środa, 2 września 2015

III rozdział

Jak się okazuję, moje poranki nigdy nie mogą być normalne. Jakbym nie mogła obudzić się ze świadomością, że mogę przespać cały dzień, nie mam żadnych spraw do załatwienia czy też jakiś spotkań. Chyba za dużo wymagam, bo w tej chwili słyszę głośne wrzaski nad głową. Mogłabym powiedzieć, że jestem  do tego przyzwyczajona, ale okazuje się , że wręcz przeciwnie. Tak naprawdę, to ja jeszcze ‘’śpię’’, bo nie mogę nawet uchylić powiek, a moje uszy nie są jeszcze zdolne do zrozumienia słów z tych krzyków. Czyli krótko mówiąc: mogłabym spać dalej, gdyby nie mocne szarpnięcia w moje ramie. O..czyli takie pobudki się stosuje w dzisiejszych czasach? Użycie siły w taki sposób na osobie ‘’wpółżywej’’ nie jest odpowiednie. W końcu musiałam się poddać i otworzyłam powieki, chociaż zostało to na mnie wymuszone. Zmrużyłam oczy, gdy ujrzałam przed sobą ekran telefonu. Kto normalny daje coś do przeczytania osobie, która dopiero co wstała?! Och..no tak, Alex.
-Może wepchnij mi do głowy ten telefon, z pewnością obraz będzie wyraźniejszy.- syknęłam w jej stronę. Alex wywróciła oczami i zwiększyła odległość pomiędzy mną, a ekranem. Tym razem mogłam wyraźnie odczytać.
-‘’Bądź gotowa na 18. Przyjedzie po ciebie mój kumpel. Do zobaczenia wkrótce, J.O.’’- przeczytałam na głos. Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc o co chodzi. Alex patrzyła się na mnie jakbym zrobiła coś strasznego.
-A teraz mi wytłumacz kim on jest i gdzie się dzisiaj wybierasz?- zapytała odkładając mój telefon na szafkę. Przesunęła kołdrę i usiadła obok mnie na łóżku.
-Skąd mam wiedzieć kim on jest? I z tego co wiem nigdzie nie planowałam gdzieś wychodzić.-podrapałam się z tyłu głowy i usiadłam na rogu łóżka cicho ziewając.
-Ach tak? Czyli chcesz mi wmówić, że ot tak jakiś nieznajomy do ciebie napisał, który ma twój numer?- odparła nieco zniecierpliwiona. Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na nią wzrokiem, który mówił: ‘’Serio mi nie wierzysz?’’.-To przynajmniej po kolei przypomnij sobie co wczoraj robiłaś i czy rozmawiałaś z jakimś J.O.- wstałam z łóżka i chodziłam powoli wkoło, starając się cokolwiek przypomnieć. No więc tak, cały dzień praktycznie byłam na obiedzie, w trakcie nic ciekawego się nie działo..chyba. Pomijając moment, w którym James poprosił mnie o przysługę. Próbowałam dokładnie sobie przypomnieć ten moment, może coś przeoczyłam?
‘’-Powiedzmy, że się zgodzę..-spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami i mi przerwał.
-Nie pytałem cię o zgodę, jeśli zrobisz mi tą przysługę to proste- ja ci się odwdzięczę.- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Jak miałbyś zamiar się odwdzięczyć?- zapytałam ciekawie. Chłopak cicho się zaśmiał i pokręcił głową.
-Niedługo sama zobaczysz, a teraz..-spojrzał na zegarek, który miał na nadgarstku.-..muszę już iść. Pamiętaj co masz powiedzieć. Do zobaczenia Katherine.’’
Przybiłam sobie otwartą dłonią w czoło. Alex spojrzała na mnie z pytającym wyrazem twarzy. James mówił, że mi się odwdzięczy, może właśnie w ten sposób to zrobi? Inicjały wyraźnie pokazują, że J.O. to James Owen. A z wczorajszej sytuacji można wywnioskować, że on naprawdę zamierza ‘’spłacić’’ moją przysługę. Spojrzałam na Alex, która dalej oczekiwała odpowiedzi z mojej reakcji.
-Możliwe, że zapomniałam wam o czymś wspomnieć z wczorajszego dnia..-przygryzłam niewinnie wargę.
-Och doprawdy? I dopiero teraz masz zamiar nam powiedzieć?- Alex zmierzyła mnie surowym wzrokiem, a ja ledwo zauważalnie skinęłam głową.- Natalie! Chodź szybko tutaj!- głośno zawołała. Dziewczyna wparowała zdyszana do pokoju, ledwo łapiąc oddech. Spojrzała na nas i głośno westchnęła.
