wtorek, 8 września 2015

V rozdział

Kiedyś nadejdzie taki dzień, który znacznie będzie różnił się od poprzednich. Kiedy wstajesz i czujesz, że coś jest nie tak. Po pierwszym otwarciu oczu tego dnia, już wiesz, że jest i będzie inaczej. Ja właśnie tak mam. Nie budzą mnie krzyki Natalie i szarpnięcia Alex, która usilnie próbuje mnie obudzić. Wchodząc do kuchni nie poczuję zapachu naleśników, przy których siedzą obie dziewczyny. Po raz pierwszy w moim życiu, przy śniadaniu nie będzie jednej z najważniejszych osób w moim życiu. A to wszystko przeze mnie. Gdybym nie przystała na przysługę jaką miałam zrobić Jamesowi, on nie musiałby mi się odwdzięczać. Gdyby się nie odwdzięczył-nie byłybyśmy na wyścigach, na których pojawili się ‘’Fighters’’. Czyli gdyby nie to wszystko, moje poranki wciąż byłyby takie same. A jeśli ja czymś zawinie wiem, że muszę to naprawić, ale żeby to zrobić powinnam wiedzieć więcej rzeczy, które pomogłyby mi w znalezieniu Alex. Niestety ja nawet nie mam pojęcia kim są ‘’Fighters’’, nie wiem nawet czym w pełni zajmują się ‘’J&J’’, a nawet nie znam całej historii powstania tej ekipy, gangu czy jakkolwiek można to nazwać. Reasumując: Nie mam nic z zdobytej wiedzy co mogłoby się przydać i kompletnie nie wiem od czego zacząć. Chyba najwyższy czas obmyślić plan, tak teraz włącza się we mnie inna część mojej osoby. Niczym seryjny morderca, który zaczyna przemyślenia ‘’Jak porwać nastolatkę?’’, tylko z tą różnicą, że nie mam zamiaru zabijać, a chce kogoś uwolnić. Po tym jak James wyznał, że Alex porwano, po paru minutach każdy z chłopaków wyszedł z domu informując nas, że sami zaczną poszukiwania, a my lepiej żebyśmy siedziały cicho i czekały. Cóż za wspaniała propozycja, nieprawdaż? Och nie, to był rozkaz. Tylko, że oni nie wiedzą ile dla nas znaczy Alex i no właśnie! To jest nasza przyjaciółka, a nie ich. To nam daje prawo do udzielania głosu w tej sprawie. Nie mamy zamiaru siedzieć i bezczynnie czekać na cud. Tak naprawdę wczoraj po wyjściu chłopaków, razem z Natalie przez całą noc płakałyśmy i modliłyśmy się, siedząc na łóżku i trzymając za ręce. Jakkolwiek absurdalnie to wyglądało, my wierzyłyśmy, że choć odrobinę to pomoże. Tylko, że dzisiaj nie mamy zamiaru płakać, o nie..Tym razem muszę porządnie się ogarnąć ze sobą i nie okazywać emocji przy chłopakach, aby wiedzieli, że jestem gotowa na wszystko. Jednak zanim podejmę jakiekolwiek decyzje, muszę dowiedzieć się wszystkiego co jest skrywane, bo typowa gadka ‘’Im mniej wiesz, tym lepiej’’ jakoś mnie nie przekonuje. T o nie ma najmniejszego sensu, skoro wkroczyłam w ten ‘’świat’’, nawet jeśli pojawiłam się w nim przypadkowo, to tak naprawdę już jestem jego częścią, co prawda bardzo małą, ale jestem. Dlatego, czy nie zasługuję już na wyjaśnienia? Gwałtownie wstałam z łóżka, mając dość bezczynnie leżeć i dalej nic nie robić. Wzięłam jak najszybszy prysznic i wyszłam z łazienki kierując się do szafy. Przejrzałam wszystkie ciuchy, chcąc wybrać wygodne, praktyczne i jednocześnie ładne. Dopiero teraz zauważyłam, że pogoda za oknem jest dość nieciekawa jak na lato. Pomimo, że jest ranek, na dworze jest całkiem ponuro. Zdecydowałam ubrać czarne legginsy i beżowy sweterek. Włosy pozostawiłam takie jakie są i na twarz nałożyłam delikatny makijaż. Do torebki schowałam telefon, plastry, bo po ostatnim ‘’wypadku’’, wolałam się zaopatrzyć i scyzoryk. Tak. Nie wiem na co mi on, ale ostrożności nigdy za wiele, prawda? Skierowałam się w stronę pokoju Natalie i nie pukając, wparowałam do niej głośno krzycząc:
-Obudź się Nat! Nie możemy czekać dłużej, na jakiś cholerny cud!- głośno krzyknęłam i zaczęłam grzebać w jej rzeczach, starając się znaleźć odpowiedni dla niej ciuch na dzisiaj. Poczułam uderzenie czegoś miękkiego na plecach, a potem spadającego na podłogę. Obróciłam się i spojrzałam na dół, gdzie leżała poduszka.
-Nie drzyj się i daj mi spać.-Natalie powiedziała w kołdrę przez co jej słowa były zagłuszone. Ja w nią chociaż poduszką nie rzucam jak mnie budzi. Niesprawiedliwość.
-Teraz wiesz jak ja się czuję, gdy codziennie wisisz mi nad głową drąc się w niebo głosy.-odparowałam i skupiłam się uważnie na ubraniach. W końcu wybrałam jasne jeansy i miętową bluzkę z długim rękawem, rzuciłam w nią ciuchami na co ta wydała z siebie pełen oburzenia okrzyk.
-Złość piękności szkodzi, kochana.-cmoknęłam głośno w jej stronę.- Czekam na ciebie na dole, masz piętnaście minut.-dodałam poważnym głosem po czym skierowałam się w stronę drzwi, które szybko zamknęłam po wyjściu z pokoju.
-Wiesz, że ciebie nienawidzę?!-głośny krzyk doszedł do moich uchu w trakcie schodzenia na dół.
-Tak, ja też cię kocham!- odkrzyknęłam i weszłam do kuchni. Włączyłam radio, zaparzyłam kawę i usiadłam na blacie kuchennym upijając łyk napoju, który z pewnością doda mi energii.
-‘’Wczoraj w okolicach Oxfordu, przy lesie głównym doszło do najazdu gangu w trakcie zakazanego wyścigu. Mężczyźni zaopatrzeni byli w broń,  której prawdopodobnie użyli. Podejrzewanym jest główny członek gangu- Jonathan Turner, który parę lat temu został uznany za winnego jako sprawca zniknięcia jego matki. Policja dalej go poszukuje. Jeśli mają państwo jakiekolwiek informację na jego temat, prosimy zgłosić się na komisariat.’’- Co za brednie wygadują w tym radiu. Nathan nie jest jednym z ‘’Fighters’’, jakim prawem od razu coś takiego zarzucają? Ludzie nie znają granic i czegoś takiego jak prawdy. A jedno mnie zastanawia od dłuższego czasu..Jak on ma zamiar się ukrywać skoro bierze udział w wyścigach? Co jeśli jakiś policjant tam akurat będzie, który normalnie ubrany wpasuje się w otoczenie? Po chwili potrząsnęłam głową i cicho się zaśmiałam z powodu swoich myśli. Chyba za dużo filmów kryminalnych. Zanim zdążyłam zagłębiać się w swoich rozmyśleniach, Natalie wparowała oburzona do kuchni.
-I co niby masz zamiar zrobić? Jak my nie mamy bladego pojęcia o czymkolwiek.-odparła przewracając oczami.
-Dlatego idziemy się dowiedzieć od nich samym o wszystkim.-wyraźnie zaznaczyłam ostatnie słowo. Wstałam i zaczęłam kierować się w stronę wyjścia, nakładałam buty kiedy Natalie odezwała się.
-A wiesz chociaż gdzie oni mieszkają?- zaprzestałam czynności jakiej robiłam i przystanęłam. Jak mogłam być tak głupia? Tak, Kate wyjdź z domu i kieruj się do nich, nie wiedząc gdzie mieszkają, z pewnością daleko bym zaszła.
-Nie..zapomniałam o czymś tak istotnym.-odparłam wkurzona na siebie, a Natalie zaczęła się ze mnie śmiać. Po chwili na moją twarz wpełznął uśmiech zdając sobie sprawę jak zabawnie to musiało wyglądać.
-Masz szczęście, że ja coś kojarzę.-oznajmiła i zaczęła ubierać buty.
-Jak to kojarzysz? -zapytałam się marszcząc brwi, nie do końca rozumiejąc.
-Możliwe, że zapomniałam wspomnieć o tym, że razem z Davidem postanowiliśmy kiedyś razem gdzieś wyjść..-chciałam już się wtrącić, ale Natalie szybko dokańczała.-..Ale o tym kiedy indziej. Ważne jest to, że wtedy wyjaśnił mi jak dotrzeć do ich domu, bo w czwórkę mieszkają razem.
-Okej..i pamiętasz jak tam dojechać?- zapytałam unosząc do góry brew.
-Początek tak, ale jak wyjedziemy za Oxford to prawdopodobnie mogę trochę namieszać.-przygryzła wargę starając się nie zaśmiać.
-No trudno, najwyżej będziemy błądzić.-wzruszyłam ramionami biorąc do ręki torebkę.
-Ale wiem jeszcze jak wygląda ten dom więc to też nam ułatwia sprawę.-kiwnęłam głową i obie wyszłyśmy z domu. Zamknęłam drzwi na klucz, a Natalie wyjechała samochodem z garażu. Moim samochodem! Co znaczy, że ja będę prowadzić..nieźle to zaplanowała.
-Pierwszy punkt planu jest w trakcie realizacji.- oznajmiłam na co Natalie spojrzała na mnie jak na wariatkę. Wzruszyłam ramionami  i cicho się śmiejąc odpaliłam samochód. No to w drogę!
                                                   ***
Znalazłyśmy się w lesie, nie wiem jakim cudem. Natalie twierdzi, że dobrze podała mi drogę, ale dalej nie wie. W tej chwili to nie mam pojęcia gdzie się dokładnie znajdujemy, ale na pewno gdzieś za Oxfordem..Tak, bardzo konkretna lokalizacja. Wyszłyśmy z samochodu gdyż dalej nie było trasy dla pojazdów. Nie ma tutaj żadnego zasięgu więc nie mam jak połączyć się z mapą. Jesteśmy w kropce. Kiedy tak mijałyśmy co chwila jakieś drzewa i krzaki stwierdziłam, że to nie ma sensu tak krążyć. Jednak nastąpiło objawienie.
-To tam! Widzisz ten biały dom?- Natalie pokazała palcem w miejsce gdzie faktycznie w oddali widać było jakiś dom..Chociaż z takim rozmiarem to nie wygląda na normalne mieszkanie. Zaczęłyśmy kierować się w tą stronę, ale co chwila chowając się za drzewami abyśmy tylko nie zostały zauważone. Stojąc centralnie przed ich domem nie mogłam wyjść z podziwu. Biały z elementami szarości. Czarna brama otaczająca całą ich posiadłość. Nawet kamery w ukryciu mają! Czułam się jakbym stała przed jakąś rezydencją i naprawdę nie przesadzam. Spojrzałam na Natalie, która również była pod wrażeniem.
-On jest cudowny, ale szczerze ci powiem, że nie mogłabym w takim mieszkać.-pokręciła głową i nacisnęła pomarańczowy guzik na bramie. Pokiwałam głową zgadzając się z nią. Ja też bym nie mogła. Czułabym się nieswojo i wątpię, że dałabym radę przyzwyczaić się do takiej wielkości domu. Po chwili brama rozsunęła się i powoli kroczyłyśmy po kamiennej posadzce. Nacisnęłyśmy dzwonek do drzwi i po chwili w progu pojawił się David. Od początku nie zaszczycił mnie ani jednym spojrzeniem, był wpatrzony w Natalie.
-Mówiąc to żebyśmy się spotkali nie miałem na myśli dodatkową osobę towarzyszącą, ale lepsze to niż nic.-cicho się zaśmiał co odwzajemniła Natalie i w końcu przeniósł na mnie wzrok.
-A teraz na serio. W jakiej sprawie przyszłyście?- zapytał uważnie nam się przyglądając.
-Może byś nas wpuścił, bo jakoś niezbyt wygodnie się tak stoi.-zmarszczyłam brwi i zaczęłam tupać jedną nogą wskazując na to, że się niecierpliwie. Wywrócił jedynie oczami i po chwili rozsunął drzwi gestem zapraszając do środka. Przekraczając próg stałam oniemiała dokładnie skanując wnętrze. Co tu dużo mówić? Czysta elegancja i profesjonalizm. Razem z Natalie szłyśmy tuż za Davidem i weszłyśmy do salonu, jeśli faktycznie można to tak nazwać. Usiadłyśmy na sofie, a naprzeciw nas chłopak wciąż uważnie nam się przyglądając. Miałam już zacząć tłumaczyć gdy po chwili do pokoju wszedł James, a za nim Nathan. No pięknie! A myślałam, że ich nie ma. Teraz będę musiała wytrzymać pod spojrzeniem Nathana i komentarzy Jamesa.
-Co one tutaj robią?- jako pierwszy odezwał się zielonooki. Usiedli na fotelach, które są naprzeciwko nas. Musiałam wytrzymać i nie dać się zdekoncentrować przez wzrok chłopaka, który wręcz przeszywał moje ciało na wylot. Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam wyjaśniać.
-Przyszłyśmy tutaj abyście nam wyjaśnili wszystko co się dzieję w tym waszym świecie. Kim są Fighters , czego chcą i dlaczego porwali Alex. A przede wszystkim czym wy się zajmujecie.-odparłam i zdecydowałam spojrzeć się na każdego z nich. Nie byli zadowoleni.
-Nie mamy żadnych powodów żeby wam to wyjaśniać.-syknął w naszą stronę James. Popatrzyłam się na niego wściekłym spojrzeniem. Moja postawa się zmieniła. Wstałam i nie spuszczając wzroku z chłopaka zbliżyłam się do niego.
-Nie macie?! Jakbyście nie wiedzieli to Alex jest naszą przyjaciółką. I przypomnę, że to ty sprawiłeś, że pojawiłyśmy się na wyścigu. Ja cię nie prosiłam o przysługę, a to ty mnie, ale nie oczekiwałam tego w zamian. Więc jakbyś nie zauważył to wszystko twoja wina! Więc zamiast siedzieć tak na dupie zrobiłbyś coś do cholery!- kończąc to mówić, głośno nabrałam powietrza po czym wypuściłam. Każdy nagle zaniemówił. Słychać było jedynie nasze oddechy. Wydusiłam z siebie wszystko co chciałam i jestem zadowolona z efektu. James zacisnął usta w wąską linie i przeniósł wzrok na Nathana.
-Powiedz jedynie to co jest istotne. Reszty nie mów.-oznajmił i wzruszył ramionami. Nieco się wkurzyłam, bo nie dowiem się wszystkiego, ale dobre i to jak na początek. James przeniósł wzrok na nas marszcząc brwi.
-Fighters są jak myśliwcy. Polują na ludzi aby dotrzeć do konkretnej osoby. Prawdopodobnie porwali Alex aby sprawdzić czy ma kontakt z kimś na kogo się uwzięli, ale zbierają przypadkowe osoby więc raczej nie mieli akurat jej na celu. My należymy do coś w stylu gangu, jest nas czterech, ale mamy więcej osób tak jakby po naszej stronie.-odpowiedział szybko. Spojrzałam niepewnym wzrokiem na każdego z nich. Dłuższy kontakt utrzymałam z Nathanem, ale przerwał to głos jakiegoś chłopaka
-Chłopaki! Dostaliśmy wiadomość.-wszedł do salonu jakiś brunet. Był ubrany na czarno i wyglądał na trochę starszego ode mnie. Miał całe ręce wytatuowane oraz połowę szyi z tego co dało się zobaczyć. Twarz miał przeciętną i lekki zarost na brodzie. Nathan gwałtownie wstał odbierając telefon z jego ręki.
-Mamy do nich zadzwonić. -spojrzał się na Jamesa, który kiwnął głową.-Kevin przygotuj sprzęt namierzający i włącz zabezpieczenia. –rozkazał na co chłopak szybko wyszedł z salonu. Po paru minutach krzyknął: ‘’Gotowe’’. Nathan oznajmił nam żebyśmy siedziały cicho, bo włączy głośnomówiący. Przytaknęłyśmy i po paru sygnałach odezwał się głęboki głos.
-Cóż za niespodzianka. Nie spodziewałem się, że jednak zadzwonisz Jonathanie.- po usłyszeniu go, przez moje ciało przeszły nieprzyjemne ciarki.
-Do rzeczy Morgan. –odezwał się przybierając głos, który był równie przerażający, jednak jego odebrałam normalnie.
-Akurat ta sprawa jest bardziej skierowana do Owen’a. –odparł po czym James niespokojnie poruszył się na siedzeniu. Nathan patrzył się na niego oczekując jakiegokolwiek gestu z jego strony. Chłopak kiwnął głową i zabrał głos.
-Mów co masz powiedzieć i zakończmy tę rozmowę. –odparł uważnie patrząc na telefon.
-Tak więc pewnie pamiętasz, że masz niespłacony dług u mnie?- zapytał na co James pobladł, a Nathan skierował w jego stronę zdziwione spojrzenie.
-Przecież oddałem ci kasę.-odparł niepewnie.
-Oczywiście. Jednak ona nie była wystarczająca. Może na początek powiem, że mamy waszą dziewczynę.-oznajmił na co ja wstrzymałam powietrze razem z Natalie. James spojrzał się na Nathana, a ten zmrużył oczy wyglądając przez okno. Widać było po nim, że sporo  myślał w tej chwili.
-Przejdź do konkretów Jack.-nakazał po chwili Nathan.
-Alex jak mniemam. Poprzez nią dowiedzieliśmy się, że zna Katherine Mighton..- jak wypowiedział te dwa ostatnie słowa, poczułam wzbierający się strach. –A niedawno doszły mnie słuchy, że James posiada nową kuzyneczkę..jakież moje zdziwienie było gdy okazała się nią właśnie ta dziewczyna. Jak wiecie, rodzina przeważnie płaci za wasze czyny. A przez niespłacony dług mamy dla was propozycję.-oznajmił szybko. Zauważyłam, że każdy z nas jest choć w małym szoku. Ja jednak byłam najbardziej nie o tyle co zszokowana, a zestresowana i przestraszona. Bałam się usłyszeć dalsze słowa wypowiedziane z jego ust.
-Mów.- Nathan utrzymywał wciąż ten sam ton głosu.
-Wymiana. Oddamy Alex , za Katherine. –przez moment czułam, że moje serce zatrzymało swoją pracę. Ciśnienie gwałtownie się podwyższyło, a moje dłonie zaczęły się trząść. Natalie chwyciła mnie za rękę widząc moją reakcje. Spojrzałam na nią. W jej oczach kryło się wyraźne zamieszanie i strach. Przeniosłam wzrok na Nathana, który tym razem odwzajemnił spojrzenie. Pierwszy raz ujrzałam w jego oczach niepewność i..obawę. Podszedł do mnie i przykucnął aby nachylić się w moją stronę.
-Nie oddamy cię. A to co teraz powiem pamiętaj, że nie będzie równało się z prawdą. –szepnął nie spuszczając ze mnie wzroku. Pokiwałam niepewnie głową. Wstał i podszedł do telefonu.
-Ile mamy czasu na podjęcie decyzji?- zapytał. Zauważyłam, że James wstał i zaczął chodzić wkoło, a Kevin patrzył się w telefon ze zmarszczonymi brwiami. Każdy w tym momencie inaczej się czuł. Chociaż Kevina nie znałam, jestem pewna, że już dawno został poinformowany o wszystkim co się dzieje.
-Daję wam dziesięć dni, ale chciałbym usłyszeć już na wstępie za jaką bardziej jesteście decyzją.-oznajmił. James podniósł wzrok na Nathana, który spokojnie poruszył ręką aby był cicho.
-Bardziej przystajemy na propozycję.-odparł, a ja przeniosłam na niego zszokowane spojrzenie. Po chwili jego wzrok uświadomił mi co mówił wcześniej, abym nie brała tego na serio. Westchnęłam cicho, a Natalie mocniej ścisnęła moją rękę.
-W takim razie nie mam więcej nic do powiedzenia. Do zobaczenia niebawem.-oznajmił i po chwili połączenie zostało zakończone. Przez chwilę w pokoju zapanowała cisza. Przerwał ją Nathan opierający się o ścianę.
-Plan jest taki: Wyjedziemy jutro z samego rana. Będziemy kierować się w miejsce gdzie aktualnie przebywają Fighters. Przenocujemy w trakcie drogi w jakimś hotelu i na następny dzień jedziemy dalej. Musimy jeszcze dokładnie obmyślić jak odbić niezauważalnie Alex i najlepiej abyśmy potem wszyscy wyjechali pozostawiając wszystko.- oznajmił Nathan. Każdy na niego spojrzał się zdziwiony. Jak to wyjechać? Po co? Widząc nasze miny powoli wyjaśnił.-Musimy wyjechać, bo jeśli zostaniemy na miejscu, Fighters prawdopodobnie będą chcieli nas znaleźć. Jeśli wiedzą gdzie mieszkacie, pewnie od razu przyjadą do was.-wypowiadając ostatnie zdanie spojrzał się na mnie i Natalie. Przeniosłam na nią wzrok i obie nie wiedziałyśmy co powiedzieć. Zostawić wszystko co mamy i po prostu wyjechać nic nikomu nie mówiąc..?-Od razu mówię, że ja was się nie pytam o zgodę. Tak będzie i koniec. Innego wyjścia nie mamy. Jutro o szóstej przyjeździe do nas.-oznajmił nie patrząc się na nas po czym wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami. Co w niego wstąpiło? Po chwili Kevin również opuścił dom. Zauważyłam, że James mi się przygląda więc podniosłam na niego wzrok. Wstał i zachęcił mnie gestem dłoni abym poszła razem z nim. Zgodziłam się i wstałam kierując w stronę kuchni. Usiadłam na krześle podpierając głowę ręką.
-Przepraszam.-odparł patrząc się prosto w moje oczy. Popatrzyłam się na niego osłupiała.- Przez moją głupotę teraz wy musicie płacić..-spuścił wzrok na swoje stopy. Co jak co, ale po nim przeprosin bym się nie spodziewała. Wstałam od stołu i podeszłam do chłopaka przytulając się mocno. Z początku nie odwzajemnił gestu, pewnie dlatego, że się zdziwił lecz po chwili poczułam jego dłonie na moich plecach.

-Nie wiedziałeś o tym co się wydarzy.-oparłam głowę o jego klatkę piersiową.-Wybaczam ci.-cicho powiedziałam. Nie mam pojęcia jak to wszystko odbierać. Te sytuacje i wydarzenia, które mają miejsce w moim życiu sprawiają, że jestem całkiem zmieszana. Nie mogę zmienić przeszłości, nikt nie może. Nie wiem czy wybrałam dobrze, czy źle wchodząc powoli w ten inny świat. Jestem pewna, że wszystko się zmieni, nawet już zaczyna być kompletnie inaczej. Nie wiedziałam, że spotkają mnie takie rzeczy i będę musiała podejmować decyzje. Wybrać rodzinę i zostać? Na pewno to odpada, bo wolę ratować przyjaciółkę, bo wiem, że po części ja zawiniłam tym, że nie ma jej teraz z nami. Tylko, że jednocześnie ratując ją, piszę się na inne życie. Życie, w którym będzie Nathan..Ale czy tak naprawdę nie chce tego? Przecież sama wcześniej mówiłam, że chce się dowiedzieć więcej o nim, sprawiać żeby był szczęśliwy dzięki mnie.., ale teraz? Teraz już naprawdę nie wiem co robić. Wybierając inne życie sprawię, że ta decyzja zaważy na mojej przyszłości..ale czy pozytywnie, czy negatywnie-tego nie wiem. Jedynie pozostaje mi mieć nadzieję. Nadzieję, że wszystko będzie dobrze i jakoś się ułoży.
____________________________
I co o tym sądzicie? :D Jeśli to czytacie to zachęcam do pozostawiania komentarzy, które na pewno będą mnie motywowały do dalszego pisania :))

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz