..-jak zwykle to Natalie tak rozważa .
-Przestać gdybać. Co będzie to będzie, a nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy. Więc dziewczyny, obiecuję, że będzie wszystko dobrze i postaram się dowiedzieć jak najwięcej rzeczy o nim.
-Okej i od razu sprawdź czy to prawda, że James ma kolczyk w brwi. Mam nadzieję, że nie, bo uwielbiam przekłucie w tym miejscu u chłopaków…- Alex udawała obawę, na co wszystkie się zaśmiałyśmy.
-Nawet jeśli ma, to spokojnie nie zakochasz się.- odparła Natalie wywołując u nas jeszcze większy wybuch śmiechu. Alex jest typem dziewczyny, która nie ugania się za chłopakami. Są wyjątki, ale takie związki kończą się niepowodzeniem, bo jej partnerami przeważnie byli ci ‘’źli chłopcy’’. Po jej ostatnim zerwaniu, oznajmiła nam, że kończy z takimi. I faktycznie trwa przy swoim, nie pamiętam kiedy ostatni raz spodobał jej się ktoś na mieście, przeważnie ubóstwia jakiś znanych aktorów. Rozmawiałyśmy tak jeszcze chwilę, a potem poszłam na górę przyszykować się. Nałożyłam delikatny makijaż jaki mam na co dzień i spakowałam niezbędne rzeczy do torebki. Pożegnałam się z dziewczynami, wyszłam z domu i wsiadłam do swojego ukochanego Bentley’a, którego odziedziczyłam po mamie. Tak, moja mama kocha tego typu samochody a, że ma pieniądze to może sobie pozwolić na częste wymiany aut. Ja sama uwielbiam jeździć, czasem przekroczę nawet dozwoloną prędkość, aby choć na chwilę poczuć wzrost ciśnienia. Mama mieszka w Bicester, to jest jakoś pół godziny drogi stąd. Normalnie aż skaczę z radości aby poznać rodzinę Owen’ów..tak, czujecie ten sarkazm?
                                                  ***
Byłam u nich przed czasem, czyli rodzina Owen’ów jeszcze nie przyjechała. Oczywiście byłam zasypywana pytaniami od mamy typu: ‘’Jak się czujesz po tym wszystkim?’’, ‘’Nie stresujesz się dzisiejszą rozmową?’’, ‘’Może przełożymy spotkanie? Nie wyglądasz najlepiej.’’ Odnoszę wrażenie, że ona bardziej nie chce tego spotkania niż ja. Jakoś nigdy nie chciała czegoś odwoływać z powodu mojego wyglądu więc widać, że stara się jakichkolwiek metod żeby tylko to się nie odbyło. O tyle dobrze, że Richard ją uspokaja, pewnie już zauważył, że się stresuje. A mały Aaron nie daje mi spokoju, biega przy mnie krzycząc: ‘’Kate, zagrajmy w zgadywanki!’’. To jego ulubiona gra, która polega na zgadywaniu, jak można się domyślić, ale nie byle jakim. Zadaje mi on pytania dotyczące dat historycznych i zabytków starożytnych..tak, ciężko w to uwierzyć, ale to się dzieje naprawdę. Nikt nigdy nie rozumiał dlaczego on nie chce wyjść z dzieciakami pograć w piłkę, a wolał siedzieć i pochłaniać książki, które znalazł w biblioteczce rodziców. Mówiąc, że ma on więcej rozumu niż niejeden dorosły, nie żartowałam. Często nie mam pojęcia jakie są poprawne odpowiedzi do jego pytań, ale on wie wszystko doskonale. I właśnie w tej chwili próbuje mnie zmusić do tej ‘’zabawy’’, ale ja się nie dam. Nie chce mieć takiego natłoku myśli przed rozmową z Owen’ami, a po skończonej grze w zgadywanki można być naprawdę zdekoncentrowanym.
-Aaron, z wielką chęcią pograłabym, ale zaraz mają przyjść państwo Owen’owie.- musiałam troszkę skłamać żeby tylko nie zranić go gdy powiem, że nie chce, bo uzna to za to, że nie lubię z nim grać.
-Niech będzie. Dzisiaj nie, ale jak przyjedziesz do nas jeszcze to wtedy pogramy, dobrze? Proszę, proszę, proszę…- I jak tu się nie zgodzić, gdy patrzysz w te spojrzenie smutnego pieska, naprawdę, Jego oczy są cudowne, ale gdy o coś prosi to używa tego wzroku, który sprawia, że każdy mu ulega.
-Okej, okej.- zgadzając się, wzięłam go na barana i schodziłam tak po schodach. Pomimo, że Aaron już trochę waży, to staram się nie zwracać na to uwagi, bo uwielbiam go tak nosić. Wchodząc do salonu pierwsze co zobaczyłam to stojącego Edwarda przy Richardzie, potem przeniosłam wzrok na Jamesa i jego mamę.., której imienia nie znałam. Razem z Aaronem pozostaliśmy niezauważeni dopóki on nie postanowił się odezwać.
-Kate, to są ci goście?- starał się szeptać, ale to mu nie wyszło i wszyscy nas usłyszeli po czym zwrócili się w naszą stronę. Edward i jego żona szeroko się do nas uśmiechnęli, a James patrzył się nieodgadnionym wzrokiem. Powoli zdjęłam z siebie Aarona i postawiłam na podłogę. Chłopczyk szybko podszedł do Edwarda.
-Hej, jestem Aaron.- mały uśmiechnął się w jego stronę ukazując swoje dołeczki. Edward odwzajemnił uśmiech i przedstawił najpierw siebie potem swoją żonę i Jamesa. O dziwo oni przybyli sobie żółwiki, naprawdę mnie to zaskoczyło, kto by pomyślał? Stojąc tak oparta przy ścianie i obserwując tą sytuacje, nie zauważyłam, że ktoś do mnie podszedł.
-Cześć Katherine, co u ciebie słychać?- Edward wydaję mi się przyjaznym człowiekiem. Za każdym razem widzę go uśmiechniętego i nie widać po nim, że coś jest nie tak. Jakby był zawsze pozytywnie nastawiony do życia.
-Cześć..-spojrzałam na niego nieco zmieszana, nie wiedząc jak mam się zwracać.
-Edward, mów mi po imieniu. Chyba, że wolisz wujku, chociaż podejrzewam, że jeszcze się nie oswoiłaś z wiadomością, że masz wujka?- zapytał wprost wciąż się lekko uśmiechając.
-Wydaję mi się, że Edward będzie odpowiednie.- odwzajemniłam uśmiech i przeniosłam wzrok na jego żonę, która do nas podeszła.
-Ach tak, nie zdążyłaś poznać Emily. Katherine to jest Emily, to jest Katherine, którą i tak znasz.- cicho się zaśmiał, a ja podałam dłoń do Emily. Jakie było moje zdziwienie gdy ona mnie zamknęła w uścisku. Niepewnie odwzajemniłam i po chwili obie się zaśmiałyśmy.
-Rodzinka wreszcie w komplecie.-odparła i wypuściła mnie z objęć.- A jeszcze on! James chodź tu!- kobieta zawołała w stronę syna, a ten posłusznie podszedł do nas. No pięknie, a myślałam, że się obejdzie bez powitania z nim.
-James sam powinieneś wiedzieć, że należy się przywitać, a nie ja wiecznie mam cię informować.- Emily próbowała zachować powagę, chociaż w jej głosie słyszałam cień rozbawienia. Od razu widać,że ta kobieta nie potrafi złościć się na syna. Chłopak jedynie przewrócił oczami i zwrócił się w moją stronę podając mi dłoń.
-James.-to się wysilił z tym powitaniem. Nie kontrolując tego, podniosłam jedną brew do góry, na co chłopak lekko się uśmiechnął, co i tak próbował ukryć.
-Katherine.-odwzajemniłam uścisk dłoni. Z bliska mogłam mu się bardziej przyjrzeć. Oczy ma koloru ciemnej zieleni. Jest brunetem i faktycznie ma kolczyk w brwi. Na szyi zauważyłam tatuaż, ale nie mogłam dokładnie zobaczyć, bo koszulka zakrywała połowę. Widać, że ćwiczy, bo można zauważyć rysy mięśni na koszulce. Ubrany jest cały na czarno, przez co wydaję się być straszniejszy, a pomimo tego ja i tak dalej się go nie boję. W sumie skoro jestem jego kuzynką, to raczej nie zrobiłby mi krzywdy..stop! Nie mogę nawet tak myśleć. Po paru minutach wszyscy zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy rozmowę.                                         
                                                                              ***
Obiad powoli dobiegał końca. Z tej rozmowy nie dowiedziałam się za dużo. Praktycznie rozmawialiśmy o tym czym się każdy w życiu zajmuję i mama razem z Edwardem wspominali stare czasy. Widać, że moja rodzicielka już nie jest zła na niego, a co najlepsze dowiedziałam się, że zanim te kontakty się urwały to Emily i mama były najbliższymi przyjaciółkami, ale okoliczności nie pozwalały im się dalej przyjaźnić. To trochę smutne, bo w końcu to nie ich wina to co wyszło, a jednak to sprawiło, że nie mogły już się widywać. Co prawda nie poznałam szczegółowego wyjaśnienia z jakiego powodu tata i Edward się pokłócili, ale wiadomo, że to była wyłącznie tylko ich sprawa. Osobiście Emily polubiłam naprawdę, jest przesympatyczną osobą, która czasami powie coś śmiesznego z czego każdy się śmieje. Jedyną osobą, do której nie jestem przekonana to James. Cały czas patrzy w telefon jakby na coś czekał i rzadko kiedy się odzywa. Nagle zachciało mi się załatwić potrzeby fizjologiczne, przeprosiłam na chwilę i wstałam, zanim jednak odeszłam, Aaron poprosił mnie żeby przyniosła jakąś jego bluzę. Pokiwałam głową i zaczęłam kierować się do łazienki. Po załatwieniu się, przeszłam do pokoju Aarona. Zamknęłam drzwi i aż podskoczyłam gdy zobaczyłam siedzącego na łóżku Jamesa. Spojrzał na mnie i zaczął się śmiać, a ja patrzyłam na niego wkurzonym wzrokiem.
-Naprawdę jestem aż taki straszny?- wypowiadając to wskazał palcami na siebie. Przewróciłam jedynie oczami i podeszłam do szafy wyjmując bluzę.
-Mogę wiedzieć co ty tu robisz?- odwróciłam się w jego stronę z pytającym wyrazem twarzy.
-Dobra, do rzeczy. –wstał z łóżka i zaczął kierować się w moją stronę.- Przyszedłem tu po to abyś wyświadczyła mi przysługę.-spojrzałam na niego niczym na idiotę. Przysługa? A kim ja jestem żeby coś zrobić dla niego? Widząc moje zmieszanie kontynuował dalej.-Chciałbym żebyś powiedziała dla moich rodziców, że wyszedłem na imprezę kumpla z okazji urodzin.
-A co jest takie straszne w powiedzeniu takiej rzeczy? Serio uważam, że obejdzie się to beze mnie.-odparłam marszcząc brwi.
-Widzisz..bo to nie jest prawdą, że tam jadę. Muszę załatwić parę spraw, a jeśli ty powiesz to gdzie jadę, to oni bardziej uwierzą w twoje słowa, nie moje.-wzruszył  ramionami i podszedł do biurka przyglądając się fotografiom.
-Powiedzmy, że się zgodzę..-spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami i mi przerwał.
-Nie pytałem cię o zgodę, jeśli zrobisz mi tą przysługę to proste- ja ci się odwdzięczę.- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Jak miałbyś zamiar się odwdzięczyć?- zapytałam ciekawie. Chłopak cicho się zaśmiał i pokręcił głową.
-Niedługo sama zobaczysz, a teraz..-spojrzał na zegarek, który miał na nadgarstku.-..muszę już iść. Pamiętaj co masz powiedzieć. Do zobaczenia Katherine.- i nie dając mi cokolwiek odpowiedzieć po prostu wyszedł. Moja ciekawość wzięła górę i wyjrzałam dyskretnie przez okno. Zobaczyłam jakiegoś chłopaka w kapturze, który stał oparty o sportowy samochód, a po chwili Jamesa kroczącego w jego stronę. Zanim zdążyłam przyjrzeć się tajemniczemu chłopakowi, ten podniósł wzrok jakby wyczuł, że ktoś mu się przygląda i napotkał mój. Gdy tak się na mnie spojrzał, przeszedł mnie dziwny prąd i speszona szybko ukryłam się za zasłoną. Po paru sekundach usłyszałam głośny pisk opon. Ponownie wyjrzałam i nie było po nich śladu. Myślami zaczęłam wracać do chłopaka w kapturze..wywołał we mnie dziwne uczucie..stop! Nie myśl o jakimś przypadkowym chłopaku, który zwyczajnie cię zaciekawił. Potrząsnęłam głową i wyszłam z pokoju kierując się schodami na dół jednocześnie przypominając kwestię jaką miałam powiedzieć dla rodziców Jamesa. Obiad przedłużył się i zostaliśmy do wieczora, a mnie przez ten czas nie udało się wyzbyć tego tajemniczego chłopaka z głowy..Mam dziwne przeczucia co do niego.
____________________________
I co o tym sądzicie, bądź o tajemniczym chłopaku w kapturze..? =D
               

                                                                                

sobota, 29 sierpnia 2015

I rozdział

                               
-Katherine! Wstawaj, spóźnisz się! Jesteś druhną, musisz być wcześniej żeby pomóc swojej siostrze w jej najważniejszym dniu, więc rusz te swoje cudowne cztery litery!- krzyk Natalie rozniósł się po całym domu. Nie zdziwiłabym się gdyby osiedle nawet usłyszało. Ta stanowcza kobieta jest moją przyjaciółką, z którą dzielę mieszkanie.., ale to jej nie usprawiedliwia żeby o tej godzinie mnie budzić! Dobra rozumiem, ślub, przygotowania i w ogóle, ale naprawdę człowiek nie może się chociaż raz wyspać?! Najwyraźniej nie, bo one nie mają zamiaru ucichnąć.
-Kate..naprawdę powinnaś wstać. Ja rozumiem, że jesteś śpiochem, ale.. A co ja tam będę ci prawić! Wstawaj do cholery, bo jak nie to obiecuje, że do końca roku nie zrobię ci śniadania!- tym razem Alex się odezwała..i tu mnie ma. Wie, że kocham jej poranne naleśniki i przygotowaną przez nią kawę,  bez której nie będę normalnie funkcjonować. Niechętnie otworzyłam oczy. Promienie słoneczne, rażące w moją twarz, aż prosiły aby zamknąć powieki, ale niestety musiałam jakoś dać radę. Ujrzałam nad sobą dwie wkurzone dziewczyny.. no pięknie, nie ma nic lepszego jak obudzić się i z samego rana dostać opieprz od przyjaciółek!
-Katherine Margaret Mighton! Nie patrz się tak na nas. Jeszcze nam za to podziękujesz, a tym bardziej, że zrobię te twoje naleśniki, masz szczęście.- Alex spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy, który i tak próbowała ukryć.
-Kawusia też?- spojrzałam na nią błagalnie.
-Też.-zgodziła się i szybko wyszła zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie z Natalie, która czasem zachowuje się jak moja matka.
-Dla mnie też zrób!- głośno krzyknęła sprawiając, że czułam jakby moje uszy się rozrywały. – A ty..-urwała wskazując na mnie palcem. –Idź się umyj i zrób coś z tą twarzą, bo wyglądasz jak ostatnie nieszczęście.- O tak, zdecydowanie jest moją drugą mamą.
-Dobrze..mamo- zaśmiałam się i usiadłam na rogu łóżka.- A wy kiedy będziecie się szykować?- zapytałam spoglądając na nią i mrużąc oczy.
-A właśnie! Dzwoniła twoja mama i powiedziała żebyśmy z Alex także przyszły i pomogły w poprawkach.
-Okej..to w takim razie wy też musicie się przygotować, a  jak na razie, to dla mnie dupę trujecie- syknęłam w jej stronę. Tak..zdecydowanie nie jestem  rannym ptaszkiem.  Spojrzała na mnie i wywróciła oczami.
-Tak musimy też, ale nam to mniej czasu zajmuje jak tobie, a gdybyśmy cię nie obudziły to znając życie spóźniłabyś się. Więc zamiast narzekać powinnaś nam podziękować- uśmiechnęła się dumnie. Westchnęłam głośno i wstałam z łóżka kierując się do łazienki. Orzeźwiający prysznic dobrze wpłynie na moje samopoczucie, jak za każdym razem. Wchodząc do łazienki spojrzałam od razu na lustro. Zrobiłam wielkie oczy przyglądając się swojemu odbiciu. Wory pod oczami, czerwona twarz spowodowana wczorajszym słońcem i szopa na głowie. Nic dziwnego, że Natalie określiła mnie ostatnim nieszczęściem, każdy by tak stwierdził. Szybko się rozebrałam i wskoczyłam do kabiny. Stojąc tak i pozwalając chłodnym kropelkom wody spływać po moim ciele zaczęłam swoje przemyślenia, a konkretniej o moim tacie. Ciekawe jakby to było gdyby jeszcze żył..jakby świętował ślub swojej córki? Ciężko mi to stwierdzić nie wiedząc nawet jaki on był. Jego wypadek był jeszcze zanim się urodziłam, więc jedynie mogę oglądać zdjęcia, na których on jest. Każdy mówi, że odziedziczyłam po nim oczy i charakterek. Nie mogę potwierdzić tego drugiego, ale pierwsze z pewnością. Fiołkowe oczy- nasza wspólna cecha, tak rzadko spotykany kolor, który osobiście uwielbiam. Moje oczy to jedyne co naprawdę lubię w swoim wyglądzie, bo co jest niezwykłego w prostych, długich blond włosach, przeciętnej figurze i  twarzy? Właśnie- nic. Dlatego cieszę się z tych oczu po tacie, ale charakter, cóż..przeważnie nie umiem trzymać języka za zębami i jestem niecierpliwa więc jeśli faktycznie to też odziedziczyłam to stwierdzam, że takie cechy nie są pozytywne i nie jestem z nich dumna, wręcz przeciwnie, nienawidzę gdy mówię wszystko co myślę zamiast pozostawić  niektóre informacje dla siebie.
-Kate, pospiesz się i wyłaź szybciej z tej łazienki!- oczywiście to Natalie tak się drze, a jeszcze niedawno sama mnie zaganiała do łazienki..Szybko wyszłam z kabiny, wytarłam się i owinęłam ręcznikiem przed tym zakładając na stopy pluszowe kapcie. Zeszłam schodami na dół kierując się do kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie. Usiadłam na krześle podpierając głowę ręką. Wzięłam się za jedzenie, powoli przeżuwałam i co jakiś czas popijałam kawą. Pomimo, że uwielbiam to jeść, to jakoś dzisiaj nie miałam ochoty na nic, nawet na naleśniki.
-Ja rozumiem, że jesteś niewyspana, ale w takim tempie to nawet żółwie się nie poruszają.- odezwała się Alex patrząc na mnie i kręcąc głową.
-Słuchaj..nie żeby mi to nie smakowało, ale..naprawdę nie mam na nic siły. Czuję się jakby przygniótł mnie dziesięciotonowy czołg.- naprawdę tak się czuję. Na samą myśl o tym, że dzisiaj będzie wesele, które ma trwać do drugiej w nocy to jeszcze bardziej odechciewa mi się wykonywać jakichkolwiek czynności.
-Co ty nie powiesz..a co takiego wczoraj robiłaś, że dzisiaj tak strasznie się czujesz? Nic. Jak zwykle siedziałaś cały dzień na balkonie i się opalałaś ,więc nie rozumiem jakim cudem ty nie masz na nic siły?- powiedziała z naciskiem na ‘’ty’’, bo wie dobrze, że ona wczoraj latała po sklepach w poszukiwaniu sukienki na dzisiejszy dzień, ale to nie moja wina, że jak zwykle zapomniała o czymś tak istotnym.
-Wczoraj wypiłam na noc kawę i nie mogłam zasnąć, może udało mi się chociaż na te cztery godziny, ale to jest nic tak naprawdę.- odparłam naburmuszona niczym małe dziecko. Spojrzałam na Alex, która przewróciła oczami. Nie miałam w tej chwili ochoty na kłótnie więc wyszłam z kuchni i poszłam do swojego pokoju szykować się na dzisiejszy dzień. Przyjrzałam się sukience, którą wybrałam. Wrzosowy kolor podkreślał barwę moich oczu, a białe buty i kopertówka idealnie pasowały do kreacji. Zanim jednak się ubrałam,  podeszłam do swojej toaletki, aby pomalować twarz i jakoś upiąć włosy, z którymi będzie ciężko. Postawiłam na lekki makijaż, delikatnie podkreśliłam oczy kredką i nałożyłam tusz do rzęs. Trochę różu na policzki, jasna szminka i mogłam stwierdzić, że jestem gotowa, bo jednak uznałam, że włosy pozostawię takie jakie są. Powoli ubrałam sukienkę żeby nie uszkodzić jakiejś części. Do kopertówki włożyłam szminkę, puder i telefon. Wzięłam buty w rękę i zeszłam na dół. Zanim zdążyłam wejść do salonu usłyszałam głośne gwizdnięcie. Obróciłam się i zobaczyłam Natalie i Alex uśmiechające się z podziwem.
-I jak? Dobrze jest, czy może dać mocniejszy makijaż, tak w sumie będzie lepiej. Może pójdę zmienić jeszcze..-zanim dokończyłam Natalie przerwała mi machnięciem ręki.
-Jest idealnie, tylko ja bym coś z włosami zrobiła. Twoja codzienna fryzura nie pasuje na taką uroczystość.- stwierdziła i podeszła do mnie bliżej. Przyjrzała mi się dokładnie i zanim zdążyłam zapytać, pociągnęła mnie za rękę prowadząc do swojego pokoju. Obróciłam się z pytającym wyrazem twarzy do Alex, a ta wzruszyła ramionami. Cicho westchnęłam i dałam się prowadzić. Natalie posadziła mnie na swoim krześle przed lustrem i nic nie mówiąc wyjmowała po kolei lokówkę, grzebień, wsuwki i inne spinki do włosów.
-Czy to jest konieczne? Wiesz, że nienawidzę lokówek, prostownic, suszarek czy innych sprzętów, które niszczą włosy.- odparłam nieco wkurzona, bo Natalie wie o tym doskonale, ale i tak chce zastosować to na moich włosach.
-Wiem, ale lokówka będzie potrzebna tylko na parę pasem włosów, a przez to nie ucierpisz.- przewróciłam jedynie oczami i wzruszyłam ramionami, co było dla niej zgodą i ucieszona zabrała się do pracy. Siedziałam tak jakoś pół godziny i w końcu oznajmiła, że gotowe. Spojrzałam na lustro i byłam pod wrażeniem. Dawno nie widziałam siebie w tego typu fryzurach. Lekko upięte włosy w niezwykłego koka i dwa pasma falowanych włosów przy twarzy sprawiły, że moje włosy nie są zwyczajne. Obróciłam się w stronę Natalie, która widać, że jest dumna ze swojego dzieła.
-Wiem, wiem. Ta fryzura jest genialna, a na tobie wygląda jeszcze lepiej, nie musisz dziękować. Wystarczy mi świadomość, że dziewczyny na weselu będą ci zazdrościć.- tak, szczerość Natalie..ale trochę racji ma. Jestem pewna, że fryzura nie jest zwyczajna i będzie się wyróżniać, ale nie do przesady.
-Nie muszę, ale podziękuję i tak!- powiedziawszy to wręcz rzuciłam się na nią mocno ściskając. Po chwili dołączyła do nas Alex.
-Nie wiem z jakiej przyczyny się tulicie, ale beze mnie się nie obejdzie!- krzyknęła śmiejąc się razem z nami. Po chwili Natalie wyrwała się z objęć.
-No już koniec, bo pognieciecie mnie i sobie sukienki.- powiedziała i zaczęła wygładzać swoją kreację. Nie zdążyłam się im przyjrzeć i teraz zobaczyłam jak ślicznie obie wyglądają. Alex ma błękitną sukienkę, w takim samym kolorze oczu, czarną torebkę i buty, a ciemne włosy naturalnie opadające falami na ramiona sprawiają, że wygląda jeszcze lepiej. Natalie ma żółtą sukienkę i białe buty, a jasne włosy rozpuszczone z upiętym kwiatem przy uchu idealnie wyglądają.
-Wyglądacie zniewalająco, pewnie wyrwiecie jakiś przystojniaków.- oznajmiłam zabawnie poruszając brwiami. Po chwili dostałam torebką w brzuch, skrzywiłam się i spojrzałam wkurzona na Natalie.
-To ślub twojej siostry, a nie jakiś klub dla singielek !- spojrzała się karcąco na mnie z poważnym wyrazem twarzy, a po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy skończyłyśmy, zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia.
                                              ***
-Zdrowie młodej pary!- głośno krzyknął prowadzący wesela. Wszyscy unieśliśmy lampki wypełnione szampanem i wznieśliśmy toast. Po chwili puścili muzykę, a ja usiadłam przy stole. Spojrzałam na całą moją najbliższą rodzinę. Głównie byli to wujkowie i dziadkowie od strony mamy, bo od taty nie przyjechali nie wiadomo z jakich powodów.
-Córcia jak ci się mieszka z dziewczynami i uczy na Oxfordzie?- zapytała moja mama, upijając łyk herbaty.
-Alex i Natalie są nie do zniesienia..- tu spojrzałam na moje przyjaciółki, które już chciały się wtrącić, ale szybko dokończyłam-.., ale kocham je obie i to był najlepszy pomysł na jaki mogłam wpaść ze wspólnym mieszkaniem.- dziewczyny uśmiechnęły się do mnie i pokiwały głową na znak, że się ze mną zgadzają.- A w Oxfordzie jakoś leci, ale zdajesz sobie sprawę, że są wakacje i nie muszę chodzić na uczelnię i się uczyć?- zapytałam mamę, która jak zwykle jest lekko zacofana.
-Oj przestań, aż taka nieobeznana to ja nie jestem. Oczywiście, że wiem, ale pytam ogólnie, bo już dawno się nie widziałyśmy.- spojrzała na mnie wzrokiem, który mówił, że to moja wina.
-Mamo, nie widziałyśmy się miesiąc, a to nie jest dużo, a wiesz dobrze, że ty też możesz mnie odwiedzać, a nie tylko ja mam przyjeżdżać do was. – wypowiadając to spojrzałam na mamę i mojego młodszego brata Aarona. Ten sześcioletni chłopczyk jest przecudownym dzieckiem i podejrzewam, że ma więcej rozumu niż nie jedna dorosła osoba. Pomimo, że jest moim przyrodnim bratem, ja go traktuje jak biologicznego. Nowego męża mamy nie kocham jak jego, ale go szanuję,  a przede wszystkim ich związek małżeński. Na początku miałam problem z zaakceptowaniem tego, ale z czasem przywykłam, a tym bardziej gdy urodził się Aaron.
-Dobra już dobra, nie sprzeczajmy się lepiej w dniu ślubu twojej siostry, pewnie zaraz przyj..-mówiąc to urwała i spojrzała na coś za mną z rozszerzonymi oczami i otwartą buzią.- jak oni tutaj..co? Jakim prawem przychodzą nieproszeni tutaj?!- głośno powiedziała mama i zaczęła szybko wstawać. Obróciłam się w stronę, gdzie ciągle się patrzy i sama aż zaniemówiłam. James Owen stał oparty o ścianę wraz ze swoimi rodzicami, jak się domyślam. James, James Owen jest na ślubie mojej siostry. Najgorszy chłopak w mieście. Chodzi razem ze mną na uczelnię  i pomimo, że tam zachowuje się nienagannie to poza nią jest największym postrachem w Oxfordzie. Tak właśnie, prawdziwy James stoi tam przy drzwiach jak gdyby nigdy nic. Spojrzałam na Alex i Natalie, które były równie zdziwione jak ja. Wzrokiem przeleciałam po reszcie rodziny i zobaczyłam, że są tak samo wkurzeni jak moja mama, ale dlaczego? James sieje postrach, ale na pewno starsi ludzie nie znają go nawet, a jego rodzina? Czy ja czegoś nie wiem, a powinnam wiedzieć?
-Mamo..o co chodzi? Dlaczego ta rodzina jest tutaj i czemu jesteście tacy wkurzeni?- zapytałam spoglądając na mamę i rodzinę. Nic nie odpowiadając, mama podeszła do Owen’ów. Przyjrzałam się dokładnie i zobaczyłam, że ojciec Jamesa uśmiecha się w stronę mamy, a ona już z daleka zaczyna na niego krzyczeć. Oczywiście nie na tyle głośno, żeby zwrócić uwagę reszty gości. Po chwili stoją obok siebie i nawzajem się przekrzykują. Nie mogąc tak stać i patrzeć na to nie wiedząc o co chodzi, wstałam i szybkim krokiem podeszłam do nich. Dopiero jak byłam bliżej zwrócili na mnie uwagę i ucichli.
-Dzień dobry.- spojrzałam na pana Owena i wymusiłam mały uśmiech, który odwzajemnił, ale jego był szczery, potem zwróciłam się do mamy- Mamo, mogłabyś mi wyjaśnić co się dzieje?- zapytałam niecierpliwie. Spojrzała się na mnie i z wkurzonego wyrazu twarzy zauważyłam w jej oczach bezradność.
-Kochanie..lepiej wracaj do stołu, nie ma co wyjaśniać..
-Amando, nie uważasz, że Katherine powinna wiedzieć?- pan Owen spojrzał najpierw na mamę, później przeniósł wzrok na mnie. Skąd on wie jak mam na imię? Tym bardziej, dlaczego zwraca się do mamy po imieniu?
-Wiedzieć co?- spojrzałam na mamę z pytającym wyrazem twarzy. Widać po niej, że nie podziela zdania pana Owena.
-Edwardzie, wydaję mi się, że w tej sprawie masz najmniej do powiedzenia i pozwól, że to ja zadecyduję- syknęła w jego stronę. Moje zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej. Naprawdę chcę wiedzieć co się tu dzieje, bo powoli tracę cierpliwość.
-Akurat ja mam dużo do powiedzenia, w końcu jako brat Williama mam prawo do udzielania głosu w tej sprawie.- spojrzał na mamę mrużąc oczy. Stałam tak jeszcze chwilę zanim dotarło do mnie co powiedział. Brat Williama? Mój tata tak się nazywa, nie..to jest niemożliwe. Mama nie skrywałaby przede mną tak ważnej informacji, prawda?
-Chwila..Williama?- zapytałam się pana Owena wciąż nie dowierzając.
-Tak, twojego ojca.- spojrzał łagodnie na mnie posyłając mi słaby uśmiech. Przeniosłam wzrok na mamę , która patrzyła się zdenerwowana na pana Edwarda. Mój spokój dobiegł końca i zastąpiła go wściekłość.
-Chciałabyś coś powiedzieć mamo?- zapytałam się jej, ale ta wciąż milczała.- Nie? Czyli uważasz, że skrywanie tego, że tata miał brata, który okazał się moim wujkiem jest nie istotne?!- i wybuchłam. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że przez tyle lat nie wiedziałam o tym. Mama zacisnęła usta nie wiedząc co powiedzieć. Po chwili dołączyła do nas moja siostra. Spojrzała zdziwiona na pana Edwarda.
-Edward? Co ty robisz tutaj?- zadała pytanie w jego stronę spoglądając to na niego i mamę. Czyli ona też go zna?! Naprawdę?! Czemu ja, jako jedyna nie wiedziałam i dalej nie wiem o co tu chodzi?
-Przyjechałem na twój ślub, przecież nie mogłem ominąć takiego ważnego dnia, nawet jeśli moje istnienie w tej rodzinie zostało utajone. - wymusił w jej stronę słaby uśmiech. Patrzyłam kolejno na wszystkich zgromadzonych w tej rozmowie oczekując wyjaśnień, w końcu moja mama zabrała głos patrząc się na mnie.
-Katherine, przepraszam, że nic o tym nie wspominaliśmy. Skoro już tyle rzeczy zostało ujawnione należą ci się dalsze wyjaśnienia.-westchnęła i dokańczała dalej.- Edward Owen jest bratem Williama co już wiesz. Było to tajemnicą, ponieważ zanim twój tata zmarł, pokłócił się z Edwardem, ale to była nie byle jaka kłótnia, o której na razie ci nie powiem, ale wiedz, że przez nią Edward wyrzekł się swojego nazwiska i wziął swojej żony. Pewnie zastanawia cię czemu ty jako jedyna nie wiesz o tym wszystkim, ale to dlatego, że twoja siostra Susan znała Edwarda zanim do tego wszystkiego doszło i byliśmy normalnie rodziną. James, syn Edwarda dowiedział się o tym dopiero wczoraj, więc nie jesteś sama w tym wszystkim. Jeszcze jedna sprawa, zatailiśmy to wszystko przed wami żebyście nie mieli problemu z tymi rzeczami, każdy myślał, że to rozsądna decyzja i nie wyda się, aż do dzisiaj.- zakańczając to,  spojrzała na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ja sama nie wiedziałam co o tym myśleć..to i tak nie jest wszystko czego mam się dowiedzieć, ale na to wychodzi, że James jest moim kuzynem? James, ten James, o którym tyle ludzi mówi? Myśląc o tym wzrokiem wyszukałam go. Stał przy barku pijąc alkohol, wyczuł pewnie, że ktoś go obserwuję i odwrócił się w moją stronę, posłał mi tajemniczy uśmiech i wrócił do sączenia napoju. Spojrzałam na Edwarda, mamę i Susan, każdy z nich czekał na moją reakcję, a ja tylko ich wyminęłam kierując się w stronę drzwi, musiałam się przewietrzyć. Zanim jednak otworzyłam drzwi, poczułam rękę na swoim ramieniu, która uniemożliwiała mi poruszenie się.

-Witaj w rodzinie Katherine.- poczułam oddech przy swoim uchu. James. Nie odwracając się w jego stronę wyszłam szybko z budynku. Coś czuję, że to początek czegoś niekoniecznie dobrego…
_____________________________________
O to pierwszy rozdział :D Od razu mówię- to moje pierwsze opowiadanie jakie napisałam, więc mogą się pojawiać błędy, a jeśli będą to śmiało mnie poprawiajcie ;) Mam nadzieję, że się podoba i komentarze są mile widziane ;v 
Następny rozdział pojawi się pojutrze ^^

piątek, 28 sierpnia 2015

PROLOG

Nazywam się Katherine Mighton, mam dziewiętnaście lat i moje życie do dnia wesela było normalne, każdy dzień zaczynał się i kończył tak samo...Oczywiście dzień diametralnej przemiany musiał nadejść. Czyż to nie śmieszne, że w najważniejszym dniu mojej siostry poznałam jednocześnie rodzinę, o której nie miałam bladego pojęcia? Może byłoby to normalne gdyby tymi ludźmi nie okazali się państwo Owen'owie. Z pozoru zwyczajna rodzina, jednak ich syn należy do typowych "Bad Boy'ów", ale nie szkolnych...Z tego co wiem ich głównym zajęciem jest handel bronią i wyścigi samochodowe.  Raz przyszłam na tego typu "imprezy" i byłam świadkiem wypadku, w którym pewien chłopak zmarł na miejscu. Po dzisiejszy dzień ludzie to wspominają. Od tamtego dnia, ani razu nie przyszłam na wyścigi, nie mam zamiaru kolejny raz oglądać czyjąś śmierć. Niestety to tylko drobnostka w porównaniu z innymi złymi rzeczami, które dzieją się w nieznanym mi jeszcze świecie.. .Poprzez syna Owen’ów poznam również niebezpieczną osobę, która wprowadzi wiele zmian w moim życiu..Złe decyzje mogą zaważyć na dalszej przyszłości, ale czy istnieje w pełni dobra decyzja? Może właśnie ta "zła" tak naprawdę okaże się tą dobrą? .
"Nie wszystko co złe zawsze kończy się dobrze
Nie wszystko dobre zawsze  kończy się źle".
_____________________________________________________
I jest prolog :) mam nadzieję, że się podoba, a pierwszy rozdział dodam jutro. Zachęcam do dalszego czytania xoxo

WSTĘP


Katherine Mighton wkracza w nieznany jej dotąd świat. Pełen grozy, lęku, strachu, ale i tajemnic… A to wszystko przez jeden dzień, który sprawił, że jej życie przewróciło się do góry nogami. Czy odnajdzie nić porozumienia między ludźmi, którzy różnią się od niej pod względem wszystkiego? Może właśnie dzięki wkroczeniu w ten świat, stanie się silniejsza psychicznie jak również fizycznie? Z dnia na dzień wszystko się zmienia..poznaje nowych ludzi...jego. Chłopak pełen sekretów i trudny do rozszyfrowania, stanie się jej zagadką, którą postanawia rozwiązać. Czy poradzi sobie z tym zadaniem? 
A o wszystkim dowiecie się czytając ‘’Bad decision’’.