poniedziałek, 28 września 2015

IX rozdział

Stałam na werandzie, opierając się o framugę drewnianych drzwi. Zimne powietrze owiewało moją twarz, przez co policzki nabierały zaróżowiałych kolorów. Wzięłam głęboki wdech i ze spokojem wypuściłam powietrze patrząc na przepiękny widok przede mną. Cichy szelest, dzięki drzewom synchronizującym swoje ruchy i wyraźny księżyc na gołym niebie nadawały przyjemnego klimatu. Spojrzałam w górę podziwiając liczne światełka doszukując się gwiazdozbiorów. Nie zwracałam uwagi w tym momencie na włosy spadające na moją twarz przez lekki, chłodny wiatr. Nie przejmowałam się, że przeziębienie może mnie dopaść w najbliższym czasie. Nie miało dla mnie znaczenia, że w moim życiu nastąpiła zmiana, której nie oczekiwałam. W tej chwili niczym się nie przejmowałam, bo właśnie ta chwila może już się nie powtórzyć. Może nie będę miała czasu na takie błahostki, jak wychodzenie na zewnątrz, aby spojrzeć w oczy gwiazd. Może nie znajdę nawet minuty na odrobinę ciszy i spokoju, dlatego ta chwila jest dla mnie cenna. Wyjęłam z kieszeni bluzy małe opakowanie, po czym wysunęłam z niego wyrób tytoniowy. Papieros-taka drobna rzecz, a tak bardzo szkodzi zdrowiu. Zastanawiając się chwilę, obracałam go między palcami. Palę okazyjnie, przeważnie gdy dopada mnie stres, albo chwilowo chce się rozerwać. A teraz dlaczego miałabym to zrobić? No tak, pewnie chce dodać jeszcze lepszych efektów. Dziewczyna stojąca na werandzie, włosy powiewające na wietrze, gwieździsta noc. Brakuje tylko jeszcze małego szczegółu, żeby wszystko dopełnić. Wzruszyłam ramionami i włożyłam do ust papierosa, zapalając go przy tym. Zsunęłam się po drewnianej framudze wypuszczając powoli dym tytoniowy. Przymknęłam oczy i odczuwałam już całkowite rozluźnienie. Zgasiłam niedopałek i wyjęłam telefon, aby sprawdzić godzinę. Dochodziła północ, a Nathana i Kevina wciąż nie było. Po tym jak znaleźliśmy Alex, udałam się w stronę samochodu tak jak było mówione. Po jakimś czasie dołączyła Natalie, a po niej James i David, oznajmiając nam, że jedziemy do ich dawnego domu. Nie zadawałam żadnych pytań i nie chciałam nawet wiedzieć o co chodzi. Byłam zbyt zajęta czuwaniem nad Alex, więc nie zauważyłam nawet, że kogoś brakuje. Dopiero jak Natalie po zdrzemnięciu się obudziła i stwierdziła, że chce mnie zmienić, zamieniłyśmy się miejscami w samochodach i wsłuchałam się w rozmowy chłopaków. I w tamtym momencie dostrzegłam, że nie ma Nathana. Z niewiadomych powodów zaczęło mi się robić gorąco i dopadał mnie stres. Zaczęłam zadawać pytania, na które i tak odpowiadali zdawkowo. Powiedzieli mi tylko to, że któryś z nich jest ranny i musieli dłużej zostać. Chciałam się dowiedzieć więcej, na przykład to, jak Morgan reagował i czy coś mówił. Czy pojawił się jakiś nowy problem i nawet chciałam głębiej dopytać się o Nate’a . Oczywiście oni nie mieli zamiaru udzielać mi więcej odpowiedzi. Przez całą drogę myślami byłam przy niebieskookim chłopaku, który mnie wkurzał i jednocześnie pociągał fizycznie. Tak, w końcu to przed sobą przyznałam, nie na głos, ale do głowy dopuszczam sobie takie myśli. Nie powinien on zaprzątać moich myśli, a już na pewno w jakiś sposób na mnie działać. Wiem jedno, że  ja u siebie mam taką granicę, której nie mogę przekroczyć. Okej, przyznałam się do jakiegoś pociągu do niego, ale nic więcej. Na tym powinno się zakończyć moje rozmyślanie, bo zejdzie to na niebezpieczny tor, a wolałabym go ominąć. Tak więc, gdy omówiłam sama ze sobą i uporządkowałam swoje myśli, tak o to siedzę skulona na werandzie nie myśląc już o niczym. Wydawać by się mogło, że tak już zostanie. Oczywiście ja wiem, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Usłyszałam jak głośne i dość szybkie kroki zmierzają w moją stronę. Po chwili przed oczami ukazał mi się lekko zdyszany Matt. Spojrzał się na mnie i po chwili przeniósł wzrok na niedopałek leżący obok mnie. Posłał mi pytające spojrzenie, na co ja wzruszyłam ramionami w odpowiedzi. Stanął obok mnie i oparł się o framugę zsuwając się w dół.
-Zaraz tu będą.-oznajmił patrząc się przed siebie, jakby nad czymś rozmyślał. Kiwnęłam głową chociaż i tak pewnie tego nie zobaczył. O dziwo nie czułam takiej radości, że niedługo pojawi się Nathan, o którego w pewnym sensie się obawiałam. Jedynie przez moje ciało przeszła kolejna dawka rozluźnienia i poczułam lekką ulgę. Prześledziłam uważnie wzrokiem chłopaka siedzącego obok mnie. Wyczułam od niego stres, mimo spokojnego wyrazu twarzy. W skupieniu patrzył się w jeden punkt, a ja już wiedziałam, że coś go trapi.
-Boisz się?- zapytałam poważnie, ale jednocześnie łagodnie. Przeniósł na mnie wzrok, który wyrażał kompletne zdezorientowanie.-Reakcji ze strony wszystkich chłopaków..i decyzji.-wytłumaczyłam i przełknęłam cicho ślinę. Odczułam coś na wzór połączenia. Jakby jego ciężar został ukazany także dla mnie, przez co wykazywałam większe zrozumienie. Poruszył się niepewnie i potarł czoło dłonią.
-Trochę..-westchnął głośno.-Ale zrozumiem, jeśli nie będą zadowoleni. Po tym co zrobiłem nie oczekuje jakiejś taryfy ulgowej. –wykrzywił usta w ironicznym uśmiechu. Położyłam mu dłoń na jego kolanie i powoli poklepałam.
-W razie czego, będę obok. Jeśli ty wyjdziesz, ja razem z tobą.- uśmiechnęłam się do niego pocieszająco. Wyszczerzył się szeroko i objął mnie ramieniem.
-Gdzie ty się podziewałaś przez całe moje życie kobieto?
-W twoich snach, bracie.-odparłam wywołując u niego cichy śmiech. Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę w przyjemnej ciszy. Odpowiadało mi to bardzo, zważywszy na fakt, że dzisiaj był dzień pełen stresu i naprawdę ten spokój dobrze na mnie wpływa. I ot tak, nagle w całym pomieszczeniu zrobiło się głośno przez jedną osobę.
-Kate, przyjechali!- krzyknęła głośno Natalie chwytając moje dłonie, usiłując mnie podnieść.
-I?- zapytałam się przewracając oczami. W końcu wstałam na równe nogi i otrzepałam bluzę.
-Obaj są ranni i potrzebna jest ta twoja zdolność!- krzyknęła w moją stronę sprawiając, że moje uszy się rozrywały. -Ta harcerska czy coś, dobra wiesz o co chodzi. No chodź już!- zatkałam dłonią uszy i rozmasowałam swoją głowę. Po chwili zostałam ciągnięta przez Natalie. Weszłyśmy do salonu, na który wcześniej wręcz szczęka opadła mi z wrażenia. Co jak co, ale oni kiedyś mieszkali w jakimś pałacu, nie normalnym mieszkaniu. Dziewczyna puściła moją rękę i wybiegła gdzieś z pokoju. Westchnęłam głośno i usiadłam na sofie. Zdecydowałam zachować spokój, w końcu najważniejsze, że żyją więc nie ma po co robić z tego afery. Po chwili doszły mnie rozmowy i wzajemne przekrzykiwanie się. Kiedy wyłapałam jego głos, momentalnie się wyprostowałam. Zza rogu wyłoniły się kolejno wchodzące sylwetki. Natalie jako pierwsza weszła do salonu i stanęła obok mnie.
-Za ładnie to nie wygląda.-szepnęła w moją stronę. Obróciłam się patrząc na nią nie do końca rozumiejąc. Kiwnęła głową i od razu się skrzywiła gdy przeniosła tam wzrok. Spojrzałam w to samo miejsce i poczułam jak moje ciało się napina. David niósł pod ramie Kevina, a James pomagał dla Nathana. Z tej odległości od razu oceniłam, że rana tego pierwszego wygląda o wiele gorzej. Wzięłam głęboki wdech i wstałam nie spuszczając wzroku z Nathana. Wyczuł, że mu się przyglądam więc wyłapał moje spojrzenie. Nie wiedziałam co chciałam mu przekazać, ale chyba moja twarz za dużo wyrażała współczucia, bo po jego minie wywnioskowałam, że stał się nieco wkurzony. Czyli on tak samo jak ja, nie lubił kiedy ludzie się nad nim litowali i okazywali podobne uczucia. Zauważyłam, że Natalie podeszła do Kevina, wcześniej wskazując głową na Nathana w moją stronę. Westchnęłam i niepewnym krokiem podeszłam do niego. Zeskanowałam jego ciało bardzo powoli, zaczynając od dołu. Usłyszałam chrząknięcie więc przeniosłam wzrok w górę.
-Jeżeli chcesz podziwiać, to zrób to w innym czasie.-oznajmił sarkastycznie. Przewróciłam oczami i nieco speszona nie poprzestałam swoich czynności. Miał na sobie ubranie więc niewiele mogłam zobaczyć. Oczywiście nie mam na myśli żeby się rozebrał, co to, to nie! Przecież nie chce go zobaczyć nago..chyba. Nie chyba, tylko na pewno, o czym ja myślę.. Miałam ochotę w tym momencie przybić sobie otwartą dłonią w czoło. Przez ubrania, w niektórych miejscach przesiąkała krew przez co ledwo zauważalnie się skrzywiłam. W końcu przeniosłam swój wzrok na jego twarz. Poczułam, że moje policzki oblewa rumieniec. Przez jego przeszywające na wylot spojrzenie, nie mogę się skupić. Zauważyłam, że na twarzy ma jedynie draśnięcie nad brwią i delikatne na brodzie.
-Gdzie jest łazienka?- zapytałam po krótkiej ciszy. Przechylił lekko głowę nie odrywając ode mnie wzroku.
-Prawie w każdym pokoju.-odparł. Otworzyłam szerzej oczy i ciche westchnięcie wydostało się z moich ust. Zauważyłam w jego oczach rozbawienie moją reakcją.
-Och..W takim razie..-przełknęłam ślinę.-Najlepiej żebyś przeniósł się do swojego pokoju.-dokończyłam i przeniosłam wzrok na jego łydkę.-Dasz radę iść?- zapytałam nie odrywając wzroku od rany. Nie usłyszałam żadnej odpowiedzi, tylko zobaczyłam jak Nathan po chwili wstaje z sofy. Powoli się wyprostował i postawił jeden krok przed siebie. Wiedziałam, że chociaż trochę go boli, bo ledwie zauważalnie utykał na jednej nodze. Otrząsnęłam się kiedy zauważyłam, że znikł mi z pola widzenia. Obróciłam się i spojrzałam na leżącego obok Kevina. Wydaję mi się, że nie był do końca przytomny, bo co chwila jego powieki opadały. Natalie co jakiś czas przynosiła różne ręczniki i inne opatrunki. Złapałam się za głowę widząc sporo krwi na podłodze i na jego ciele. Pokręciłam głową i przymknęłam oczy.
-Powinniśmy zawieźć ich do szpitala.-oznajmiłam w końcu i wypuściłam powietrze, które o dziwo było wstrzymywane. Momentalnie w pokoju zrobiło się cicho i każdy zaprzestał swoich czynności. Jako pierwszy odezwał się James.
-I może jeszcze powiemy im z jakiego powodu są ranni.-odparł sarkastycznie i wbił we mnie swój przenikliwy wzrok. Przewróciłam oczami i wzruszyłam ramionami. Wzięłam ze stołu swój telefon i ruszyłam w kierunku schodów prowadzących na górę. Zanim wyszłam z salonu, zatrzymałam się i rzuciłam na odchodne.
-Jak chcecie, ale to wy będziecie za nich odpowiadać jak im się pogorszy.-oznajmiłam i po chwili wchodziłam już na piętro. Nie rozumiem tego. Wolą narażać czyjeś życie żeby tylko siebie nie wydać? Bez sensu. Gdyby jeszcze wśród nich był jakiś lekarz, rozumiałabym bardziej, ale jak tu są w ogóle niedoświadczeni ludzie? Wśród nich jestem ja, ale przynajmniej mam świadomość co robię. Pokręciłam głową ciągle nad tym myśląc. Stanęłam przed jakimiś drzwiami i lekko je uchyliłam. Poczułam jak moje stopy wrosły w podłogę, uniemożliwiając mi poruszenie się. Nathan był w samych bokserkach i co tu dużo mówić? Ciało jak u jakiegoś modela Calvin’a Klein’a, a nawet lepiej, bo u niego wygląda wszystko naturalnie i widać, że to za sprawą ćwiczeń. Stał do mnie tyłem i już mogłam stwierdzić, że przód jest powalający. Wstrzymałam oddech kiedy zaczął się obracać i stanął naprzeciw mnie. Pewnie moja twarz miała nieokreślony kolor, bo w tym momencie moje emocje wirowały w powietrzu. O dziwo nie był rozbawiony, po prostu patrzył się na mnie intensywnie, ani na moment nie odrywając wzroku.  Kiedy odzyskałam w końcu zdolność mówienia i poruszenia się, wymusiłam ciche przeprosiny i pospiesznie zamknęłam drzwi. Oparłam się o ścianę i wypuściłam ze świstem powietrze. Potarłam dłonią twarz i poprawiłam włosy. W tej chwili miałam ochotę zakopać się jak najgłębiej w ziemie. Co się ze mną dzieje? Gdzie się podziała ta dziewczyna, która rzadko okazywała emocje? Żaden, ale to żaden chłopak nie sprawiał, że jej ciało reagowało w taki sposób. Dlaczego nie było tak z pewnym Carlem z ostatniej klasy, w którym myślałam, że się zakochałam? Usłyszałam po chwili otwierające się drzwi i w progu pojawił się Nathan, już z tym samym wyrazem twarzy co zawsze. Nieco ironiczny i zero widocznych emocji. Otrząsnęłam się i na nowo odczułam wobec niego wcześniejszą złość. Tak naprawdę nie wiem na co dokładnie, ale on już taki jest po prostu, że będzie działał mi na nerwy, pomijając ten moment z paru minut oczywiście. Ruchem głowy wskazał na pokój i już po chwili kroczyłam za nim. Byłam pod wrażeniem, kiedy ukazało mi się wnętrze pomieszczenia. Na półkach zauważyłam liczną kolekcję płyt z różnych lat. Ogólnie cała jedna ściana, była jakby inspirowana muzyką. Przeniosłam wzrok i ujrzałam w rogu jakieś urządzenia, dwa monitory i sporo różnych dokumentów na ladzie. Zniesmaczył mnie widok kilku broni na półce, ale starałam się to ignorować.
-Przyszłaś tu, aby bawić się w pielęgniarkę?- zapytał się i spojrzał na mnie z nieskrywanym rozbawieniem. Zgromiłam go wściekłym spojrzeniem, co oczywiście na niego nie działało.
-Żebyś wiedział. Ktoś musi ratować twoją dupę, bo raczej sam sobie nie pomożesz.-prychnęłam i rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu łazienki. Oczywiście z jego strony usłyszałam te samo prychnięcie, tylko u niego to w jakiś szczególny sposób   się wyróżnia i mnie denerwuje. Przeszłam na drugi koniec pokoju znikając za drzwiami. Przeszukałam wszystkie półki i na szczęście znalazłam parę rzeczy, które się przydadzą. Wróciłam i ułożyłam wszystko na łóżku. Dopiero teraz zauważyłam, że nie ma na sobie koszulki. Przełknęłam ślinę i spojrzałam się na niego odruchowo.
-Co? Nigdy faceta bez koszulki nie widziałaś?- zapytał i wiedziałam, że powstrzymuje się aby nie wybuchnąć śmiechem. Fuknęłam pod nosem i nie odpowiedziałam na pytanie. Tak, nie widziałam. Jedynie z tego co się naoglądałam w czasopismach i lekcji w szkole, mogę stwierdzić, że wiem jak wygląda ciało mężczyzny Oczywiście nie zamierzam mu o tym powiedzieć, nie jego sprawa co widziałam, a co nie. Daje mi kolejne powody, aby go nie lubić. Usiadłam na rogu łóżka i zaczęłam brać się do roboty. Wzięłam zwykłą letnią wodę i namoczyłam nią ręcznik. Powoli przejechałam nim po ranie, co jakiś czas nawilżając. Wszystko robiłam w kompletnym skupieniu i z całych sił starałam się ignorować natarczywe spojrzenie Nathana.
-Jeżeli nie przestaniesz się gapić tak na mnie, to nie skończymy tego w ogóle. A dla twojej wiadomości nie tylko tobie muszę pomóc.-odparłam wkurzona i odruchowo ścisnęłam mocniej ręcznik na jego ranie, na co cicho syknął. Spojrzałam się na niego z lekkim strachem i wymusiłam przeprosiny pod nosem.
-Stresujesz się gdy na ciebie patrzę?- zapytał się wykrzywiając usta w zadziornym uśmiechu.
-Chciałbyś.-prychnęłam i wzięłam się za wodę utlenioną. Powoli wylałam kilka kropelek na każdą ranę. Za każdym razem się spinał i czułam, że szybko oddychał. Przez chwilę zrobiło mi się go żal, jednak szybko sobie przypomniałam jak bardzo mnie wkurza. Kiedy opatrzyłam wszystkie najcięższe rany, zostały mi niewielkie draśnięcia na twarzy. Wzięłam ręcznik i musiałam się przybliżyć, aby go przyłożyć do jego twarzy. Momentalnie złapałam oddech, gdy znajdowaliśmy się tak blisko siebie. Nathan nie miał zamiaru spuszczać ze mnie wzroku i w skupieniu śledził każdy mój ruch. Drżącą ręką uniosłam ręcznik. Po chwili poczułam jego zimne dłonie na swoich. Przełknęłam ślinę nie odrywając wzroku od naszych rąk. Ułożył je na swojej twarzy obok draśnięcia nad brwią. Czyli zauważył moje trzęsące się ręce. Zawsze mnie zdradzają w najbardziej nieodpowiednich momentach. Obmyłam to wodą i po chwili przykleiłam plaster w to miejsce. Namoczyłam tym razem wacik i przyłożyłam go do brody. Zahaczyłam przypadkiem palcem o jego dolną wargę. Wstrzymałam oddech i przeniosłam wzrok prosto w jego oczy. Zauważyłam coś dziwnego tym spojrzeniu..coś innego. Jego żuchwa się poruszyła, a na czole pojawiła się ledwie zauważalna zmarszczka. Poczułam jego dłonie na moich nadgarstkach. Nasze twarze z każdą sekundą zaczęły się zbliżać, a bicie mojego serca wzrastało niesamowicie. Przełknęłam ślinę, nie wiedziałam co się miało teraz wydarzyć. Podświadomość mi nasuwała jedną myśl, ale nie chciałam jej dopuścić do siebie, czekałam. Po prostu czekałam co dalej się wydarzy. Nathan po chwili zacisnął szczękę i odsunął się ode mnie. Wstał z łóżka i głośno chrząknął.
-Dzięki.-oznajmił, a ja popatrzyłam się na niego nie rozumiejąc.-Za opatrzenie.-wyjaśnił. Kiwnęłam pospiesznie głową i wydukałam ciche ‘’nie ma sprawy’’. Wciąż do mnie nie dochodziło co tu tak naprawdę przed chwilą się stało. Zauważyłam, że narzucił na siebie koszulkę i po chwili wyszedł zatrzaskując drzwi. Wstałam z łóżka będąc wciąż w niemałym osłupieniu. Zebrałam wszystkie waciki i inne opatrunki z łóżka , aby je wyrzucić. Robiąc to wszystko, w mojej głowie panowała kompletna pustka. Nie mogłam się otrząsnąć. Niby nic nie zrobiliśmy, ale..ale to wyglądało tak jakbyśmy czegoś oczekiwali. Jeszcze brakuje tylko tego, że pomyśli sobie iż ja chciałam..chciałam go..nie! Ja nic nie chciałam. Jeśli już, to on. Tak. Tak właśnie będę sobie tłumaczyć. Pokręciłam głową i wygładziłam swoją bluzkę. Wyszłam z pokoju i schodziłam po schodach. Zanim doszłam do salonu, zobaczyłam, że obok mnie jest pokój, w którym są uchylone drzwi. Ciekawa co tam może być ruszyłam w tym kierunku. Kiedy znajdowałam się wystarczająco blisko, usłyszałam rozmowę. Nathana i Jamesa. Oparłam się o ścianę i wysunęłam lekko głowę, aby więcej słyszeć.

-Jesteśmy ich pionkami w jakiejś popieprzonej grze James!- głośny krzyk Nate’a dobiegł do moich uszu.-To nie są żarty. Tym razem nie jest jak kiedyś, że to my mieliśmy nad nimi przewagę. Teraz ktoś dowodzi Fighter’s i wiedz, że to nie jest ktoś zwyczajny. Naszym zadaniem jest dowiedzieć się jak najwięcej o tej osobie i ją odnaleźć. Teraz oni chcą nas zastraszyć i ich celem jest Katherine.-momentalnie moje ciało się spięło.-Ta cała osoba, co stoi za tym wszystkim, czegoś od niej oczekuje. Nie wiemy co, ale będziemy nad tym pracować, dopóki nie osiągniemy tego co chcemy. A na razie ty miej się na baczności, bo odkąd rozeszła się wiadomość, że Katherine jest twoją rodziną stałeś się dla nich kolejnym haczykiem i mogą wszystko wykorzystać przeciw tobie. Oni się nami bawią. I jeśli nie złapią Kate, mogą zrobić wszystko. Od teraz są nieprzewidywalni. - wypuściłam wstrzymywane powietrze i oparłam głowę o ścianę. Przymknęłam oczy, starając się uregulować oddech. Teraz już wiem, że nie jestem bezpieczna. Nikt nie jest. 
______________________________________
Powróciłam i mam rozdział! :D Wytłumaczenie z powodu mojej nieobecności mam jedno: choroba. Tak więc nie ma co dalej drążyć, nie było mnie, ale jestem i mam nadzieję, że nie uciekliście ode mnie :D 

piątek, 18 września 2015

VIII rozdział

Przez swoją nieuwagę, siedzę właśnie na krześle trzymana przez jakiegoś umięśnionego faceta. Naprzeciwko mnie stoi Nathan, którego mina mówi wszystko. Czuję się jak małe dziecko przyłapane na gorącym uczynku czekające na karę od rodziców. Jack patrzy się na mnie zdziwiony, ale widać, że jednocześnie ucieszony z obrotu sytuacji. W sumie, gdyby nie ja pewnie byłaby tu strzelanina, której zapobiegłam. Znając życie, dla Nathana to nie będzie wystarczało, aby mnie usprawiedliwić. Powinnam czuć strach, ale o dziwo jeszcze mnie nie dopadł. W tej chwili jedynie myślę o Alex, która na pewno gdzieś tu jest.
-Witaj Katherine, nie mieliśmy jeszcze okazji się poznać. Jestem Jack Morgan-wyjął dłoń z kieszeni i skierował w moją stronę. Spojrzałam na nią wykrzywiona i tak samo na chłopaka.
-Daruj sobie.-syknęłam. Nie wiem skąd wzięła się we mnie taka odwaga. Może i ze względu na to, że nie mogę się poruszyć przez jakiegoś gościa. Może i przez to, że to on ma Alex. Nie wiem, ale taka postawa zdecydowanie mi odpowiada. Jack spojrzał się na mnie zdziwiony, lecz zaraz po tym przybrał kamienny wyraz twarzy i schował dłoń z powrotem do kieszeni. Spojrzałam się na Nathana, który ledwo zauważalnie uśmiechnął się pod nosem.
-Widzę, że masz cięty języczek. Wiadomo po kim.-oznajmił, na co ja zdziwiona uniosłam do góry brwi. Oczekiwałam od niego wyjaśnień, jednak bez skutku. Spojrzał się na Nathana i ruchem głowy pokazał, aby poszedł za nim. Po chwili wyszli z pomieszczenia razem z jakimś chłopakiem, który stał w rogu. Zostałam tylko ja, umięśniony facet, który mnie trzyma i James. Ten ostatni uważnie przyglądał się dla wychodzących osób, potem spojrzał się na chłopaka za mną.
-Matt, może wyjaśnisz mi co ty u diabła tutaj robisz?- James pomimo spokojnego wyrazu twarzy, zabrzmiał poważnie z wyczuwalną nutką złości w głosie. Po chwili nie czułam już żadnego ciężaru na ramionach i chłopak, który mnie do tej pory trzymał stanął przed Jamesem. Spojrzał się na niego niepewnie i podrapał ręką tył głowy.
-Nie miałem wyboru James..-oznajmił i oparł się o ścianę. Owen przestał okazywać opanowanie i widać, że jego wytrzymałość dobiegła końca.
-Nie pieprz głupot Evans. Wybór jest zawsze.-zmierzył go wściekłym spojrzeniem.-Dołączyłeś do Fighters tym samym zostawiając nas. Traktowaliśmy ciebie jak brata, byłeś naszą rodziną. Należałeś do niej.- westchnął i uważnie przyglądał się dla niego, czekając na jego reakcję. Zdziwiły mnie jego słowa. Ten chłopak, który jeszcze niedawno przykładał mi nóż do szyi i trzymał abym nie uciekła, był w dobrych relacjach z chłopakami. Jak to stwierdził James, był ich rodziną. Tylko dlaczego był? Matt patrzył się na niego z niepewnym wyrazem twarzy. Widziałam w jego oczach ból..tak bardzo widać było po nim jak cierpi. Schował twarz w dłoniach, opierając ręce na kolanach. Przyglądałam się dla niego z nieskrywaną ciekawością. Uznałam, że na razie muszę siedzieć cicho.
-Mają mojego brata.-oznajmił przytłumionym głosem. James gwałtownie się wyprostował i uniósł jedną brew do góry.
-Co?- zapytał chcąc się upewnić. Matt odsłonił twarz i spojrzał się na niego bezradnie.
-Powiedziałem, że..
-Słyszałem.-urwał mu i pokręcił głową.-Jak to mają go?- zapytał wciąż nie rozumiejąc. W sumie nie on jeden. Ja w ogóle nie mam pojęcia o co tu chodzi.
-To był czysty szantaż. Jeśli dołączę do nich- oni go nie skrzywdzą. Musiałem to zrobić..nie miałem wyjścia. Oni wciąż go mają i jeden mój zły ruch może spowodować, że Lukas na tym ucierpi.-westchnął cicho i spuścił wzrok na dół. Poruszyłam się niepewnie na krześle i spojrzałam na Jamesa, który zmarszczył brwi.
-Dali ci dowód na to, że go mają?- zapytał się przechylając lekko głowę na bok. Matt zawahał się i spojrzał na niego zmieszanym wzrokiem.
-Nie.., ale przecież to Fighters, oni są zdolni do wszystkiego.-głośno przełknął ślinę.
-Z tego co mówiłeś mi pół roku temu, to Lukas jest w wojsku. Wątpię, że fatygowaliby się jechać poza kraj żeby tylko dać ci dowód, że mają go na oku.-wzruszył powoli ramionami. Matt spojrzał się na niego tak, że pojawiały się u niego oznaki nadziei.
-Nie wiem.., ale powinieneś zrozumieć, że wolałem nie ryzykować.-westchnął i spojrzał się na widok za oknem.
-I tak mogłeś nam powiedzieć. Na pewno byśmy coś zdziałali.-spojrzał się na niego nieco łagodniejszym wzrokiem.
-Nie chciałem robić wam większych problemów..Nathan i tak ma już dużo na głowie.-zmarszczył brwi i zwrócił się w stronę Jamesa niepewnym wzrokiem.-Znalazł je?
-Wciąż szuka. Na razie nie ma żadnych śladów.-oznajmił. Matt kiwnął w zrozumieniu głową. Po chwili Owen jakby sobie o czymś przypomniał, zapytał się swojego rozmówcy z wyraźną ciekawością.-Po co mówisz mi te wszystkie rzeczy? Przecież należysz do Fighters, nie powinieneś raczej o tym rozmawiać.
-Ja..-zawahał się.-Chciałbym ciebie i was wszystkich przeprosić..i sprawić żebyście mi wybaczyli.-spojrzał się na niego wykrzywiając usta w słabym uśmiechu. James uniósł do góry brwi i widać w nim było zdezorientowanie.
-Chcesz do nas wrócić?- zapytał się jakby nie do końca rozumiejąc.
-Chciałbym, ale..-zanim zdążył dokończyć, usłyszeliśmy strzał. Gwałtownie zerwałam się na równe nogi i spojrzałam na drzwi, z których dobiegł huk. Nathan tam był. Pomimo strachu i bijącego serca, które wręcz krzyczało abym uciekała, chciałam tam wejść. Kiedy miałam już postawić krok w tą stronę, poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Obróciłam się i spojrzałam na Matta z pytającym wyrazem twarzy. Myślałam, że powie coś do mnie, ale on zwrócił się do Jamesa, który miał wchodzić do pomieszczenia, z którego słychać było strzał.
-Mogę wam pomóc znaleźć tę dziewczynę.- oznajmił, a ja już wiedziałam, że chodzi o Alex. Kiwnęłam pospiesznie głową, kiedy się na mnie spojrzał. James skierował swój wzrok na drzwi, aby potem zwrócić się na nas. Widać, że się wahał. Zostać i pomóc dla Nathana, czy pójść z nami po Alex?
-Idźcie sami. Ja sprawdzę co się tam dzieje.-wyjął z kieszeni broń i ją odbezpieczył.- Kate, spotkamy się w miejscu gdzie miałaś czekać razem z Natalie.-spojrzał się na mnie, jakbym zrobiła coś złego. No dobra, może nie powinnam wychodzić z ukrycia, ale nie moja wina, że się martwiłam…w pewnym sensie. Zanim wyszłam razem z Mattem, podeszłam do Jamesa kładąc dłoń na jego ramieniu.
-Uważaj na siebie.-spojrzał się na mnie z lekkim zdziwieniem i przez chwilę się zastanawiając  kiwnął głową po czym skierował się do drzwi. Po chwili zostałam prowadzona przez blondyna z brązowymi oczami. Nie wiem czemu powiedziałam to do Owena. Ostatnio jakoś czuję z nim więź. Głupio to brzmi, ale tak jest naprawdę. Pewnie dlatego, że okazał się moim kuzynem i w końcu mam starszego brata, tak jak zawsze chciałam mieć. Może jak zacznę z nim rozmawiać czy coś w tym stylu, to w pewien sposób zbliżymy się do siebie jako rodzina. Pomimo, że wkurza mnie jego charakter to coś mi podpowiada, że odnajdziemy ze sobą nić porozumienia. Westchnęłam cicho zastanawiając się wciąż nad tym tematem. Szybko jednak przeszłam na zupełnie inny tor. Przypomniałam sobie pytania, które cisnęły mi się na język kiedy James rozmawiał razem z Mattem. Zwróciłam się do chłopaka, który bez słowa szedł przy moim boku.
-Jak dobrze znałeś się z chłopakami? -zapytałam tak, aby w moim głosie nie czuć było ogromnej ciekawości. Wypowiadając to, miałam wręcz setki pytań w mojej głowie. Nienawidzę w sobie tej dociekliwości. Czasami mogę wyprowadzić kogoś z równowagi, ale teraz staram się dobierać ostrożnie słowa. Spojrzał się na mnie zmieszanym wzrokiem. Pewnie go zdziwiło również to, że w ogóle się odezwałam.
-Byli mi najbliższymi osobami.-westchnął- Spieprzyłem to.-oznajmił. Kiwnęłam głową w zrozumieniu.
-Zawsze możesz wszystko naprawić.-wzruszyłam ramionami i spojrzałam na niego starając się dodać otuchy.
-Wątpię, że mi wybaczą po tym co zrobiłem.-wykrzywił usta w uśmiechu, który nie należał do wesołych. Wyglądało to jakby wstydził się za swoje błędy. Rozumiem go. Czasami też tak mam, że nienawidzę siebie za zrobienie czegoś źle. Mam ochotę schować się i nie wychodzić, bo tak mi wstyd, albo jestem zażenowana swoją osobą.
-Nie wiadomo, musisz wszystkiego wypróbować.-oznajmiłam i przechyliłam głowę w chwilowym zamyśleniu.-W sumie to już się odpłacasz. Pomagasz nam znaleźć Alex, a ona jest jedną z najważniejszych osób w moim życiu. Więc jeśli dla nich to nie wystarcza, to ucieknę od nich i pójdę do ciebie.-trąciłam go łokciem w uśmiechu pełnym rozbawienia. Cicho się zaśmiał, co znaczy, że poskutkowało moje rozluźnienie atmosfery.
-Okej, trzymam za słowo.-skierował dłoń w moją stronę, nastawiając mały palec. Uśmiechnęłam się szeroko i złączyłam z nim palce.
-Przyjęte.- oznajmiłam wciąż szczerząc się jak głupia. Czuję, że moja znajomość z Mattem nie zakończy się na dzisiejszym dniu. Dopiero zorientowałam się, że wyszliśmy na zewnątrz drogą, której kompletnie nie znałam.-Gdzie idziemy?
-Za magazyn. Jak będziemy iść w tamtą stronę..-urwał wskazując palcem na ścieżkę przed nami.-..to zobaczymy zaraz mały domek z drewna.-dokończył. Przeszły mnie ciarki na samą myśl o tym, że Alex przez tyle dni tam się znajdowała i przybrałam posępną minę. Jednak kiedy ujrzeliśmy domek, mój wyraz twarzy momentalnie się zmienił. Ucieszyłam się ogromnie, wiedząc, że zaraz zobaczę się z moją przyjaciółką. Tak bardzo mi jej brakowało… Po chwili poczułam jak Matt dotyka mnie ręką wskazując na ziemię.
-Coś ci wypadło.-oznajmił i schylił się, aby podać mi jak się okazało monetę, którą znalazłam w szkatułce. Zanim mi ją dał, najpierw przyjrzał się jej z szokowanym wyrazem twarzy. Uznałam, że wie o co chodzi więc postanowiłam się dopytać.
-Znalazłam ją przed tym jak mnie złapałeś. Wiesz co ona oznacza?- pytając się, wciąż obserwowałam chłopaka z uwagą. Spojrzał się w moje oczy niepewnie.
-To ty jeszcze się nie domyśliłaś?- przełknął głośno ślinę. Przechyliłam głowę unosząc do góry jedną brew.
-A czego miałabym?- zapytałam się wciąż nie rozumiejąc.-Wiesz czemu na szkatułce było moje nazwisko? -spojrzałam się na chłopaka, który wyglądał na przerażonego. Odwrócił wzrok patrząc się na domek przed nami.
-Już jesteśmy, idź za mną.-odparł zwinnie pomijając moje pytania. Co to miało być? Skoro coś wie, to lepiej niech mi powie. Kolejne sprawy nie wyjaśnione, które pozostają moją zagadką. Westchnęłam głośno i powoli przekroczyłam próg drzwi krocząc za Mattem. Ujrzałam dość nieprzyjemne wnętrze domku. Wokół pełno kurzu i stare, wyblakłe zasłony nie nadawały ładnego wyglądu dla pomieszczenia. Skrzywiłam się widząc pełno brudu.
-Tutaj jest Alex?- zapytałam się wskazując na kolejne drzwi przed nami.
-Powinna być.-oznajmił. Zrobił krok do tyłu, aby po chwili kopnąć mocno w drewniane drzwi. Głośny huk dobiegł do moich uszu i po chwili ukazał mi się nieco bardziej zadbany pokój. Weszłam szybko do środka i przeskanowałam wzrokiem dokładnie każdy kąt. Otworzyłam oczy i biegiem ruszyłam w stronę leżącej na kocu Alex. Kucnęłam obok niej i objęłam ją ramionami.
-Obudź się Alex. To ja, Katherine…Już wszystko dobrze, tylko otwórz oczy..proszę-zaczęłam cicho szlochać kiedy zauważyłam, że dziewczyna nie daje żadnych oznak życia. Wtuliłam się mocniej w jej ciało co chwila prosząc, aby się odezwała. Matt podszedł do mnie i spojrzał się na mnie współczującym wyrazem twarzy. Wyjął w jej stronę dłoń i przyłożył dwa palce do jej szyi.
-Puls ma.-oznajmił, na co ja spojrzałam na niego, aby zaraz wrócić wzrokiem do Alex. Przyjaciółka ledwie dostrzegalnie poruszyła dłonią. Rozszerzyłam oczy i z nadzieją patrzyłam na nią oczekując dalszych ruchów. Po chwili jej powieki powoli się unosiły. Wzięłam jej dłoń i ścisnęłam, aby miała pewność, że tu jesteśmy. Kiedy widziała już wszystko, rozejrzała się po pomieszczeniu i w końcu zatrzymała na mnie swój wzrok. Uśmiechnęła się słabo w moją stronę i pociągnęła moją rękę. Mocno się do niej wtuliłam powtarzając do jej ucha, że już po wszystkim.
-Naprawdę przyszliście..-głos miała lekko zachrypnięty i czuć w nim było zmęczenie. Kiwnęłam głową ścierając rękawem od bluzy łzy, które spływały po moich policzkach.
-Tak bardzo za tobą tęskniłam..-cicho oznajmiłam wciąż trwając w uścisku. Po chwili Alex gwałtownie się spięła i spojrzała na Matta.
-Co on tu robi? Jest jednym z nich.-oznajmiła i z przerażeniem wpatrywała się w chłopaka.
-Już nie jest. Gdyby nie on, nie wiedziałabym jak cię znaleźć.-odparłam i posłałam w jej stronę uśmiech.-Wszystko ci potem wyjaśnię.-kiwnęła głową w zrozumieniu i przez chwilę była rozluźniona, ale zaraz znowu się spięła i trochę odsunęła ode mnie. Widziałam w jej oczach strach i coś jeszcze, jednak nie mogłam dokładnie odczytać co.
-Kate..on wciąż żyje. Przecież umarł, byłam na pogrzebie z tobą…Nie wiem jak to możliwe, ale naprawdę...-Alex po chwili przymknęła oczy cicho ziewając.-..wierz mi, mówię prawdę.-oznajmiła i jej powieki zamknęły się do końca. Jej oddech po pewnym czasie się uregulował, a twarz była spokojna. Spojrzałam się na Matta ze zdziwieniem w oczach. Kto dalej żyje, kto umarł? Na czyim pogrzebie byłam z Alex..? Zauważyłam, że w oczach chłopaka kryło się równe zdziwienie, ale również i przerażenie...Coś mi tu nie pasuje. On wie o co chodzi.
________________________________
Tak więc jest kolejny rozdział, z małym opóźnieniem, za co przepraszam :) Przez cały tydzień nie robiłam nic innego jak spałam i uczyłam się, więc miałam problem z nadrabianiem pisania :| Nie obiecuje, że następny pojawi się pojutrze, ale mam nadzieję, że mi się uda :D 




poniedziałek, 14 września 2015

VII rozdział

Pierwszy raz od dłuższego czasu obudziłam się w miarę wyspana. Sama się dziwie, bo przecież nie spałam w swoim łóżku, a jeszcze lepiej nawet w swoim mieszkaniu. Przez chwilę poczułam dziwną pustkę w pokoju więc odwróciłam głowę patrząc na poduszkę obok. Wczoraj… Nathan naprawdę do mnie przyszedł? Nie, to niemożliwe. Ktoś taki jak on z pewnością nie mógłby mi zapewnić poczucia bezpieczeństwa. Na pewno to był sen, albo coś sobie uroiłam..Tylko dlaczego tak dziwnie się czuję, jakby ktoś faktycznie towarzyszył mi wczorajszej nocy? Cicho westchnęłam i przeciągając się wstałam na równe nogi. Podeszłam do okna i ukazała mi się przepiękna, słoneczna pogoda. Ten dzień musi się udać. Alex z nami wróci i wszyscy wyjedziemy… Z tego wyjazdu akurat w najmniejszym stopniu się nie cieszę. Wyjęłam z torby krótkie spodenki i luźną, przewiewną bluzkę. Szybko się przebrałam i patrząc na lusterko obok łóżka zaczęłam się malować używając odpowiednich kosmetyków. Przyjrzałam się swojej twarzy i zdecydowałam tylko nałożyć niewielką ilość tuszu do rzęs. Moja cera nie jest perfekcyjna szczególnie w te dni kobiecej przypadłości, ale dzisiaj jestem ‘’wolna’’ od tego więc moja twarz jest w miarę normalna. Po chwili drzwi otworzyły się na całą szerokość i w progu stanęła uśmiechnięta od ucha do ucha Natalie.
-I jak po nocy?- poruszyłam zabawnie brwiami. Dziewczyna posłała mi pytające spojrzenie.-No co? Myślisz, że się nie domyśliłam co tam wczoraj z Davidem robiłaś?- cicho się zaśmiałam.
-Co? O czym ty mówisz?- usiadła obok mnie na łóżku i po jej twarzy zgadłam, że już wie o czym mówię.  Po chwili dostałam od niej poduszką w głowę na co posłałam jej udawane oburzenie.-Ty świnio! Nic nie robiliśmy, toć ja go nie znam zbyt dobrze!
-Och.., ale jakoś wczoraj po twojej minie wnioskowałam, że jesteś zadowolona z przydzielonej ci osoby w pokoju.-uniosłam do góry jedną brew przyglądając się dziewczynie z rozbawieniem. Natalie wstała i podeszła do drzwi po chwili się obracając twarzą do mnie.
-Może i tak, ale ja chce stracić dziewictwo z osobą, którą kocham i mogę cię zapewnić, że wczoraj z Davidem nic z tych rzeczy nie robiliśmy, nawet jeśli bym chciała.-oznajmiła unosząc do góry głowę. Biedna nie zauważyła, że tuż za nią we własnej osobie stał David. Spojrzałam na nią i przeniosłam wzrok na chłopaka na co Natalie obróciła się i również go dostrzegła. Pisknęła głośno i cofnęła się do tyłu zatrzaskując mu drzwi przed twarzą. Spojrzała się na mnie zawstydzona, ale i wściekła. Te drugie pewnie dlatego, że właśnie tarzam się na łóżku ze śmiechu próbując złapać oddech.
-To nie jest śmieszne! Głupia, czemu mi nie powiedziałaś? Boże co on sobie pomyśli..-westchnęła trzymając się za głowę.-… Uzna mnie za jakąś staroświecką, bo pierwszy raz chce przeżyć z kimś kogo kocham..i jeszcze to wszystko miało podteksty, przecież ja zasugerowałam, że chciałabym z nim to zrobić. Jak ja mu się teraz pokażę na oczy?!-Natalie żwawo gestykulowała rękoma, a ja w tym czasie próbowałam uregulować oddech. Przymknęłam oczy starając się zabrzmieć choć trochę poważnie.
-Ty go naprawdę lubisz, co?- zadałam pytanie uważnie przyglądając się dziewczynie, która przystanęła i przeniosła na mnie zmieszany wzrok.-Bez powodu raczej byś nie przejmowała się jego zdaniem. I to widać, że macie się ku sobie.-puściłam do niej oczko. Natalie cicho się zaśmiała i oparła o ścianę.
-Nie wiem..może i masz rację. A nawet jeśli to ja nie wiem co on do mnie czuje.-westchnęła i przymknęła oczy.
-Mogę cię zapewnić, że dokładnie to samo co ty.-wstałam i podeszłam do przyjaciółki.-A teraz wychodzimy , a ty udawaj jakby tamta sytuacja nie miała miejsca. Poczekaj aż sam coś powie.-poklepałam ją po plecach i po chwili obie wyszłyśmy z budynku niosąc torby. David razem z Natalie, która jednak znowu się zawstydziła, podążali w stronę swojego samochodu. Krocząc w stronę auta, którym wcześniej jechałam poczułam na sobie czyjeś spojrzenie więc obróciłam się na bok i dostrzegłam przeszywający wzrok Nathana. Uważnie obserwował moje ruchy przez co ja z każdym krokiem czułam jak robię się coraz mniejsza. Szybko wsiadłam do samochodu usadawiając się na swoim miejscu. Po chwili Kevin wsiadł i posłał w moją stronę przelotne spojrzenie. Nic nie mówiąc włączył radio, jednocześnie pogłaśniając jakąś rockową piosenkę. Po krótkim czasie Nathan zajął miejsce kierowcy odpalając przy tym samochód. Przeniósł na mnie wzrok i przez pewien czas nie przerywał przyglądania się mojej osobie. Posłałam w jego stronę pytające spojrzenie na co ten przyłożył swój palec wskazujący do ust i powrócił do swojej wcześniejszej pozycji. Wstrzymałam na chwilę oddech. Czyżby on coś sugerował? Najwyraźniej ubiegła noc nie przyśniła mi się, to działo się naprawdę. I tym samym on chciał to udowodnić i przedstawić to tak, abym milczała? Spojrzałam się na chłopaka, który widząc moją reakcje przez lusterko wykrzywił usta w tajemniczym uśmiechu. Oparłam głowę o siedzenie i cicho westchnęłam. W co ty się bawisz Nathan?
                                                     ***
Jechaliśmy naprawdę długo, a wyczułam to po bolących mnie pośladkach i plecach. Nie zatrzymaliśmy się w czasie jazdy na rozprostowanie kości. Przez ten czas cały czas milczałam, a chłopacy co jakiś czas omawiali szczegóły dotyczące miejsca, w którym prawdopodobnie znajduje się Alex. Po ich rozmowie można było wyczuć, że starają się nie mówić zbyt wiele, bo zwracają uwagę na moją osobę. Nie rozumiem dalej tego, dlaczego oni wciąż mają przede mną sekrety. Przecież w końcu i tak wyjdzie wszystko na jaw, prawda? Spojrzałam na widok za szybą i stwierdzam, że pogoda diametralnie się zmieniła. Już nie jest tak słonecznie, a wręcz strasznie ponuro. Czasami nie lubię takich dni, bo wtedy pogoda wpływa na mój nastrój, tak jak teraz. Już nie jestem tak bojowo nastawiona do tego planu. Zaczynam czuć się niepewnie i przechodzą mnie lekkie dreszcze. Mój oddech przyspieszył, kiedy oznajmili, że jesteśmy na miejscu. Powoli wyszłam z samochodu i skierowałam w stronę Jamesa, który wyjmował broń z bagażnika.
-To jest konieczne?- zapytałam się przyglądając z uwagą i strachem dla całego sprzętu. Obrócił się i spojrzał w moje oczy wykrzywiając się w małym uśmiechu.
-Bez tego się nie obejdzie. I od razu mówię. Nawet jeśli to jest dla ciebie nowe, wiedz, że w naszym życiu to wszystko jest normalne, a wręcz staje się codziennością.-wzruszył ramionami i powrócił do wcześniejszych czynności. Kiwnęłam głową chociaż mógł tego nie zauważyć. Na samą myśl o tym, że dzisiaj mógłby ktoś zginąć moim ciałem przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Rozejrzałam się w miejscu jakim byliśmy. Zatrzymaliśmy się niedaleko jakiegoś magazynu, który wyglądał na opuszczony. Pewnie nie było nas widać, bo wysokie, zagęszczone drzewa sprawiały, że pozostawaliśmy niezauważalni. Nie czułam się tutaj dobrze. Było zbyt cicho, a każdy z nas praktycznie w ogóle się nie odzywał. Po chwili ciszę przerwał Nathan, który zawołał nas abyśmy do niego podeszli. Dotknęłam ramienia Jamesa aby zwrócił się w moją stronę.
-Zauważyłam, że razem z Nathanem zachowujecie dystans do siebie.-nie było to tylko stwierdzenie, a również pytanie, bo chciałam uzyskać potwierdzenie i wyjaśnienie. Zielonooki spojrzał się na mnie z wyraźnym zdezorientowaniem.-Widać to.-oznajmiłam uważnie na niego spoglądając.
-Okłamałem go.-powiedział po czym stanął obok Davida. Uniosłam do góry brwi. W sumie coś mi się kojarzy..chyba to było wtedy jak ten cały Jack zadzwonił do nas i stwierdził, że James ma u niego niespłacony dług. Wtedy po pytającym spojrzeniu Nathana i nagłej zmianie nastroju, mogłoby to się zgadzać. Uznałam, że muszą się pogodzić i wyjaśnić sprawy, bo podejrzewam, że nawet ze sobą nie pogadali jak normalni ludzie. Niby nie powinnam się wtrącać, ale jeśli ich podejście do siebie ma wpłynąć na dzisiejszy plan to naprawdę wolałabym aby wszystko było dobrze między nimi. Po chwili zrobiłam to co James i zaczęłam wsłuchiwać się w to co ma do powiedzenia Nathan.
-Obejdziemy magazyn dookoła i wejdziemy tyłami. Razem z Jamesem byliśmy tutaj już nieraz więc znamy dokładnie ten budynek.-spojrzał na niego znacząco.-David z Jamesem będą iść tyłem, a ja z Kevinem na przedzie. Nie widzę sensu aby dziewczyny szły z nami. Pewnie nie zdajecie sobie sprawy, że to nie będzie bezpieczne. Tak więc wy schowacie się w wyznaczonym miejscu i po prostu będziecie czekać. Damy wam telefony żebyście do nas zadzwoniły jeśli zauważycie kogoś, kto wchodzi do magazynu lub jest niedaleko was.-spojrzał się najpierw na Natalie aby potem utrzymać dłuższy kontakt wzrokowy ze mną. Wiedziałam, że starał się wyczytać coś z mojej twarzy oczekując jakiejś reakcji. Nie podobało mi się ten plan, bo wolałabym wszystko widzieć i być przy Alex gdy ją odnajdziemy. -Idziemy.-oznajmił i zaczął kierować się przed siebie w stronę porośniętych krzaków. Chwyciłam Natalie za rękę i nawzajem spojrzałyśmy się na siebie z wyraźnym strachem, ale i nadzieją w oczach. Chłopaki szli przodem i każdy z nich ścinał nożem gałęzie, aby umożliwić nam przejście przez zarośla. Moje ręce cały czas się trzęsły co nie uszło uwadze Natalie, która również bała się, ale jej ciało nie zdradzało ją. Przeszliśmy jeszcze kawałek i znaleźliśmy się blisko magazynu. Zatrzymaliśmy się obok grubego i dużego pnia drzewa.
-Tutaj będziecie na nas czekać.-oznajmił Nathan. Natalie jako pierwsza poszła przodem i oparła się o drzewo przymykając oczy. Reszta chłopaków oprócz Nathana kierowali się dalej. Niebieskooki podszedł do mnie i złapał mnie za dłoń otwierając ją. Poczułam zimny metal na skórze i spojrzałam w dół. Przyjrzałam się uważnie dla ostrza, który trzymałam w dłoni. Uniosłam głowę i spojrzałam się na chłopaka pytająco.
-Przyda ci się.-spojrzał się intensywnie w moje oczy. Kiwnęłam niepewnie głową i po chwili widziałam już tylko oddalającą się sylwetkę Nathana. Podeszłam powoli do Natalie wcześniej chowając do kieszeni nóż. Siedziałyśmy przez dłuższy czas cicho. Każda z nas miała natłok myśli. Nie potrzebowałyśmy słów aby nawzajem siebie zrozumieć. Poczułam coś dziwnego, jakbym musiała coś zobaczyć. Wyjrzałam przez pień drzewa i dokładnie się rozejrzałam. Nic się nie zmieniło i nikogo nie było. Dalej tak samo cicho jak przedtem. Po chwili do naszych uszu dobiegł przeraźliwy krzyk pełen bólu. Razem z Natalie wstrzymałyśmy oddechy i nasze ciała się spięły. Nie czekając na to co powie przyjaciółka, ruszyłam biegiem kierując się dokładnie tak samo jak chłopaki. Usłyszałam wołanie Natalie, jednak starałam się to ignorować i nie przerywałam czynności. Kiedy znalazłam się na tyłach budynku, rozejrzałam się uważnie wokół siebie. Nie wiem jakim cudem wzbierała się we mnie pewność siebie podczas biegu, ale teraz jest zupełnie inaczej. Zaczęłam się bać. Po co ja wychodziłam z ukrycia, co mi strzeliło do głowy? Co jeśli to nie był krzyk jednego z naszych? Najwyraźniej kierowałam się również ciekawością, która zbyt często mi towarzyszy. Obróciłam się do tyłu z myślą, czy może nie zawrócić. Teraz nie miałoby to najmniejszego sensu. Jak już zaczęłam, muszę to skończyć. Jak najciszej potrafiłam, przechyliłam małe drzwi i prześlizgnęłam się sprawnie do środka. Przez cały czas towarzyszył mi strach, a teraz wnętrze magazynu sprawiło, że to odczucie jedynie się zwiększyło. Wokół pełno kurzu na zniszczonych meblach. Po boku okno, które i tak niewiele wpuszczało światła do pomieszczenia. Sama się dziwie, że jeszcze stąd nie zwiałam. Wytężyłam słuch i dokładnie zeskanowałam pomieszczenie. Do moich uszu dobiegły zagłuszone głosy. Kierowałam się w stronę, z której dobiegały dźwięki. Spojrzałam na uchylone drzwi znajdujące się naprzeciwko mnie. Głośno przełknęłam ślinę i drżącą ręką popchnęłam je. Powoli weszłam do pomieszczenia, w którym było pełno regałów, a na nich różnorodne sprzęty, z większą ilością broni. Rozejrzałam się wokół, aby upewnić się, że nikogo oprócz mnie nie ma. Zauważyłam w rogu metalowe schody prowadzące na pierwsze piętro magazynu. Przeszłam obok ściany i kiedy stałam już blisko, niepewnie podniosłam nogę, aby wejść na schodek. Przetrzymałam się poręczy i starałam się jak najciszej wchodzić na górę. Kiedy już doszłam, wyjęłam z kieszeni nóż i przyłożyłam do swojej klatki piersiowej. Głosy stały się już wystarczająco wyraźne. Podejrzewam, że jestem na korytarzu, a drzwi, które są parę kroków przede mną, prowadzą do ludzi, którzy znajdują się w środku. Przejechałam wzrokiem po pomieszczeniu i spostrzegłam wiszącą półkę, na której były poustawiane jakieś małe szkatułki. Ciekawość wzięła górę i dotknęłam palcem jednej z nich, która przykuwała moją uwagę. Niepewnie wzięłam ją do dłoni. Na oko nic nadzwyczajnego, jednak to co było wyryte na niej sprawiło, że zszokowana wstrzymałam oddech. Nie odrywałam wzroku od napisu, którym było moje nazwisko. Drżącymi dłońmi otworzyłam szkatułkę i moim oczom ukazała się srebrna moneta. Wzięłam ją i zauważyłam, że na jednej stronie jest symbol smoka, a na drugiej koziorożca. Byłam tak pochłonięta przyglądaniem się jej, że kiedy do moich uszu dobiegł krzyk, przestraszona podskoczyłam. Złapałam oddech i schowałam monetę do kieszeni, odkładając przy tym szkatułkę na swoje miejsce. Podeszłam do drzwi i przykucnęłam zakładając na głowę kaptur od bluzy. Lekko je uchyliłam i jednym okiem przyjrzałam się sytuacji, która się  odbywała. Pierwszy w oczy rzucił mi się Nathan stojący naprzeciwko jakiegoś chłopaka mniej więcej w jego wieku. Nie był aż tak straszny, ale coś w nim było takiego, że sprawiał iż odczuwałam lęk. Potem ujrzałam, że w kącie stał również nieznany mi dotąd chłopak, a niedaleko James. Przestałam skupiać się na pomieszczeniu i zaczęłam nasłuchiwać dla toczącej się rozmowy.
- Sądzisz, że przyjeżdżając tutaj po tą dziewczynę, pozwolę ci ją ot tak zabrać?- zapytał szatyn patrząc z niemałym rozbawieniem na Nathana.
-Ja nie sądzę, wiem to.-odparł chłopak patrząc się na niego bez wyrazu.-Jeżeli nie chcesz załatwić tego ulgowo, to wiedz, że nie skończy się to dla ciebie dobrze, Morgan.
-Nie wydaję mi się. Oddamy ci Alex, za Katherine. To już zostało ustalone.-czyli to jest ten cały Jack Morgan. Wciąż słuchając jego głosu przechodzą mnie nieprzyjemne ciarki.
-Do czego ci ona potrzebna?- zapytał Nathan i oparł się o ścianę uważnie przyglądając dla swojego rozmówcy.
-Mnie? Dla mnie ona może nie istnieć, jednak pewnej osobie zależy na niej.-oznajmił Jack przewracając w palcach srebrny breloczek.
-Kim jest ta osoba?- na twarzy niebieskookiego przez chwilę pojawiła się ciekawość, która zaraz potem przeminęła i zastąpił ją ten sam wyraz twarzy co wcześniej. Morgan zaśmiał się nieszczerze i spojrzał na Nathana.
-Naprawdę sądzisz, że udzielę ci tej odpowiedzi?- zadał pytanie, które dla niego było retoryczne.-Powiem ci, że kimś kogo nie znasz i uwierz, nie chciałbyś mieć z nim do czynienia.
-W takim razie jesteś osobą, która wykonuje jego polecenia, niczym chłopiec na posyłki?- odparł Nathan z wyraźnym rozbawieniem. Jack nieco się wkurzył i wyprostował, chcąc sprawiać wrażenie strasznego, co i tak nie robiło wrażenia na Nathanie.
-Nic nie wiesz. -odparł marszcząc brwi.-Nie oddamy wam Alex jeśli nie będzie dostarczona Katherine i koniec tematu.-powiedział to w taki sposób jakbym była jakąś rzeczą przez co się wkurzyłam. Nathan gwałtownie podszedł do Jacka widząc, że chce opuścić pomieszczenie. Złapał go za ramię i przekręcił w swoją stronę.

-Mówiłem ci, że nie skończy się to dla ciebie dobrze.-oznajmił i sprawnym ruchem wyjął pistolet z kieszeni celując go w głowę Jacka. Szatyn zrobił to samo w stronę Nathana. Zauważyłam, że James wycelował w Jacka, a chłopak stojący niedaleko w Owen’a. Obserwowałam to z wstrzymanym oddechem. Powoli się wycofałam wciąż kucając i potknęłam się o nogę stolika upadając przy tym na podłogę, przez co ujawniłam swoją osobę. Po chwili poczułam dłonie na swojej twarzy, które zatkały moje usta. Nabrałam powietrza i chciałam krzyknąć, jednak było to zagłuszone przez ręce mojego oprawcy. Zaczęłam się wiercić dopóki nie ujrzałam przy swojej szyi srebrnego ostrza. Wytrzeszczyłam oczy i gwałtownie zaprzestałam jakichkolwiek ruchów. Moje ciało nagle się spięło, a bicie serca momentalnie przyspieszyło. Jedyne co chodziło po mojej myśli, to błaganie o pomoc Nathana...

piątek, 11 września 2015

VI rozdział

Dzisiejszego poranka strasznie nie chciało mi się wstawać z łóżka. Przez chwilę zastanawiałam się po co ja w ogóle tak wcześnie mam się budzić? Niestety przywróciła mnie do myślenia smutna rzeczywistość. Dzisiaj muszę opuścić swój dom, bez żadnego pożegnania. Co prawda i tak planuję tutaj wrócić za dwa miesiące, bo w końcu mam szkołę. Nie mogę jej ot tak opuszczać nawet jeśli mówią, że powrót może się przyczynić do gwarantowanego zagrożenia. Oczywiście nie powiem im o tym, bo od razu by się sprzeciwiali i w końcu nigdy bym tu nie przyjechała. Uważam, że Nathan zbyt szybko podjął się tego planu i za wcześnie chce go zrealizować. Powinien o nas myśleć, a nie tak od razu robić jak jemu odpowiada. Nie wyobrażam sobie mieszkania z nim pod jednym dachem..ile ja go znam? Parę dni. I mam już jemu i tym chłopakom zaufać? Ktoś patrząc z boku pomyślałby, że jestem totalną idiotką, która bezmyślnie pakuje się do mieszkania z tak naprawdę obcymi mi chłopakami. I ta cała akcja z porwaniem Alex, a potem wymianą to już w ogóle jest jakieś wręcz niemożliwe. Jeszcze parę dni temu jeśli ktoś powiedziałby mi, że takie wydarzenia będą miały  miejsce w moim życiu, wyśmiałabym tą osobę nie wierząc jej. Dlaczego musiałam natrafić na ludzi, którzy noszą przy sobie broń..sprzęt, na który sam widok zaczynam się stresować. Czy aż tak wiele wymagam chcąc mieć normalne jak dotychczas życie? Zeszłam z łóżka kierując się do łazienki aby się odświeżyć. Po skończonych czynnościach delikatnie się pomalowałam i zakryłam dokładnie moje straszne wory pod oczami. Nałożyłam na siebie krótkie spodenki i biały top. Zerknęłam na zegarek. Razem z Natalie mamy pół godziny. Prawdopodobnie spóźnimy się, bo zanim wyjdziemy i dojedziemy to trochę nam to zajmie. Sprawdziłam jeszcze dużą torbę, w której mam niezbędne rzeczy i mogłam stwierdzić, że jestem gotowa. Przeleciałam wzrokiem po swoim pokoju. Co jeśli się nie uda i nie wrócę tutaj z powrotem? A co najgorsze nasz plan nie wypali i wyjedziemy bez Alex..? Potrząsnęłam głową i wyszłam z pokoju biorąc do ręki torbę i bluzę. Nie mogę tak myśleć, nie mam nawet prawa. To się musi udać i koniec kropka. Trzeba być nastawionym pozytywnie zawsze i wszędzie. Weszłam do salonu, w którym już siedziała na kanapie Natalie.
-Widzę, że ciężka noc.-odparłam przyglądając się jej zaspanej twarzy.
-Och tak..noc i poranek. Wiesz jak mi się nie chce jechać?- spojrzała na mnie wpół przytomnym wzrokiem.
-Tak, mnie samej się nie chce. Ledwo co z łóżka wstałam.-westchnęłam i skierowałam się w stronę kuchni aby zaparzyć kawę. Oparłam się o blat i włączyłam radio. Kiedy puścili piosenkę Enrique Iglesias’a wbiegłam do salonu i chwyciłam Natalie za rękę.
-Słyszysz to?!-krzyknęłam prosto do jej ucha na co ta się skrzywiła, ale zaraz potem wytężyła słuch. Wyrwała się i wbiegła do kuchni pogłaśniając jak najbardziej piosenkę. Zaczęłyśmy śpiewać razem i tańczyć w rytm muzyki.
-El perdón, kocham to!- krzyknęła głośno w moją stronę. Uśmiechnęłam się szeroko zdając sobie sprawę, że ja również to uwielbiam. Wystarczy jedna piosenka żeby nas obydwie ożywić. Chwyciłyśmy się za ręce i z tańca przeszłyśmy na jakieś wygłupy. Kiedy wykonałam obrót zatrzymałam się w połowie widząc w progu Davida głośno śmiejącego się i łapiącego za brzuch. Natalie zrobiła się cała czerwona i szybko przyciszyła piosenkę. Kiedy chłopak był zdolny wydusić z siebie słowo, w końcu przemówił.
-Wy..-zaczerpnął powietrza.-Co to było? Taniec połamaniec, czy co? Może idźcie na jakiś casting taneczny..-kończąc mówić znowu wybuchł śmiechem. Moje usta zaczęły drżeć w uśmiechu aż w końcu sama zaczęłam się śmiać. Dobrze wiedziałam jak to wyglądało, bo kiedyś Alex nas nagrała jak robiłyśmy prawdopodobnie to samo co przed chwilą.
-Dobra skończ już się nabijać. I tak kiedyś zapomnisz.-oznajmiłam po czym trąciłam go ramieniem i weszłam do salonu.
-Nie mógłbym zapomnieć. Mam to na telefonie.-wchodząc do pokoju pomachał mi przed twarzą telefonem. Rozszerzyłam oczy i pokręciłam głową.
-Usuń to.-odparłyśmy jednocześnie razem z Natalie.
-Nie mam zamiaru. Takie rzeczy trzeba upamiętniać.-puścił do nas oczko i chwycił torby Natalie, które leżały przed drzwiami.
-Upamiętniać..-prychnęłam.-Na pewno zapamiętasz to co ci niedługo zrobimy. Ciekawe czy wtedy będzie ci równie do śmiechu jak dzisiaj. –oznajmiłam dumnie unosząc głowę. Posłał w moją stronę zdziwione spojrzenie, a ja wzruszyłam ramionami nie mając zamiaru wyjaśniać.-A może byś powiedział co tu robisz i dlaczego wynosisz torby?- zapytałam się spoglądając na Davida, który zaczął kierować się w stronę wyjścia.
-Ach tak. Przyjechałem po was. Niepotrzebnie zostawiłybyście u nas samochód. Będziemy jechać dwoma więc kolejny jest niepotrzebny.-odparł po czym wyszedł razem z Natalie. Westchnęłam widząc, że mojej torby nie wziął. Muszę powoli  zacząć się przyzwyczajać do Davida i Natalie, ja to wiem, że oni niedługo będą ze sobą. Każdy by zauważył nawet jak teraz się na siebie patrzą. Nałożyłam buty i bluzę po czym chwyciłam swoją torbę i przerzuciłam przez ramię. Wychodząc zamknęłam za sobą drzwi i przekręciłam klucze w zamku. Wsiadłam do samochodu na tylnym miejscu, bo Natalie zajęła na przodzie.
-Co myślisz o tym całym wyjeździe?- zapytała się Natalie posyłając w stronę Davida delikatny uśmiech. Zauważyłam, że spojrzał się na  mnie z lusterka. Odebrałam to jako, że chciałby aby sami porozmawiali więc włożyłam słuchawki do uszu. Jednak nie włączyłam muzyki, oparłam się o siedzenie i przymknęłam oczy.
-Powiem ci szczerze, że nie wiem co myśleć. Wczoraj po tym jak wyszłyście, Nathan i Kevin wrócili do domu i Nate nie był w najlepszym humorze. Nie byłem chętny do rozmowy z nim, ale dowiedziałem się od Jamesa, który z nim rozmawiał, że coś wspominał o Kate..-kiedy to oznajmił bicie mojego serca przyśpieszyło. Starałam się nie okazywać tego jakbym coś słyszała. –Nie wiem co dokładnie, ale wiedz Natalie..że Nathan miał ciężką przeszłość i zasługuje na szczęście i jeśli Kate może być tą osobą, która jemu to da, to osobiście się z tym zgadzam.-cicho zaczerpnęłam powietrza po czym powoli je wypuściłam. Że co?! Czy ja aby na pewno dobrze usłyszałam? Ja mogę dać szczęście dla Nathana? Jeszcze kiedyś tak sobie myślałam, że chciałabym być tą osobą, ale wiedziałam, że to jest niemożliwe..Dalej tak uważam. Nate jest trudną osobą do rozszyfrowania i czuję, że nie poradzę sobie z nim.
-Naprawdę? Aż ciężko w to uwierzyć..Chyba zacznę obserwować Nathana.-odparła Natalie na co oboje się zaśmiali.
-Tak..oczywiście to moje zdanie, ale chyba dołączę się do tej obserwacji.-znowu się zaśmiali, a ja postanowiłam tym razem włączyć muzykę. Chcę zapomnieć o tym co usłyszałam i żyć tak jakby to nie miało miejsca. Czułam, że powoli odpływam wsłuchując się w tekst piosenki.
                                                ***
Obudziłam się w jakimś dużym pomieszczeniu i..na łóżku? Co ja do cholery tutaj robię? Ostatnio gdzie byłam to w samochodzie, więc jakim cudem znajduję się teraz w jakimś mieszkaniu. Rozejrzałam się wokół. Pokój wygląda przepięknie, kremowe ściany i białe meble. Ogromne lustro naprzeciwko łóżka i duże, szerokie okna. Mogłabym tu zostać już na całe życie..ale zaraz, ja nawet nie wiem gdzie się znajduję. Wstałam i przeczesałam palcami włosy doprowadzając je do porządku. Wyszłam z pokoju i już do moich uszu dobiegł głośny śmiech Davida. Ulżyło mi..czyli nie znajduje się w domu jakiegoś porywacza. Teraz rozpoznałam wnętrze tego domu, a dokładniej domu chłopaków. Zeszłam po schodach i skierowałam się w stronę salonu.
-O już się obudziłaś! A to dobrze, że długo nie spałaś, bo właśnie wyjeżdżamy.-odparł David kiedy przekroczyłam próg pokoju. James siedział rozłożony na kanapie, a Natalie i David siedzieli naprzeciw siebie przy stole. Nathana i Kevina nie dostrzegłam. James spojrzał się na mnie i kiwnął głową co było chyba powitaniem? Nie wiem, ale lekko się uśmiechnęłam i usiadłam obok przyjaciółki.
-Jak długo spałam?- zapytałam się cicho ziewając.
-Niewiele, może jakoś dwadzieścia minut tutaj i licząc jakieś piętnaście minut w samochodzie.-odparła Natalie.
-A jak znalazłam się w łóżku?- uniosłam w górę jedną brew. Natalie i David wymienili ze sobą krótkie spojrzenia.
-Nathan cię zaniósł.-odparł chłopak. Starałam się nie okazywać jakichkolwiek emocji więc jedynie kiwnęłam głową. Po chwili James oznajmił żebyśmy wychodzili, bo wyjeżdżamy. Każdy z nas wstał i zaczął kierować się do wyjścia. O dziwo przed drzwiami leżały moje buty, a bluza wisiała na wieszaku. Sięgnęłam po nią, nałożyłam obuwie i wyszłam z domu. Zaczęłam kierować się za Natalie i Davidem kiedy po chwili usłyszałam wołanie.
-Katherine! A ty gdzie?- zapytał się James po chwili stojąc obok mnie.
-No jak to gdzie? Wsiadam do samochodu nie widać?- spojrzałam się na niego jak na idiotę.
-Niestety, ale musisz jechać z Nathanem i Kevinem.-oznajmił i wskazał na samochód za mną.-Ja prowadzę jeden, w którym jedzie Natalie i David więc nie masz wyjścia.-wzruszył ramionami.
-Jak to nie mam? Przecież będzie miejsce jeszcze jedno.-odparłam zaczynając się stresować. Nie mam zamiaru przebywać z nimi w jednym samochodzie.
-O nie, nie. Cały przód jest dla mnie.-poklepał mnie po plecach.-Nie zjedzą cię. No już, idź.-lekko mnie popchnął zachęcając abym poszła. Spiorunowałam go wzrokiem po czym niepewnym krokiem zmierzałam w stronę auta. Otworzyłam drzwiczki i zajęłam miejsce na tyle. Spostrzegłam, że tylko Kevin jest w samochodzie. Uśmiechnęłam się w jego stronę na co on przewrócił oczami i wrócił do patrzenia się przed siebie. Towarzyski to on nie jest. Cudownie, mam jechać z bipolarnym Nathanem i jakimś gburem Kevinem. Po chwili miejsce kierowcy zajął Nathan. Spojrzał się intensywnie na mnie przez lusterko. Odwzajemniłam spojrzenie, ale szybko je przerwałam nie mogąc wytrzymać jego wzroku, na który moje ciało dziwnie reagowało. Cicho prychnął na co ja uniosłam do góry brwi. Westchnęłam i wyjęłam z kieszeni telefon i słuchawki. Chyba znowu zasnę, jestem jakoś niewyspana. Po chwili przypomniało mi się, że miałam się dowiedzieć gdzie jedziemy. Jednak na razie nie mam zamiaru ich o to pytać. Muszę zapamiętać żeby poruszyć ten temat jak się obudzę.
                                              ***
Poczułam lekkie szarpnięcie w ramie więc otworzyłam powieki i ujrzałam nad sobą Kevina.
-Już jesteśmy.
-Co? Na miejscu?- zapytałam się ziewając.
-Nie. Zatrzymaliśmy się na noc w motelu.-odparł po czym zamknął drzwi. Wyszłam szybko z samochodu i wzrokiem odszukałam Natalie więc ruszyłam w jej stronę.
-Zabiję cię.-syknęłam do niej.
-Mnie? A co ja ci takiego zrobiłam?- zapytała unosząc do góry brwi.
-Zostawiłaś mnie samą z nimi.-oznajmiłam i wskazałam ruchem głowy na Nathana i Kevina stojącego razem z resztą chłopaków.
-Nie przesadzaj. Na pewno nie było aż tak źle.-odparła i kiedy miałam już coś odpowiedzieć, przerwał mi głos Davida.
-Mamy pokoje. Ja z Natalie, James i Kevin i ty razem z Nathanem.-oznajmił na co ja się zaśmiałam.
-Proszę cię, nie rozśmieszaj mnie. Ja w życiu nie będę sama z Nathanem. Idź do niego, ja będę z Natalie.-odparłam i spojrzałam na Natalie, która uśmiechała się pod nosem.
-Kochana..przykro mi, ale mam zamiar dzielić pokój z Natalie.-spiorunowałam go wzrokiem.
-Jak tak, to załatwcie jeszcze jeden pokój i będę spać sama. Jeśli nie zdołacie tego zrobić, będę spać w samochodzie.- oznajmiłam.
-Już to załatwiłem. Obydwoje dzielimy osobne pokoje.-nie wiadomo skąd obok nas pojawił się Nathan wcinając do rozmowy. Spojrzałam na niego i kiwnęłam głową dziękując z ulgą. Może i to zabawnie wyglądało, ale ja naprawdę nie dałabym rady w jednym pomieszczeniu z Nathanem. Ledwo przecież wytrzymałam z nim w samochodzie gdy mnie znalazł leżącą na trawie ze złamaną kostką. Co prawda dalej mam z nią problemy i tylko trochę utykam, ale nie jest źle. Jednak nie było to złamanie, a jakieś obicie, jedynie rana dalej się nie zagoiła. Weszliśmy do motelu i każdy z nas odebrał klucze przy recepcji. Weszłam po schodach ciągnąc za sobą torbę. Kiedy odnalazłam swój numerek na drzwiach, powoli przekręciłam zamek. Usłyszałam po chwili obok siebie kroki więc obróciłam się w tą stronę. Nathan otwierał drzwi do swojego pokoju, który jak się okazało był tuż obok mnie. Wymieniliśmy ze sobą krótkie spojrzenia po czym oboje weszliśmy do pomieszczeń. Wygląd nie był jakiś zniewalający, ale chociaż czułam się w nim bezpiecznie i przytulnie. Rzuciłam się na łóżko i wyjęłam telefon. Było dość późno. Pomimo, że dzisiaj dwa razy się zdrzemnęłam czułam, że byłam gotowa jeszcze raz zasnąć. Wysłałam sms’a do Natalie pytając się gdzie jest łazienka kiedy zauważyłam, że nie ma jej w pokoju. Po chwili otrzymałam odpowiedź.
Od Nat: ‘’Jest jedna łazienka na każdym piętrze. P.S. Nie oczekuj ode mnie odpowiedzi za jakiś czas..mogę być zajęta :*’’.
Czytając to cicho się zaśmiałam. Natalie rzadko bywa dość bezpośrednia, a jeśli już jest to naprawdę w jej wykonaniu śmiesznie to brzmi. Wiedziałam, że musi coś się za tym kryć jeśli będzie dzielić pokój z Davidem. Westchnęłam głośno i wypakowałam piżamę i żele pod prysznic z torby. Znowu położyłam się na łóżku i odczekałam jakoś dziesięć minut. Często tak robię zanim pójdę się kąpać, taki zwyczaj, który nie da się wyjaśnić. Wstałam i wzięłam ręcznik leżący na łóżku po czym wyszłam z pokoju. Przeszłam kawałek rozglądając się po korytarzu w poszukiwaniu łazienki. Kiedy już znalazłam, przekroczyłam próg drzwi i zetknęłam się z czyjąś klatką piersiową. Nieświadomie dotknęłam dłońmi torsu jakiegoś chłopaka aby złapać równowagę i poczułam czyjeś dłonie na swojej talii. Zaczerpnęłam powietrza uświadamiając sobie do kogo te dłonie należą. Uniosłam do góry głowę napotykając niebieskie tęczówki. Spaliłam się ze wstydu kiedy dotarło do mnie, że chłopak stoi w samym ręczniku. Odsunęłam się i zeskanowałam jego ciało. Sama się dziwie, że tacy ludzie z takim ciałem istnieją naprawdę. Kiedy patrzyłam się na niego jak zahipnotyzowana, przywrócił mnie do rzeczywistości głęboki głos Nathana.
-Uważaj.- odchrząknął i szybko mnie wyminął. Potrząsnęłam głową zażenowana swoją osobą. Chwilowe zetknięcie z jego ciałem potrafi mnie tak szybko wyprowadzić z równowagi, fizycznie jak i psychicznie. Dlaczego on tak na mnie działa? Wiecznie będę zadawać sobie to samo pytanie, na które dalej nie posiadam odpowiedzi. Szybko umyłam swoje ciało i owinięta ręcznikiem wyszłam z łazienki. Otworzyłam drzwi do pokoju, które zaraz zamknęłam. Przebrałam się w piżamę dopiero w pokoju. Zasłoniłam żaluzje i zgasiłam lampkę. Wskoczyłam pod kołdrę dokładnie się nią owijając. Nie rozumiem wielu rzeczy związanych z Nathanem..Przecież mógłby on być dla mnie obojętny, nie mieć żadnego znaczenia, prawda? Jednak jego osoba mnie strasznie ciekawi. Chciałabym dowiedzieć się więcej o nim. I czy David może mieć rację, że ja mogłabym dać dla niego szczęście? Jeśli tak, to czemu nie biorę się za to? Czemu nie stawiam tych kolejnych kroków w podbudowaniu naszej relacji? Jest tak wiele pytań, które mi się nasuwa i tak wiele odpowiedzi, które są niezgodne z pytaniami. Czy to ma sens? Prawdopodobnie nie, ale właśnie te wszystkie myśli pojawiają się w mojej głowie i za nic nie mogę się ich pozbyć. Sekundy, minuty mijały, a ja dalej nie mogłam zasnąć. Czy już wspominałam, że ciężko jest mi się zaaklimatyzować w miejscu, w którym nigdy nie byłam? Właśnie mam z tym problem. Aby zasnąć powinnam mieć przy sobie jakąś osobę, ale niestety nikogo takiego nie ma więc nie ma żadnych szans na sen. Zaczęłam stukać nogą w ścianę i pstrykając palcami tworzyłam jakieś rytmy. Robiłam tak parę minut kiedy usłyszałam przekręcającą się klamkę. Zaprzestałam czynności i uważnie przyglądałam się osobie, która po chwili otworzyła drzwi. Gwałtownie usiadłam zdając sobie sprawę kim jest ta osoba.
-Co ty robisz do cholery?- zapytał cicho patrząc się na mnie uważnie. Przełknęłam ślinę i zaczęłam bawić się palcami.
-Nie mogę zasnąć.-odparłam i uniosłam głowę przyglądając się Nathanowi.
-A żeby to udowodnić postanowiłaś kopać w ścianę?- prychnął i oparł się o ścianę.
-Nie..zrobiłam to nieświadomie. Po prostu strasznie mi się nudzi, a kiedy jestem w nieznanym miejscu sama, to zawsze nie mogę zasnąć.-wyznałam i cicho westchnęłam. Powróciłam znowu do leżenia i przyglądałam się sufitowi, który miał dość ciekawe wzory. Usłyszałam zbliżające się kroki i po chwili druga połowa łóżka ugięła się pod ciężarem. Obróciłam się w stronę Nathana z pytającym wyrazem twarzy.
-Skoro nie możesz zasnąć sama, to może z kimś ci się uda.-trafił w dziesiątkę. Tylko, że nie wiem jeszcze jak to jest zasypiać u boku osoby, która wywołuje u mnie dziwne uczucia. Leżeliśmy w ciszy jeszcze chwilę kiedy postanowiłam zadać pytanie.
-Nathan..co jeśli nie uda nam się odbić Alex?- zapytałam uważnie przyglądając się dla jego profilu.
-Uda się na pewno, a teraz idź spać i nie gadaj.-westchnął .
-Jesteś zmęczony? -zadałam kolejne pytanie nie zwracając uwagi na to, co przedtem powiedział.
-A czy ty musisz być taka?- zapytał wyraźnie zirytowany.
-Jaka?- nie zaprzestałam swoich pytań.
-Właśnie taka. Ciekawska, dociekliwa, strasznie irytująca.-odparł intensywnie mi się przyglądając.
-Jak to już kiedyś powiedziałam: taka moja natura.-odparłam na co chłopak cicho się zaśmiał. Ten dźwięk był wręcz cudowną muzyką dla moich uszu. Zjechałam wzrokiem na jego podbrzusze.-Kto to jest Elizabeth i Maya?- zapytałam nie odrywając wzroku od tatuaży. Kiedy nie doczekałam się odpowiedzi powróciłam wzrokiem do Nathana, który zacisnął szczękę, jednak po chwili odezwał się.
-Elizabeth to moja matka, a Maya młodsza siostra.-oznajmił na co ja się zdziwiłam. Elizabeth..jego zaginiona mama i Maya siostra, którą nie wiedziałam, że ma.
-Wytatuowałeś ich imiona, bo są dla ciebie ważne?- zapytałam i zanim mogłam pomyśleć, przejechałam palcem po tatuażu. Zauważyłam, że chłopak się spiął, ale zaraz potem jego mięśnie się rozluźniły.
-Tak.-odparł, a ja zaczęłam podążać palcem za linią, która przebiegała od jego podbrzusza do szyi. Zatrzymałam się palcem na obojczykach dostrzegając znak nieskończoności.
-Każdy z tych tatuaży ma jakieś znaczenie?- spojrzałam uważnie przyglądając się dla jego ciała.
-Tak, ale o tym dowiesz się z czasem.-odparł cicho i chwycił moją dłoń, którą miałam na jego szyi. Przyłożył mój palec wskazujący do swoich ust i delikatnie go cmoknął. Wstrzymałam na chwilę oddech, a przez moje ciało przeszły przyjemne dreszcze. Poczułam coś na wzór niedosytu kiedy jego ciało przestało się stykać z moim. Chyba zauważył to po mnie więc gestem zachęcił mnie abym się w niego wtuliła. Niepewnie to zrobiłam i jego dłonie znalazły się na mojej talii. Oparłam głowę o jego pierś i poczułam ciepły oddech na swojej głowie.

-A teraz śpij.-nakazał na co przestałam skupiać się na jego palcach kreślących wzorki na moim ciele i wyrównanym, spokojnym oddechu, który mógłby być moim ukojeniem na sen. Po prostu zatopiłam się w jego ramionach odpływając w ubogi świat…
____________________________________
Co o tym sądzicie? Dzisiaj mała scenka z Nathanem i Kate :D Uważam, że ten rozdział nie należy do najlepszych i nic się nie dzieje, jednak w następnym akcja się rozwinie :))

wtorek, 8 września 2015

V rozdział

Kiedyś nadejdzie taki dzień, który znacznie będzie różnił się od poprzednich. Kiedy wstajesz i czujesz, że coś jest nie tak. Po pierwszym otwarciu oczu tego dnia, już wiesz, że jest i będzie inaczej. Ja właśnie tak mam. Nie budzą mnie krzyki Natalie i szarpnięcia Alex, która usilnie próbuje mnie obudzić. Wchodząc do kuchni nie poczuję zapachu naleśników, przy których siedzą obie dziewczyny. Po raz pierwszy w moim życiu, przy śniadaniu nie będzie jednej z najważniejszych osób w moim życiu. A to wszystko przeze mnie. Gdybym nie przystała na przysługę jaką miałam zrobić Jamesowi, on nie musiałby mi się odwdzięczać. Gdyby się nie odwdzięczył-nie byłybyśmy na wyścigach, na których pojawili się ‘’Fighters’’. Czyli gdyby nie to wszystko, moje poranki wciąż byłyby takie same. A jeśli ja czymś zawinie wiem, że muszę to naprawić, ale żeby to zrobić powinnam wiedzieć więcej rzeczy, które pomogłyby mi w znalezieniu Alex. Niestety ja nawet nie mam pojęcia kim są ‘’Fighters’’, nie wiem nawet czym w pełni zajmują się ‘’J&J’’, a nawet nie znam całej historii powstania tej ekipy, gangu czy jakkolwiek można to nazwać. Reasumując: Nie mam nic z zdobytej wiedzy co mogłoby się przydać i kompletnie nie wiem od czego zacząć. Chyba najwyższy czas obmyślić plan, tak teraz włącza się we mnie inna część mojej osoby. Niczym seryjny morderca, który zaczyna przemyślenia ‘’Jak porwać nastolatkę?’’, tylko z tą różnicą, że nie mam zamiaru zabijać, a chce kogoś uwolnić. Po tym jak James wyznał, że Alex porwano, po paru minutach każdy z chłopaków wyszedł z domu informując nas, że sami zaczną poszukiwania, a my lepiej żebyśmy siedziały cicho i czekały. Cóż za wspaniała propozycja, nieprawdaż? Och nie, to był rozkaz. Tylko, że oni nie wiedzą ile dla nas znaczy Alex i no właśnie! To jest nasza przyjaciółka, a nie ich. To nam daje prawo do udzielania głosu w tej sprawie. Nie mamy zamiaru siedzieć i bezczynnie czekać na cud. Tak naprawdę wczoraj po wyjściu chłopaków, razem z Natalie przez całą noc płakałyśmy i modliłyśmy się, siedząc na łóżku i trzymając za ręce. Jakkolwiek absurdalnie to wyglądało, my wierzyłyśmy, że choć odrobinę to pomoże. Tylko, że dzisiaj nie mamy zamiaru płakać, o nie..Tym razem muszę porządnie się ogarnąć ze sobą i nie okazywać emocji przy chłopakach, aby wiedzieli, że jestem gotowa na wszystko. Jednak zanim podejmę jakiekolwiek decyzje, muszę dowiedzieć się wszystkiego co jest skrywane, bo typowa gadka ‘’Im mniej wiesz, tym lepiej’’ jakoś mnie nie przekonuje. T o nie ma najmniejszego sensu, skoro wkroczyłam w ten ‘’świat’’, nawet jeśli pojawiłam się w nim przypadkowo, to tak naprawdę już jestem jego częścią, co prawda bardzo małą, ale jestem. Dlatego, czy nie zasługuję już na wyjaśnienia? Gwałtownie wstałam z łóżka, mając dość bezczynnie leżeć i dalej nic nie robić. Wzięłam jak najszybszy prysznic i wyszłam z łazienki kierując się do szafy. Przejrzałam wszystkie ciuchy, chcąc wybrać wygodne, praktyczne i jednocześnie ładne. Dopiero teraz zauważyłam, że pogoda za oknem jest dość nieciekawa jak na lato. Pomimo, że jest ranek, na dworze jest całkiem ponuro. Zdecydowałam ubrać czarne legginsy i beżowy sweterek. Włosy pozostawiłam takie jakie są i na twarz nałożyłam delikatny makijaż. Do torebki schowałam telefon, plastry, bo po ostatnim ‘’wypadku’’, wolałam się zaopatrzyć i scyzoryk. Tak. Nie wiem na co mi on, ale ostrożności nigdy za wiele, prawda? Skierowałam się w stronę pokoju Natalie i nie pukając, wparowałam do niej głośno krzycząc:
-Obudź się Nat! Nie możemy czekać dłużej, na jakiś cholerny cud!- głośno krzyknęłam i zaczęłam grzebać w jej rzeczach, starając się znaleźć odpowiedni dla niej ciuch na dzisiaj. Poczułam uderzenie czegoś miękkiego na plecach, a potem spadającego na podłogę. Obróciłam się i spojrzałam na dół, gdzie leżała poduszka.
-Nie drzyj się i daj mi spać.-Natalie powiedziała w kołdrę przez co jej słowa były zagłuszone. Ja w nią chociaż poduszką nie rzucam jak mnie budzi. Niesprawiedliwość.
-Teraz wiesz jak ja się czuję, gdy codziennie wisisz mi nad głową drąc się w niebo głosy.-odparowałam i skupiłam się uważnie na ubraniach. W końcu wybrałam jasne jeansy i miętową bluzkę z długim rękawem, rzuciłam w nią ciuchami na co ta wydała z siebie pełen oburzenia okrzyk.
-Złość piękności szkodzi, kochana.-cmoknęłam głośno w jej stronę.- Czekam na ciebie na dole, masz piętnaście minut.-dodałam poważnym głosem po czym skierowałam się w stronę drzwi, które szybko zamknęłam po wyjściu z pokoju.
-Wiesz, że ciebie nienawidzę?!-głośny krzyk doszedł do moich uchu w trakcie schodzenia na dół.
-Tak, ja też cię kocham!- odkrzyknęłam i weszłam do kuchni. Włączyłam radio, zaparzyłam kawę i usiadłam na blacie kuchennym upijając łyk napoju, który z pewnością doda mi energii.
-‘’Wczoraj w okolicach Oxfordu, przy lesie głównym doszło do najazdu gangu w trakcie zakazanego wyścigu. Mężczyźni zaopatrzeni byli w broń,  której prawdopodobnie użyli. Podejrzewanym jest główny członek gangu- Jonathan Turner, który parę lat temu został uznany za winnego jako sprawca zniknięcia jego matki. Policja dalej go poszukuje. Jeśli mają państwo jakiekolwiek informację na jego temat, prosimy zgłosić się na komisariat.’’- Co za brednie wygadują w tym radiu. Nathan nie jest jednym z ‘’Fighters’’, jakim prawem od razu coś takiego zarzucają? Ludzie nie znają granic i czegoś takiego jak prawdy. A jedno mnie zastanawia od dłuższego czasu..Jak on ma zamiar się ukrywać skoro bierze udział w wyścigach? Co jeśli jakiś policjant tam akurat będzie, który normalnie ubrany wpasuje się w otoczenie? Po chwili potrząsnęłam głową i cicho się zaśmiałam z powodu swoich myśli. Chyba za dużo filmów kryminalnych. Zanim zdążyłam zagłębiać się w swoich rozmyśleniach, Natalie wparowała oburzona do kuchni.
-I co niby masz zamiar zrobić? Jak my nie mamy bladego pojęcia o czymkolwiek.-odparła przewracając oczami.
-Dlatego idziemy się dowiedzieć od nich samym o wszystkim.-wyraźnie zaznaczyłam ostatnie słowo. Wstałam i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia, nakładałam buty kiedy Natalie odezwała się.
-A wiesz chociaż gdzie oni mieszkają?- zaprzestałam czynności jakiej robiłam i przystanęłam. Jak mogłam być tak głupia? Tak, Kate wyjdź z domu i kieruj się do nich, nie wiedząc gdzie mieszkają, z pewnością daleko bym zaszła.
-Nie..zapomniałam o czymś tak istotnym.-odparłam wkurzona na siebie, a Natalie zaczęła się ze mnie śmiać. Po chwili na moją twarz wpełznął uśmiech zdając sobie sprawę jak zabawnie to musiało wyglądać.
-Masz szczęście, że ja coś kojarzę.-oznajmiła i zaczęła ubierać buty.
-Jak to kojarzysz? -zapytałam się marszcząc brwi, nie do końca rozumiejąc.
-Możliwe, że zapomniałam wspomnieć o tym, że razem z Davidem postanowiliśmy kiedyś razem gdzieś wyjść..-chciałam już się wtrącić, ale Natalie szybko dokańczała.-..Ale o tym kiedy indziej. Ważne jest to, że wtedy wyjaśnił mi jak dotrzeć do ich domu, bo w czwórkę mieszkają razem.
-Okej..i pamiętasz jak tam dojechać?- zapytałam unosząc do góry brew.
-Początek tak, ale jak wyjedziemy za Oxford to prawdopodobnie mogę trochę namieszać.-przygryzła wargę starając się nie zaśmiać.
-No trudno, najwyżej będziemy błądzić.-wzruszyłam ramionami biorąc do ręki torebkę.
-Ale wiem jeszcze jak wygląda ten dom więc to też nam ułatwia sprawę.-kiwnęłam głową i obie wyszłyśmy z domu. Zamknęłam drzwi na klucz, a Natalie wyjechała samochodem z garażu. Moim samochodem! Co znaczy, że ja będę prowadzić..nieźle to zaplanowała.
-Pierwszy punkt planu jest w trakcie realizacji.- oznajmiłam na co Natalie spojrzała na mnie jak na wariatkę. Wzruszyłam ramionami  i cicho się śmiejąc odpaliłam samochód. No to w drogę!
                                                   ***
Znalazłyśmy się w lesie, nie wiem jakim cudem. Natalie twierdzi, że dobrze podała mi drogę, ale dalej nie wie. W tej chwili to nie mam pojęcia gdzie się dokładnie znajdujemy, ale na pewno gdzieś za Oxfordem..Tak, bardzo konkretna lokalizacja. Wyszłyśmy z samochodu gdyż dalej nie było trasy dla pojazdów. Nie ma tutaj żadnego zasięgu więc nie mam jak połączyć się z mapą. Jesteśmy w kropce. Kiedy tak mijałyśmy co chwila jakieś drzewa i krzaki stwierdziłam, że to nie ma sensu tak krążyć. Jednak nastąpiło objawienie.
-To tam! Widzisz ten biały dom?- Natalie pokazała palcem w miejsce gdzie faktycznie w oddali widać było jakiś dom..Chociaż z takim rozmiarem to nie wygląda na normalne mieszkanie. Zaczęłyśmy kierować się w tą stronę, ale co chwila chowając się za drzewami abyśmy tylko nie zostały zauważone. Stojąc centralnie przed ich domem nie mogłam wyjść z podziwu. Biały z elementami szarości. Czarna brama otaczająca całą ich posiadłość. Nawet kamery w ukryciu mają! Czułam się jakbym stała przed jakąś rezydencją i naprawdę nie przesadzam. Spojrzałam na Natalie, która również była pod wrażeniem.
-On jest cudowny, ale szczerze ci powiem, że nie mogłabym w takim mieszkać.-pokręciła głową i nacisnęła pomarańczowy guzik na bramie. Pokiwałam głową zgadzając się z nią. Ja też bym nie mogła. Czułabym się nieswojo i wątpię, że dałabym radę przyzwyczaić się do takiej wielkości domu. Po chwili brama rozsunęła się i powoli kroczyłyśmy po kamiennej posadzce. Nacisnęłyśmy dzwonek do drzwi i po chwili w progu pojawił się David. Od początku nie zaszczycił mnie ani jednym spojrzeniem, był wpatrzony w Natalie.
-Mówiąc to żebyśmy się spotkali nie miałem na myśli dodatkową osobę towarzyszącą, ale lepsze to niż nic.-cicho się zaśmiał co odwzajemniła Natalie i w końcu przeniósł na mnie wzrok.
-A teraz na serio. W jakiej sprawie przyszłyście?- zapytał uważnie nam się przyglądając.
-Może byś nas wpuścił, bo jakoś niezbyt wygodnie się tak stoi.-zmarszczyłam brwi i zaczęłam tupać jedną nogą wskazując na to, że się niecierpliwie. Wywrócił jedynie oczami i po chwili rozsunął drzwi gestem zapraszając do środka. Przekraczając próg stałam oniemiała dokładnie skanując wnętrze. Co tu dużo mówić? Czysta elegancja i profesjonalizm. Razem z Natalie szłyśmy tuż za Davidem i weszłyśmy do salonu, jeśli faktycznie można to tak nazwać. Usiadłyśmy na sofie, a naprzeciw nas chłopak wciąż uważnie nam się przyglądając. Miałam już zacząć tłumaczyć gdy po chwili do pokoju wszedł James, a za nim Nathan. No pięknie! A myślałam, że ich nie ma. Teraz będę musiała wytrzymać pod spojrzeniem Nathana i komentarzy Jamesa.
-Co one tutaj robią?- jako pierwszy odezwał się zielonooki. Usiedli na fotelach, które są naprzeciwko nas. Musiałam wytrzymać i nie dać się zdekoncentrować przez wzrok chłopaka, który wręcz przeszywał moje ciało na wylot. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam wyjaśniać.
-Przyszłyśmy tutaj abyście nam wyjaśnili wszystko co się dzieję w tym waszym świecie. Kim są Fighters , czego chcą i dlaczego porwali Alex. A przede wszystkim czym wy się zajmujecie.-odparłam i zdecydowałam spojrzeć się na każdego z nich. Nie byli zadowoleni.
-Nie mamy żadnych powodów żeby wam to wyjaśniać.-syknął w naszą stronę James. Popatrzyłam się na niego wściekłym spojrzeniem. Moja postawa się zmieniła. Wstałam i nie spuszczając wzroku z chłopaka zbliżyłam się do niego.
-Nie macie?! Jakbyście nie wiedzieli to Alex jest naszą przyjaciółką. I przypomnę, że to ty sprawiłeś, że pojawiłyśmy się na wyścigu. Ja cię nie prosiłam o przysługę, a to ty mnie, ale nie oczekiwałam tego w zamian. Więc jakbyś nie zauważył to wszystko twoja wina! Więc zamiast siedzieć tak na dupie zrobiłbyś coś do cholery!- kończąc to mówić, głośno nabrałam powietrza po czym wypuściłam. Każdy nagle zaniemówił. Słychać było jedynie nasze oddechy. Wydusiłam z siebie wszystko co chciałam i jestem zadowolona z efektu. James zacisnął usta w wąską linie i przeniósł wzrok na Nathana.
-Powiedz jedynie to co jest istotne. Reszty nie mów.-oznajmił i wzruszył ramionami. Nieco się wkurzyłam, bo nie dowiem się wszystkiego, ale dobre i to jak na początek. James przeniósł wzrok na nas marszcząc brwi.
-Fighters są jak myśliwcy. Polują na ludzi aby dotrzeć do konkretnej osoby. Prawdopodobnie porwali Alex aby sprawdzić czy ma kontakt z kimś na kogo się uwzięli, ale zbierają przypadkowe osoby więc raczej nie mieli akurat jej na celu. My należymy do coś w stylu gangu, jest nas czterech, ale mamy więcej osób tak jakby po naszej stronie.-odpowiedział szybko. Spojrzałam niepewnym wzrokiem na każdego z nich. Dłuższy kontakt utrzymałam z Nathanem, ale przerwał to głos jakiegoś chłopaka
-Chłopaki! Dostaliśmy wiadomość.-wszedł do salonu jakiś brunet. Był ubrany na czarno i wyglądał na trochę starszego ode mnie. Miał całe ręce wytatuowane oraz połowę szyi z tego co dało się zobaczyć. Twarz miał przeciętną i lekki zarost na brodzie. Nathan gwałtownie wstał odbierając telefon z jego ręki.
-Mamy do nich zadzwonić. -spojrzał się na Jamesa, który kiwnął głową.-Kevin przygotuj sprzęt namierzający i włącz zabezpieczenia. –rozkazał na co chłopak szybko wyszedł z salonu. Po paru minutach krzyknął: ‘’Gotowe’’. Nathan oznajmił nam żebyśmy siedziały cicho, bo włączy głośnomówiący. Przytaknęłyśmy i po paru sygnałach odezwał się głęboki głos.
-Cóż za niespodzianka. Nie spodziewałem się, że jednak zadzwonisz Jonathanie.- po usłyszeniu go, przez moje ciało przeszły nieprzyjemne ciarki.
-Do rzeczy Morgan. –odezwał się przybierając głos, który był równie przerażający, jednak jego odebrałam normalnie.
-Akurat ta sprawa jest bardziej skierowana do Owen’a. –odparł po czym James niespokojnie poruszył się na siedzeniu. Nathan patrzył się na niego oczekując jakiegokolwiek gestu z jego strony. Chłopak kiwnął głową i zabrał głos.
-Mów co masz powiedzieć i zakończmy tę rozmowę. –odparł uważnie patrząc na telefon.
-Tak więc pewnie pamiętasz, że masz niespłacony dług u mnie?- zapytał na co James pobladł, a Nathan skierował w jego stronę zdziwione spojrzenie.
-Przecież oddałem ci kasę.-odparł niepewnie.
-Oczywiście. Jednak ona nie była wystarczająca. Może na początek powiem, że mamy waszą dziewczynę.-oznajmił na co ja wstrzymałam powietrze razem z Natalie. James spojrzał się na Nathana, a ten zmrużył oczy wyglądając przez okno. Widać było po nim, że sporo  myślał w tej chwili.
-Przejdź do konkretów Jack.-nakazał po chwili Nathan.
-Alex jak mniemam. Poprzez nią dowiedzieliśmy się, że zna Katherine Mighton..- jak wypowiedział te dwa ostatnie słowa, poczułam wzbierający się strach. –A niedawno doszły mnie słuchy, że James posiada nową kuzyneczkę..jakież moje zdziwienie było gdy okazała się nią właśnie ta dziewczyna. Jak wiecie, rodzina przeważnie płaci za wasze czyny. A przez niespłacony dług mamy dla was propozycję.-oznajmił szybko. Zauważyłam, że każdy z nas jest choć w małym szoku. Ja jednak byłam najbardziej nie o tyle co zszokowana, a zestresowana i przestraszona. Bałam się usłyszeć dalsze słowa wypowiedziane z jego ust.
-Mów.- Nathan utrzymywał wciąż ten sam ton głosu.
-Wymiana. Oddamy Alex , za Katherine. –przez moment czułam, że moje serce zatrzymało swoją pracę. Ciśnienie gwałtownie się podwyższyło, a moje dłonie zaczęły się trząść. Natalie chwyciła mnie za rękę widząc moją reakcje. Spojrzałam na nią. W jej oczach kryło się wyraźne zamieszanie i strach. Przeniosłam wzrok na Nathana, który tym razem odwzajemnił spojrzenie. Pierwszy raz ujrzałam w jego oczach niepewność i..obawę. Podszedł do mnie i przykucnął aby nachylić się w moją stronę.
-Nie oddamy cię. A to co teraz powiem pamiętaj, że nie będzie równało się z prawdą. –szepnął nie spuszczając ze mnie wzroku. Pokiwałam niepewnie głową. Wstał i podszedł do telefonu.
-Ile mamy czasu na podjęcie decyzji?- zapytał. Zauważyłam, że James wstał i zaczął chodzić wkoło, a Kevin patrzył się w telefon ze zmarszczonymi brwiami. Każdy w tym momencie inaczej się czuł. Chociaż Kevina nie znałam, jestem pewna, że już dawno został poinformowany o wszystkim co się dzieje.
-Daję wam dziesięć dni, ale chciałbym usłyszeć już na wstępie za jaką bardziej jesteście decyzją.-oznajmił. James podniósł wzrok na Nathana, który spokojnie poruszył ręką aby był cicho.
-Bardziej przystajemy na propozycję.-odparł, a ja przeniosłam na niego zszokowane spojrzenie. Po chwili jego wzrok uświadomił mi co mówił wcześniej, abym nie brała tego na serio. Westchnęłam cicho, a Natalie mocniej ścisnęła moją rękę.
-W takim razie nie mam więcej nic do powiedzenia. Do zobaczenia niebawem.-oznajmił i po chwili połączenie zostało zakończone. Przez chwilę w pokoju zapanowała cisza. Przerwał ją Nathan opierający się o ścianę.
-Plan jest taki: Wyjedziemy jutro z samego rana. Będziemy kierować się w miejsce gdzie aktualnie przebywają Fighters. Przenocujemy w trakcie drogi w jakimś hotelu i na następny dzień jedziemy dalej. Musimy jeszcze dokładnie obmyślić jak odbić niezauważalnie Alex i najlepiej abyśmy potem wszyscy wyjechali pozostawiając wszystko.- oznajmił Nathan. Każdy na niego spojrzał się zdziwiony. Jak to wyjechać? Po co? Widząc nasze miny powoli wyjaśnił.-Musimy wyjechać, bo jeśli zostaniemy na miejscu, Fighters prawdopodobnie będą chcieli nas znaleźć. Jeśli wiedzą gdzie mieszkacie, pewnie od razu przyjadą do was.-wypowiadając ostatnie zdanie spojrzał się na mnie i Natalie. Przeniosłam na nią wzrok i obie nie wiedziałyśmy co powiedzieć. Zostawić wszystko co mamy i po prostu wyjechać nic nikomu nie mówiąc..?-Od razu mówię, że ja was się nie pytam o zgodę. Tak będzie i koniec. Innego wyjścia nie mamy. Jutro o szóstej przyjeździe do nas.-oznajmił nie patrząc się na nas po czym wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami. Co w niego wstąpiło? Po chwili Kevin również opuścił dom. Zauważyłam, że James mi się przygląda więc podniosłam na niego wzrok. Wstał i zachęcił mnie gestem dłoni abym poszła razem z nim. Zgodziłam się i wstałam kierując w stronę kuchni. Usiadłam na krześle podpierając głowę ręką.
-Przepraszam.-odparł patrząc się prosto w moje oczy. Popatrzyłam się na niego osłupiała.- Przez moją głupotę teraz wy musicie płacić..-spuścił wzrok na swoje stopy. Co jak co, ale po nim przeprosin bym się nie spodziewała. Wstałam od stołu i podeszłam do chłopaka przytulając się mocno. Z początku nie odwzajemnił gestu, pewnie dlatego, że się zdziwił lecz po chwili poczułam jego dłonie na moich plecach.

-Nie wiedziałeś o tym co się wydarzy.-oparłam głowę o jego klatkę piersiową.-Wybaczam ci.-cicho powiedziałam. Nie mam pojęcia jak to wszystko odbierać. Te sytuacje i wydarzenia, które mają miejsce w moim życiu sprawiają, że jestem całkiem zmieszana. Nie mogę zmienić przeszłości, nikt nie może. Nie wiem czy wybrałam dobrze, czy źle wchodząc powoli w ten inny świat. Jestem pewna, że wszystko się zmieni, nawet już zaczyna być kompletnie inaczej. Nie wiedziałam, że spotkają mnie takie rzeczy i będę musiała podejmować decyzje. Wybrać rodzinę i zostać? Na pewno to odpada, bo wolę ratować przyjaciółkę, bo wiem, że po części ja zawiniłam tym, że nie ma jej teraz z nami. Tylko, że jednocześnie ratując ją, piszę się na inne życie. Życie, w którym będzie Nathan..Ale czy tak naprawdę nie chce tego? Przecież sama wcześniej mówiłam, że chce się dowiedzieć więcej o nim, sprawiać żeby był szczęśliwy dzięki mnie.., ale teraz? Teraz już naprawdę nie wiem co robić. Wybierając inne życie sprawię, że ta decyzja zaważy na mojej przyszłości..ale czy pozytywnie, czy negatywnie-tego nie wiem. Jedynie pozostaje mi mieć nadzieję. Nadzieję, że wszystko będzie dobrze i jakoś się ułoży.
____________________________
I co o tym sądzicie? :D Jeśli to czytacie to zachęcam do pozostawiania komentarzy, które na pewno będą mnie motywowały do dalszego pisania :))