Obudziłam się z pulsującym bólem głowy. Wczorajsza noc
przyczyniła się do takiego stanu, a co do wczoraj...Unikałam szerokim łukiem
Jamesa po tym jak wróciłam na salę, a wujka, pana, Edwarda? Jakkolwiek mam go
nazywać, również starałam się omijać. Nie mogłam zepsuć sobie humoru w trakcie
wesela Susan, ona sama pewnie była nieco zmieszana jak uczestniczył w
przyjęciu. Po tylu rzeczach jakich się dowiedziałam, nie mam pojęcia jak to
wszystko odbierać. Cieszyć się, że mam wujka? Czy jednak być zła za te
wszystkie skrywane tajemnice przede mną? Nie wiem, naprawdę. Z wielką chęcią
schowałabym się pod łóżko i nigdy nie wyszła stamtąd, byle by nie musieć
zobaczyć rodzinę Owen’ów. Tak, wmawiam sobie, że ogólnie tę rodzinę, ale tak
naprawdę to chodzi szczególnie o Jamesa. Kuzyn? Na pewno nie można go w ten
sposób określić, nawet jeśli łączą nas więzy krwi. Kto by pomyślał, że ten
chłopak okazał się moją rodziną? Dlaczego nie może on być przeciętnym
człowiekiem, który nie przysparza problemów? O tyle dobrze, że ja się go nie
boję, nie to co inni. Przechodzą obok niego i już trzęsą się ze strachu. Jest
chłopakiem, któremu jak coś się nie spodoba to nie rozwiązuję problemów
normalnie, rozmową, o nie..On i jego kumple takie rzeczy załatwiają siłą poza
szkołą. A co jeśli teraz on chce się uwziąć na mnie? Może będzie mnie dręczył,
prześladował… Potrząsnęłam głową na znak swoich irracjonalnych myśli. Przez brak
snu zaczynam wariować. Niechętnie wstałam z łóżka i skierowałam się prosto do
łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i już czułam się odświeżona.
Otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Stałam tak jeszcze chwilę
i już miałam wyjmować dresy, kiedy przypomniałam sobie o dzisiejszym rodzinnym
obiedzie. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 10:56, a miałam tam być równo
w południe. Moja mama nienawidzi spóźnień, chociaż wie, że ja często pojawiam
się po czasie. Zdecydowałam ubrać przewiewną, kremową koszulę i jeansy, w końcu
jakoś trzeba wyglądać tym bardziej, że przyjeżdżają również Owen’owie..Tak,
oni. Czyli jednak mój plan na schowanie się pod łóżko, aby tylko ich nie
widzieć..nie wypali. Po przebraniu się zeszłam na dół gdzie czekały na mnie
dziewczyny w trakcie ożywionej rozmowy. Jak mnie zobaczyły, gestem zaprosiły
abym z nimi usiadła, co też zrobiłam.
-Słuchaj, pomimo, że ten James Owen okazał się twoim kuzynem
to lepiej na niego uważaj, wiesz dobrze, że..-zanim Natalie dokończyła,
zdążyłam jej przerwać.
-A może by tak ‘’Dzień dobry Katherine, jak się czujesz?
Wyspałaś się?’’- oznajmiłam ze sztucznym uśmiechem.
-Obejdzie się bez tego.- odparła przewracając oczami- Mamy sporo rzeczy do omówienia z tobą na
dzisiejszy dzień.
-Oczywiście z wielką chęcią zostałabym z wami i wysłuchiwała
tego jak to James jest zły i okrutny..-powiedziałam sarkastycznie-..ale muszę
wam oznajmić, że za godzinę mam być na obiedzie rodzinnym, w którym również
będą uczestniczyli Owen’owie.
-Co? Oni? James?! Zadzwoń do mamy i powiedz, że masz grypę,
cokolwiek.- Alex zaczęła wymachiwać rękoma na wszystkie strony. Rozumiem, że
ona nie przepada za Jamesem, ale nie do przesady żeby od razu z tego taką aferę robić.
-I co, mam ich wszystkich unikać jak najdłużej się da?
Przecież i tak jak skończą się wakacje to przez cały rok będę go widywać, a nie
mogę wiecznie się chować. –cicho westchnęłam.
-Może jednak da się coś zrobić..Co jeśli ten James napędzi
ci tylko kłopotów?- cicho zapytała Natalie, trzymając splecione ręce pod brodą.
Dobra rozumiem, że się martwią i mają prawo do takich rozmyśleń, ale takie
decyzje są też złe. Dopiero teraz zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym
całym Jamesem. Co jeśli te wszystkie okropne rzeczy jakich się nasłuchałam o
nich wszystkich to tylko ploteczki, które mają więcej kłamstw niż prawdy?
Przecież nigdy z nimi nie rozmawiałam, więc jakim prawem mogę ich oceniać? To
wszystko działa na zasadzie, że jak jedna osoba powie coś o kimś, to ta kolejna
zacznie uważać tak samo i to będzie tak się po kolei ciągnąć. Nie powinnam
oceniać książki po okładce. Mogę jedynie potwierdzić te wszystkie rzeczy jakiś
się nasłuchałam o nim, kiedy sama osobiście go poznam, a teraz? Teraz nie mogę
tak mówić.
-Słuchajcie dziewczyny, nie możemy przecież od razu
zarzucać, że jest taki niebezpieczny skoro go nie znamy, Natalie..-zwróciłam
się do niej twarzą.- ..Pamiętasz jak sama kiedyś tłumaczyłaś, że nie powinno
się oceniać ludzi po wyglądzie?- zapytałam jej, a ona pokiwała niepewnie
głową.- Więc tutaj jest podobna sytuacja, nie powinnyśmy wnioskować tylu rzeczy
po tym co ludzie mówią, jak same od nich nie usłyszałyśmy prawdziwych wersji
zdarzeń.- spojrzałam na nie i zauważyłam po ich twarzach, że powoli zaczynają
mnie rozumieć.
-Dobra, załóżmy, że ‘’dajemy im szanse’’..i co wtedy? Co
jeśli potwierdzą się te okropne rzeczy, o których ludzie mówią? A gdyby coś ci
się stało?..-jak zwykle to Natalie tak rozważa .
-Przestać gdybać. Co będzie to będzie, a nie dowiemy się,
jeśli nie spróbujemy. Więc dziewczyny, obiecuję, że będzie wszystko dobrze i
postaram się dowiedzieć jak najwięcej rzeczy o nim.
-Okej i od razu sprawdź czy to prawda, że James ma kolczyk w
brwi. Mam nadzieję, że nie, bo uwielbiam przekłucie w tym miejscu u chłopaków…-
Alex udawała obawę, na co wszystkie się zaśmiałyśmy.
-Nawet jeśli ma, to spokojnie nie zakochasz się.- odparła
Natalie wywołując u nas jeszcze większy wybuch śmiechu. Alex jest typem
dziewczyny, która nie ugania się za chłopakami. Są wyjątki, ale takie związki
kończą się niepowodzeniem, bo jej partnerami przeważnie byli ci ‘’źli
chłopcy’’. Po jej ostatnim zerwaniu, oznajmiła nam, że kończy z takimi. I
faktycznie trwa przy swoim, nie pamiętam kiedy ostatni raz spodobał jej się
ktoś na mieście, przeważnie ubóstwia jakiś znanych aktorów. Rozmawiałyśmy tak
jeszcze chwilę, a potem poszłam na górę przyszykować się. Nałożyłam delikatny
makijaż jaki mam na co dzień i spakowałam niezbędne rzeczy do torebki.
Pożegnałam się z dziewczynami, wyszłam z domu i wsiadłam do swojego ukochanego Bentley’a,
którego odziedziczyłam po mamie. Tak, moja mama kocha tego typu samochody a, że
ma pieniądze to może sobie pozwolić na częste wymiany aut. Ja sama uwielbiam
jeździć, czasem przekroczę nawet dozwoloną prędkość, aby choć na chwilę poczuć
wzrost ciśnienia. Mama mieszka w Bicester, to jest jakoś pół godziny drogi
stąd. Normalnie aż skaczę z radości aby poznać rodzinę Owen’ów..tak, czujecie
ten sarkazm?
***
Byłam u nich przed czasem, czyli rodzina Owen’ów jeszcze nie
przyjechała. Oczywiście byłam zasypywana pytaniami od mamy typu: ‘’Jak się
czujesz po tym wszystkim?’’, ‘’Nie stresujesz się dzisiejszą rozmową?’’, ‘’Może
przełożymy spotkanie? Nie wyglądasz najlepiej.’’ Odnoszę wrażenie, że ona
bardziej nie chce tego spotkania niż ja. Jakoś nigdy nie chciała czegoś
odwoływać z powodu mojego wyglądu więc widać, że stara się jakichkolwiek metod
żeby tylko to się nie odbyło. O tyle dobrze, że Richard ją uspokaja, pewnie już
zauważył, że się stresuje. A mały Aaron nie daje mi spokoju, biega przy mnie krzycząc:
‘’Kate, zagrajmy w zgadywanki!’’. To jego ulubiona gra, która polega na
zgadywaniu, jak można się domyślić, ale nie byle jakim. Zadaje mi on pytania
dotyczące dat historycznych i zabytków starożytnych..tak, ciężko w to uwierzyć,
ale to się dzieje naprawdę. Nikt nigdy nie rozumiał dlaczego on nie chce wyjść
z dzieciakami pograć w piłkę, a wolał siedzieć i pochłaniać książki, które
znalazł w biblioteczce rodziców. Mówiąc, że ma on więcej rozumu niż niejeden
dorosły, nie żartowałam. Często nie mam pojęcia jakie są poprawne odpowiedzi do
jego pytań, ale on wie wszystko doskonale. I właśnie w tej chwili próbuje mnie
zmusić do tej ‘’zabawy’’, ale ja się nie dam. Nie chce mieć takiego natłoku
myśli przed rozmową z Owen’ami, a po skończonej grze w zgadywanki można być
naprawdę zdekoncentrowanym.
-Aaron, z wielką chęcią pograłabym, ale zaraz mają przyjść
państwo Owen’owie.- musiałam troszkę skłamać żeby tylko nie zranić go gdy
powiem, że nie chce, bo uzna to za to, że nie lubię z nim grać.
-Niech będzie. Dzisiaj nie, ale jak przyjedziesz do nas
jeszcze to wtedy pogramy, dobrze? Proszę, proszę, proszę…- I jak tu się nie
zgodzić, gdy patrzysz w te spojrzenie smutnego pieska, naprawdę, Jego oczy są
cudowne, ale gdy o coś prosi to używa tego wzroku, który sprawia, że każdy mu
ulega.
-Okej, okej.- zgadzając się, wzięłam go na barana i
schodziłam tak po schodach. Pomimo, że Aaron już trochę waży, to staram się nie
zwracać na to uwagi, bo uwielbiam go tak nosić. Wchodząc do salonu pierwsze co
zobaczyłam to stojącego Edwarda przy Richardzie, potem przeniosłam wzrok na
Jamesa i jego mamę.., której imienia nie znałam. Razem z Aaronem pozostaliśmy
niezauważeni dopóki on nie postanowił się odezwać.
-Kate, to są ci goście?- starał się szeptać, ale to mu nie
wyszło i wszyscy nas usłyszeli po czym zwrócili się w naszą stronę. Edward i
jego żona szeroko się do nas uśmiechnęli, a James patrzył się nieodgadnionym
wzrokiem. Powoli zdjęłam z siebie Aarona i postawiłam na podłogę. Chłopczyk
szybko podszedł do Edwarda.
-Hej, jestem Aaron.- mały uśmiechnął się w jego stronę
ukazując swoje dołeczki. Edward odwzajemnił uśmiech i przedstawił najpierw
siebie potem swoją żonę i Jamesa. O dziwo oni przybyli sobie żółwiki, naprawdę
mnie to zaskoczyło, kto by pomyślał? Stojąc tak oparta przy ścianie i
obserwując tą sytuacje, nie zauważyłam, że ktoś do mnie podszedł.
-Cześć Katherine, co u ciebie słychać?- Edward wydaję mi się
przyjaznym człowiekiem. Za każdym razem widzę go uśmiechniętego i nie widać po
nim, że coś jest nie tak. Jakby był zawsze pozytywnie nastawiony do życia.
-Cześć..-spojrzałam na niego nieco zmieszana, nie wiedząc
jak mam się zwracać.
-Edward, mów mi po imieniu. Chyba, że wolisz wujku, chociaż
podejrzewam, że jeszcze się nie oswoiłaś z wiadomością, że masz wujka?- zapytał
wprost wciąż się lekko uśmiechając.
-Wydaję mi się, że Edward będzie odpowiednie.- odwzajemniłam
uśmiech i przeniosłam wzrok na jego żonę, która do nas podeszła.
-Ach tak, nie zdążyłaś poznać Emily. Katherine to jest
Emily, to jest Katherine, którą i tak znasz.- cicho się zaśmiał, a ja podałam
dłoń do Emily. Jakie było moje zdziwienie gdy ona mnie zamknęła w uścisku.
Niepewnie odwzajemniłam i po chwili obie się zaśmiałyśmy.
-Rodzinka wreszcie w komplecie.-odparła i wypuściła mnie z
objęć.- A jeszcze on! James chodź tu!- kobieta zawołała w stronę syna, a ten
posłusznie podszedł do nas. No pięknie, a myślałam, że się obejdzie bez
powitania z nim.
-James sam powinieneś wiedzieć, że należy się przywitać, a
nie ja wiecznie mam cię informować.- Emily próbowała zachować powagę, chociaż w
jej głosie słyszałam cień rozbawienia. Od razu widać,że ta kobieta nie potrafi
złościć się na syna. Chłopak jedynie przewrócił oczami i zwrócił się w moją
stronę podając mi dłoń.
-James.-to się wysilił z tym powitaniem. Nie kontrolując
tego, podniosłam jedną brew do góry, na co chłopak lekko się uśmiechnął, co i
tak próbował ukryć.
-Katherine.-odwzajemniłam uścisk dłoni. Z bliska mogłam mu
się bardziej przyjrzeć. Oczy ma koloru ciemnej zieleni. Jest brunetem i
faktycznie ma kolczyk w brwi. Na szyi zauważyłam tatuaż, ale nie mogłam
dokładnie zobaczyć, bo koszulka zakrywała połowę. Widać, że ćwiczy, bo można
zauważyć rysy mięśni na koszulce. Ubrany jest cały na czarno, przez co wydaję
się być straszniejszy, a pomimo tego ja i tak dalej się go nie boję. W sumie
skoro jestem jego kuzynką, to raczej nie zrobiłby mi krzywdy..stop! Nie mogę
nawet tak myśleć. Po paru minutach wszyscy zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy
rozmowę.
***
Obiad powoli dobiegał końca. Z tej rozmowy nie dowiedziałam
się za dużo. Praktycznie rozmawialiśmy o tym czym się każdy w życiu zajmuję i
mama razem z Edwardem wspominali stare czasy. Widać, że moja rodzicielka już
nie jest zła na niego, a co najlepsze dowiedziałam się, że zanim te kontakty
się urwały to Emily i mama były najbliższymi przyjaciółkami, ale okoliczności
nie pozwalały im się dalej przyjaźnić. To trochę smutne, bo w końcu to nie ich
wina to co wyszło, a jednak to sprawiło, że nie mogły już się widywać. Co
prawda nie poznałam szczegółowego wyjaśnienia z jakiego powodu tata i Edward
się pokłócili, ale wiadomo, że to była wyłącznie tylko ich sprawa. Osobiście
Emily polubiłam naprawdę, jest przesympatyczną osobą, która czasami powie coś
śmiesznego z czego każdy się śmieje. Jedyną osobą, do której nie jestem
przekonana to James. Cały czas patrzy w telefon jakby na coś czekał i rzadko
kiedy się odzywa. Nagle zachciało mi się załatwić potrzeby fizjologiczne,
przeprosiłam na chwilę i wstałam, zanim jednak odeszłam, Aaron poprosił mnie
żeby przyniosła jakąś jego bluzę. Pokiwałam głową i zaczęłam kierować się do
łazienki. Po załatwieniu się, przeszłam do pokoju Aarona. Zamknęłam drzwi i aż
podskoczyłam gdy zobaczyłam siedzącego na łóżku Jamesa. Spojrzał na mnie i
zaczął się śmiać, a ja patrzyłam na niego wkurzonym wzrokiem.
-Naprawdę jestem aż taki straszny?- wypowiadając to wskazał
palcami na siebie. Przewróciłam jedynie oczami i podeszłam do szafy wyjmując
bluzę.
-Mogę wiedzieć co ty tu robisz?- odwróciłam się w jego
stronę z pytającym wyrazem twarzy.
-Dobra, do rzeczy. –wstał z łóżka i zaczął kierować się w
moją stronę.- Przyszedłem tu po to abyś wyświadczyła mi przysługę.-spojrzałam
na niego niczym na idiotę. Przysługa? A kim ja jestem żeby coś zrobić dla
niego? Widząc moje zmieszanie kontynuował dalej.-Chciałbym żebyś powiedziała
dla moich rodziców, że wyszedłem na imprezę kumpla z okazji urodzin.
-A co jest takie straszne w powiedzeniu takiej rzeczy? Serio
uważam, że obejdzie się to beze mnie.-odparłam marszcząc brwi.
-Widzisz..bo to nie jest prawdą, że tam jadę. Muszę załatwić
parę spraw, a jeśli ty powiesz to gdzie jadę, to oni bardziej uwierzą w twoje
słowa, nie moje.-wzruszył ramionami i
podszedł do biurka przyglądając się fotografiom.
-Powiedzmy, że się zgodzę..-spojrzał na mnie z uniesionymi
brwiami i mi przerwał.
-Nie pytałem cię o zgodę, jeśli zrobisz mi tą przysługę to
proste- ja ci się odwdzięczę.- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Jak miałbyś zamiar się odwdzięczyć?- zapytałam ciekawie.
Chłopak cicho się zaśmiał i pokręcił głową.
-Niedługo sama zobaczysz, a teraz..-spojrzał na zegarek,
który miał na nadgarstku.-..muszę już iść. Pamiętaj co masz powiedzieć. Do
zobaczenia Katherine.- i nie dając mi cokolwiek odpowiedzieć po prostu wyszedł.
Moja ciekawość wzięła górę i wyjrzałam dyskretnie przez okno. Zobaczyłam
jakiegoś chłopaka w kapturze, który stał oparty o sportowy samochód, a po
chwili Jamesa kroczącego w jego stronę. Zanim zdążyłam przyjrzeć się
tajemniczemu chłopakowi, ten podniósł wzrok jakby wyczuł, że ktoś mu się
przygląda i napotkał mój. Gdy tak się na mnie spojrzał, przeszedł mnie dziwny
prąd i speszona szybko ukryłam się za zasłoną. Po paru sekundach usłyszałam
głośny pisk opon. Ponownie wyjrzałam i nie było po nich śladu. Myślami zaczęłam
wracać do chłopaka w kapturze..wywołał we mnie dziwne uczucie..stop! Nie myśl o
jakimś przypadkowym chłopaku, który zwyczajnie cię zaciekawił. Potrząsnęłam
głową i wyszłam z pokoju kierując się schodami na dół jednocześnie
przypominając kwestię jaką miałam powiedzieć dla rodziców Jamesa. Obiad
przedłużył się i zostaliśmy do wieczora, a mnie przez ten czas nie udało się
wyzbyć tego tajemniczego chłopaka z głowy..Mam dziwne przeczucia co do niego.
____________________________
I co o tym sądzicie, bądź o tajemniczym chłopaku w kapturze..? =D