-Jezu, nie strasz mnie tak! Myślałam, że coś się stało..-powiedziała powoli się uspokajając i usiadła naprzeciwko mnie na łóżku.
-Oj stało się, stało.- Alex odparła, na co Natalie uniosła do góry brwi.-Katherine, możesz kontynuować.-zwróciła się do mnie wciąż z tym samym wzrokiem. Głośno westchnęłam i zaczęłam mówić.
-Wczoraj w trakcie obiadu odeszłam od stołu, bo zachciało mi się siusiu..-zanim zdążyłam dokończyć Natalie prychnęła chichocząc. Zmierzyłam ją surowym wzrokiem na co szybko się uciszyła.-po wyjściu z łazienki musiałam iść do pokoju Aarona, bo poprosił mnie, abym przyniosła jego bluzę. I niczego nieświadoma weszłam do środka, zamykając drzwi i jak się obróciłam to zauważyłam Jamesa siedzącego na łóżku. Zapytałam go czego tu chce i on powiedział, że przyszedł po to, abym wyświadczyła mu przysługę..-przerwałam, bo zobaczyłam, że dziewczyny są już gotowe wtrącić się więc szybko dokańczałam.- …zanim jednak coś powiecie, wysłuchajcie do końca.- zmierzyłam je wzrokiem.-Powiedział, że w zamian za to, że powiem dla jego rodziców coś o tym gdzie wychodzi to on mi się jakoś odwdzięczy. Na początku nie rozumiałam, bo w końcu powiedzieć to on sam mógł. Tylko, że to nie było prawdą gdzie szedł, a twierdził, że jak ja to powiem to będzie bardziej wiarygodne. No więc w końcu się zgodziłam i on powiedział, że niedługo sama się przekonam jak on się odwdzięczy i potem szybko wyszedł zanim zdążyłam się jeszcze dopytać.-odetchnęłam głośno i czekałam na reakcje z ich strony, która pewnie będzie dość wybuchowa. Przyjrzałam się dziewczynom, które przez chwilę analizowały to co powiedziałam. Po chwili obie gwałtownie wstały.
-I po co żeś wyświadczała mu tą przysługę?! Teraz on będzie chciał się odwdzięczyć w nie wiadomo jaki sposób. Co jeśli cię gdzieś wywiezie do lasu, a ty niczego nieświadoma pojedziesz?!-spojrzałam na Alex niczym wariatkę i głośno się zaśmiałam. Obie dziwnie się na mnie spojrzały nie rozumiejąc mojej reakcji.
-To nie jest śmieszne. Ta sprawa jest naprawdę poważna.-tym razem Natalie zabrała głos.
-Dziewczyny, żyjemy w prawdziwym świecie, a nie jakimś filmie! Naprawdę naoglądałyście się za dużo thrillerów.-spojrzałam na nie rozbawionym wzrokiem.
-Ale ty go nie znasz! Nie wiesz jaki on jest, co jeśli nasze przypuszczenia się sprawdzą?- zapytała Alex wciąż podchodząc zbyt poważnie do tego.
-A wy go znacie? Nie. A ja akurat miałam okazję z nim pogadać i wcale nie sprawiał wrażenia jakiegoś niebezpiecznego.-wywróciłam oczami.
-Może to była tylko jego gra? Chce sprawiać wrażenie normalnego, a potem pokaże swoją prawdziwą stronę.-Natalie powiedziała bardziej do siebie niż do nas.
-A co to jakiś wilkołak, który za dnia jest człowiekiem, a w nocy się przemienia w bestię? Proszę was..nie oszukujmy się, takie analizowanie jest zbyt dziecinne.-wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju zanim dziewczyny zdołały cokolwiek dodać. Zeszłam na dół kierując się do kuchni. Odkąd James okazał się moją rodziną, pojawia się więcej sprzeczek z dziewczynami. Przez chwilę przeszła mi myśl, że może to ja źle robię, ufając dla niego, ale szybko to odrzuciłam. Gdyby naprawdę był taki niebezpieczny, to przy jego obecności czułabym się nieswojo, ale wczoraj nie miałam nawet powodów do tego, bo nie sprawiał wrażenia takiego. Po chwili usiadłam na blacie kuchennym upijając łyka soku pomarańczowego. Usłyszałam po paru minutach głośne kroki zmierzające w moją stronę. No pięknie, cóż znowu chcą? Czy nie wyraziłam się jasno? Dziewczyny weszły do kuchni ze spokojnymi wyrazami twarzy, o dziwo.
-Ustaliłyśmy, że pojedziesz tam pod jednym warunkiem.-oznajmiła Natalie uważnie mi się przyglądając. Zachęciłam ją do dalszej kontynuacji kiwnięciem głową.- Alex pojedzie razem z tobą i nie chcę słyszeć odmowy.-spojrzałam na nią i zaczęłam rozważać czy to aby na pewno dobry pomysł.
-I co jak tam będzie mam wiecznie słyszeć jakieś narzekania albo jej wymysły? Jakoś mi się to nie widzi.-odparłam przekrzywiając głowę.
-Obiecuję, że nie będę niczego wymyślać i postaram się zachować spokój. Pojadę tam aby cię nadzorować żebyś nie zrobiła czegoś głupiego.-oznajmiła Alex z powagą wymalowaną na twarzy. Wywróciłam oczami i cicho westchnęłam.
-Skoro nie ma odmowy to pozostaje tylko jedno wyjście.-wzruszyłam ramionami- To bądź już w pełni gotowa na osiemnastą.-przypomniałam i zeszłam z blatu podchodząc do Alex i Natalie. Położyłam obie dłonie na ich głowach i przetarłam im włosy. Piszcząc głośno rzuciły się na mnie i zaczęły robić to samo co ja im. Po chwili wszystkie trzy wylądowałyśmy na podłodze tarzając się ze śmiechu. Takie chwile uwielbiam w naszym życiu. Sprawiają one, że dzień nabiera kolorów i zapominasz od razu o kłótniach czy innych nieprzyjemnych rzeczach.
                                                   ***
-Kate, a kto ma po nas przyjechać?!-krzyk Alex rozniósł się po całym domu. Weszłam do pokoju, w którym obie dziewczyny leżały na kanapie.
-Nie drzyj się tak.-usiadłam obok nich szturchając łokciem Alex.- Nie wiem, jakiś jego kolega.-wzruszyłam ramionami i rozłożyłam się na kanapie.
-Weź te kopyto z mojego uda.-warknęła Natalie- Czyli jedziecie z jakimś gościem, którego w ogólnie nie znacie..Okej, nie wnikam.-kończąc to mówić, po domu rozbiegł się dźwięk dzwonka. Razem z Alex spojrzałyśmy na siebie, a po chwili na zegarek. Zerwałyśmy się na równe nogi widząc godzinę, na jaką miałyśmy być gotowe. Natalie poszła szybko otworzyć, a my w tym czasie szukałyśmy torebek. Kiedy je znalazłyśmy, usłyszałyśmy odgłosy dobiegające z korytarza. Po chwili do salonu wszedł jakiś blondyn, a zanim Natalie, która zabawnie poruszyła brwiami wskazując na chłopaka. Parsknęłam cicho próbując się nie roześmiać. Przyjrzałam mu się. Miał na sobie kurtkę w kolorze khaki i czarne jeansy. Nie był jakiś zniewalający, ale miał w sobie to coś co z pewnością działało na dziewczyny, ale nie na mnie. No proszę, brązowooki blondyn wpadł w oko dla Natalie, może być ciekawie.
-Cześć, która z was to Katherine?- spojrzał na nas po kolei uważnie się przyglądając.
-To ja.-uniosłam zabawnie rękę do góry.-Ale od razu mówię, jedzie jeszcze jedna.-spojrzałam się na niego oczekując jakiegoś sprzeciwu, ale on jedynie się uśmiechnął.
-Natalie?- zapytał spoglądając na dziewczynę stojącą za nim.-uniosłam do góry brwi. Natalie? Już po imieniu?
-Em..nie. Alex.- oznajmiając to spojrzałam na nią, która była równie zdziwiona jak ja. Po chwili się otrząsnęła i posłała uśmiech w jego stronę. Natalie zmierzyła ją surowym wzrokiem, na co cicho się zaśmiałam. Chłopakowi nieco zrzedła mina, chociaż próbował to ukryć, ale po chwili klasnął w dłonie sprawiając, że zdziwiłam się jeszcze bardziej.
-No to co? Idziemy, już i tak przedłużyliśmy-wypowiadając to spojrzał na zegarek i pokręcił głową. Gestem ręki zaprosił nas abyśmy wyszły pierwsze. Och, cóż za dżentelmen się trafił. Wyszłyśmy z Alex, wcześniej żegnając się z Natalie. Mimowolnie spojrzałam do tyłu i zauważyłam jak Natalie zapisuje dla chłopaka coś na ręku, a ten szeroko się do niej uśmiechnął i coś powiedział. Okej, czyli jednak niekoniecznie miał na myśli być dżentelmenem, tylko po prostu chciał chwilę zostać z Natalie. Ta to ma szczęście do chłopaków..znając ją pewnie już układa wizję jak ten chłopak jej się oświadcza wieczorem na łódce..Tak, właśnie o takich oświadczynach marzy.
-Myślisz o tym samym co ja?- szturchnęła mnie łokciem Alex poruszając zabawnie brwiami.
-To, że nawzajem pożerają siebie wzrokiem i Natalie ma wizję z nimi w roli głównej?- zapytałam śmiejąc się, a Alex pokiwała głową i po chwili śmiałyśmy się obie. Chłopak, którego imienia nie znałam po paru sekundach podszedł do nas i otworzył nam drzwi. Podziękowałyśmy i weszłyśmy do auta, usadawiając się na siedzeniach.
-Jedziemy z osobą, nie znając nawet imienia.-powiedziałam patrząc się na chłopaka, który spojrzał się na nas w lusterku uśmiechając pod nosem.
-David Clark, miło was poznać dziewczyny.-posłał nam uwodzicielski uśmiech, na co po chwili wszyscy się zaśmialiśmy.
-Katherine Mighton, a to jest Alex Martin.- wskazałam na dziewczynę, która puściła do niego oczko wywołując u nas jeszcze większy napad śmiechu.
-Alex nie podrywaj, toć on już jest zajęty.-oznajmiłam kiedy się uspokoiliśmy. David spojrzał na nas z uniesionymi brwiami i pytającym wyrazem twarzy. Wzruszyłyśmy obie ramionami i cicho się zaśmiałyśmy.
-A tak w ogóle, to gdzie jedziemy?- zapytałam robiąc się niecierpliwa.
-Nie mogę udzielić tej informacji. Jakoś nie chce mi się potem Jamiemu tłumaczyć. –pokręcił głową z rozbawieniem.
-Jamiemu?- zapytałam nie bardzo rozumiejąc.
-Tak, przyjaciele nazywają go Jamie.-wzruszył ramionami i skupił się na drodze, pogłaśniając piosenkę, która leciała w tej chwili w radiu. Ciekawe ilu jeszcze rzeczy dowiem się o Jamesie..
                                                      ***
Po jakiś 20 minutach David oznajmił, że dojechaliśmy. Nie bardzo wiedziałam gdzie się znajdujemy więc mam nadzieję, że będziemy miały również odwózkę do domu. Wysiadłam z samochodu uważnie przyglądając się miejscu, w którym się znajdowaliśmy. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam pełno samochodów, ale poza tym było strasznie cicho i ani jednej żywej duszy oprócz nas. Spojrzałam pytająco na Davida.
-Musimy resztę drogi przejść piechotą. Tylko w ten sposób tam się dostaniemy.-wyjaśnił i zrobił parę kroków w przód poczym zwrócił się do nas-lepiej idźcie blisko mnie, jeśli nie chcecie się zgubić.-spojrzał na nas lekko się uśmiechając.
-Ten uśmiech potwierdził mi, że możemy z nim iść. Wydaję się być spoko chłopakiem.-szepnęła mi do ucha poczym podeszła bliżej Davida. Cicho się zaśmiałam i po chwili dołączyłam do nich. Faktycznie David okazuję się być w porządku i całe szczęście, że to on nas podwoził, a nie jakiś nadęty koleś.
Szliśmy tak jakoś dziesięć minut, mijaliśmy sporo ciasnych uliczek i kawałek przeszliśmy przez las. Wychodząc zza rogu jakiegoś budynku dało się słyszeć głośne okrzyki i warkoty silników. Przyjrzałam się dokładnie i ujrzałam tłum ludzi stojących przy różnych sportowych autach. W tle grała głośna muzyka puszczana z ogromnych głośników. Praktycznie wszystkie dziewczyny były skąpo ubrane i wręcz każda kleiła się do jakiegoś chłopaka. Spojrzałam na Alex, która była równie zszokowana jak ja. Obiecałam sobie nie przychodzić na żadne wyścigi samochodowe, po tym jak na własne oczy oglądałam śmierć jakiegoś chłopaka to naprawdę bałam się kolejny raz przyjść na takie imprezy, obawiając się powtórki z tamtej nocy. Przystanęłam i wpatrywałam się w tłum ludzi i samochody, wracając wspomnieniami do tamtej nocy.
‘’Długonoga blondynka głośno krzyknęła ‘’Start!’’, opuszczając czerwoną chustę. Do moich uszu dobiegł pisk opon i jedyne co zostało po samochodach to dym unoszący się w powietrzu. Głośno piszczałam i biegłam w stronę, gdzie była oznaczona meta. Każdy z nas cierpliwie czekał na widok pojawiających się w oddali samochodów. Ekscytacja towarzysząca mi podczas tego wyścigu była niedopisania. Po paru minutach widać było dwa samochody zbliżające się do mety z zniewalającą prędkością. Kiedy auto miało już przekroczyć linię mety, drugi samochód nie wyrobił na zakręcie wpadając w poślizg. Obserwowałam jak przewraca się do góry nogami i po chwili usłyszałam głośny wybuch. Skuliłam się i zatkałam dłonią uszy, zamykając przy tym oczy. Kiedy na chwilę ucichło, otworzyłam powieki i moim oczom ukazał się ogromny ogień wydostający się z samochodu. Słyszałam głośne krzyki i jeden poważnie histeryczny i rozpaczliwy. Było w nim tyle bólu, że można było się domyślić iż osoba, która ucierpiała w wypadku, była mu bliska. Rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu Alex i Natalie, kiedy odnalazłam je wzrokiem, szybko do nich podbiegłam i zaczęłyśmy uciekać jak najdalej stąd. Bicie mojego serca było strasznie szybkie, czułam się okropnie, a najbardziej bałam. Pierwszy raz widziałam na własne oczy coś tak tragicznego. W tym momencie obiecuję sobie, że już nigdy nie pójdę na wyścigi. Nie chcę kolejny raz przeżywać tak samo i oglądać czyjąś śmierć.’’
Poczułam szarpnięcie moim ciałem i ujrzałam przed sobą zatroskaną Alex, a obok niej stojącego Davida. Powracając do tych wspomnień znów poczułam się okropnie i przypomniałam sobie ten strach towarzyszący mi podczas tego. Nie mogę tu być. Nie teraz i już nigdy.
-Katherine, wszystko dobrze?- zapytała się Alex przytulając do mnie. Przyciągnęłam ją bliżej i wtuliłam głowę w zagłębienie szyi.
-Nie jest dobrze..ten, ten wypadek. Co on był..ja nie mogę..-mówiłam przerywając i łapczywie nabierając powietrza. Nie zaczęłam płakać, ale poczułam ogarniający mnie strach.
-Cii spokojnie.- Alex starała się mnie uspokajać, masując dłonią moje plecy, po chwili zaczynało to działać i mój oddech się wyrównał.-Nie wracaj do tego. Staraj się zapomnieć, musisz w końcu przezwyciężyć strach, bo jak nie teraz to już nigdy sobie nie poradzisz.-jej słowa przywróciły mnie do racjonalnego myślenia. Ma rację, muszę stawić czoła temu. –A teraz ogarniaj dupę i chodźmy ponabijać się z tych lafirynd.- mimowolnie się zaśmiałam i odsunęłam od Alex. Na mojej twarzy pojawił się przepraszający uśmiech, który posłałam w stronę Davida. Musiał oglądać tę scenę i na dodatek przez to stracił sporo czasu. Jego gest mnie zdziwił. Podszedł do mnie i lekko mnie objął po czym odsunął się i poklepał po plecach.
-Dasz radę młoda.-posłał w moją stronę pocieszający uśmiech i zachęcił abym poszła obok niego. Uśmiechnęłam się niepewnie i podeszłam w jego stronę razem z Alex. Kiedy przeszliśmy kawałek znajdowaliśmy się już blisko tłumu ludzi. Po chwili zauważyłam kroczącego w naszą stronę Jamesa z jakimiś chłopakami. Podszedł do Davida i wymienił z nim uścisk dłoni, a potem spojrzał na mnie i Alex.
-Witaj Katherine, któż to ci towarzyszy?- zapytał się James posyłając zadziorny uśmiech w stronę Alex.
-To jest Alex, i nie będę się pytać czy przeszkadza ci to, że kogoś przyprowadziłam.-odparłam i wzruszyłam ramionami prawdopodobnie wyprzedzając jego pytanie.

-Nie ma potrzeby. Takie osoby to z wielką chęcią bym widywał częściej.-spojrzał na Alex i puścił do niej oczko, na co ta się zarumieniła. Alex! Alex i rumieńce to jest rzecz niemożliwa, a jednak! Zanim zdążyłam coś dodać, poczułam dziwny prąd przechodzący przez moje ciało, który poczułam gdy tamtej nocy spojrzał się na mnie chłopak w kapturze. Przeszukałam wzrokiem powód, który wywołał u mnie to uczucie i natrafiłam na jego spojrzenie. Chłopaka, którego w ogóle nie znam, a myślałam o nim całą noc. Chłopaka, który wywołuje nieznane mi dotąd uczucie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz