Jak się okazuję, moje poranki nigdy nie mogą być normalne.
Jakbym nie mogła obudzić się ze świadomością, że mogę przespać cały dzień, nie
mam żadnych spraw do załatwienia czy też jakiś spotkań. Chyba za dużo wymagam,
bo w tej chwili słyszę głośne wrzaski nad głową. Mogłabym powiedzieć, że
jestem do tego przyzwyczajona, ale
okazuje się , że wręcz przeciwnie. Tak naprawdę, to ja jeszcze ‘’śpię’’, bo nie
mogę nawet uchylić powiek, a moje uszy nie są jeszcze zdolne do zrozumienia
słów z tych krzyków. Czyli krótko mówiąc: mogłabym spać dalej, gdyby nie mocne
szarpnięcia w moje ramie. O..czyli takie pobudki się stosuje w dzisiejszych
czasach? Użycie siły w taki sposób na osobie ‘’wpółżywej’’ nie jest
odpowiednie. W końcu musiałam się poddać i otworzyłam powieki, chociaż zostało
to na mnie wymuszone. Zmrużyłam oczy, gdy ujrzałam przed sobą ekran telefonu.
Kto normalny daje coś do przeczytania osobie, która dopiero co wstała?! Och..no
tak, Alex.
-Może wepchnij mi do głowy ten telefon, z pewnością obraz
będzie wyraźniejszy.- syknęłam w jej stronę. Alex wywróciła oczami i zwiększyła
odległość pomiędzy mną, a ekranem. Tym razem mogłam wyraźnie odczytać.
-‘’Bądź gotowa na 18. Przyjedzie po ciebie mój kumpel. Do
zobaczenia wkrótce, J.O.’’- przeczytałam na głos. Zmarszczyłam brwi, nie
rozumiejąc o co chodzi. Alex patrzyła się na mnie jakbym zrobiła coś
strasznego.
-A teraz mi wytłumacz kim on jest i gdzie się dzisiaj
wybierasz?- zapytała odkładając mój telefon na szafkę. Przesunęła kołdrę i
usiadła obok mnie na łóżku.
-Skąd mam wiedzieć kim on jest? I z tego co wiem nigdzie nie
planowałam gdzieś wychodzić.-podrapałam się z tyłu głowy i usiadłam na rogu
łóżka cicho ziewając.
-Ach tak? Czyli chcesz mi wmówić, że ot tak jakiś nieznajomy
do ciebie napisał, który ma twój numer?- odparła nieco zniecierpliwiona.
Wzruszyłam ramionami i spojrzałam na nią wzrokiem, który mówił: ‘’Serio mi nie
wierzysz?’’.-To przynajmniej po kolei przypomnij sobie co wczoraj robiłaś i czy
rozmawiałaś z jakimś J.O.- wstałam z łóżka i chodziłam powoli wkoło, starając
się cokolwiek przypomnieć. No więc tak, cały dzień praktycznie byłam na
obiedzie, w trakcie nic ciekawego się nie działo..chyba. Pomijając moment, w
którym James poprosił mnie o przysługę. Próbowałam dokładnie sobie przypomnieć
ten moment, może coś przeoczyłam?
‘’-Powiedzmy, że się
zgodzę..-spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami i mi przerwał.
-Nie pytałem cię o
zgodę, jeśli zrobisz mi tą przysługę to proste- ja ci się odwdzięczę.-
spojrzałam na niego zdziwiona.
-Jak miałbyś zamiar
się odwdzięczyć?- zapytałam ciekawie. Chłopak cicho się zaśmiał i pokręcił
głową.
-Niedługo sama
zobaczysz, a teraz..-spojrzał na zegarek, który miał na nadgarstku.-..muszę już
iść. Pamiętaj co masz powiedzieć. Do zobaczenia Katherine.’’
Przybiłam sobie otwartą dłonią w czoło. Alex spojrzała na
mnie z pytającym wyrazem twarzy. James mówił, że mi się odwdzięczy, może właśnie
w ten sposób to zrobi? Inicjały wyraźnie pokazują, że J.O. to James Owen. A z
wczorajszej sytuacji można wywnioskować, że on naprawdę zamierza ‘’spłacić’’
moją przysługę. Spojrzałam na Alex, która dalej oczekiwała odpowiedzi z mojej
reakcji.
-Możliwe, że zapomniałam wam o czymś wspomnieć z
wczorajszego dnia..-przygryzłam niewinnie wargę.
-Och doprawdy? I dopiero teraz masz zamiar nam powiedzieć?-
Alex zmierzyła mnie surowym wzrokiem, a ja ledwo zauważalnie skinęłam głową.-
Natalie! Chodź szybko tutaj!- głośno zawołała. Dziewczyna wparowała zdyszana do
pokoju, ledwo łapiąc oddech. Spojrzała na nas i głośno westchnęła.
-Jezu, nie strasz mnie tak! Myślałam, że coś się
stało..-powiedziała powoli się uspokajając i usiadła naprzeciwko mnie na łóżku.
-Oj stało się, stało.- Alex odparła, na co Natalie uniosła
do góry brwi.-Katherine, możesz kontynuować.-zwróciła się do mnie wciąż z tym
samym wzrokiem. Głośno westchnęłam i zaczęłam mówić.
-Wczoraj w trakcie obiadu odeszłam od stołu, bo zachciało mi
się siusiu..-zanim zdążyłam dokończyć Natalie prychnęła chichocząc. Zmierzyłam
ją surowym wzrokiem na co szybko się uciszyła.-po wyjściu z łazienki musiałam
iść do pokoju Aarona, bo poprosił mnie, abym przyniosła jego bluzę. I niczego
nieświadoma weszłam do środka, zamykając drzwi i jak się obróciłam to
zauważyłam Jamesa siedzącego na łóżku. Zapytałam go czego tu chce i on
powiedział, że przyszedł po to, abym wyświadczyła mu przysługę..-przerwałam, bo
zobaczyłam, że dziewczyny są już gotowe wtrącić się więc szybko dokańczałam.-
…zanim jednak coś powiecie, wysłuchajcie do końca.- zmierzyłam je
wzrokiem.-Powiedział, że w zamian za to, że powiem dla jego rodziców coś o tym
gdzie wychodzi to on mi się jakoś odwdzięczy. Na początku nie rozumiałam, bo w
końcu powiedzieć to on sam mógł. Tylko, że to nie było prawdą gdzie szedł, a
twierdził, że jak ja to powiem to będzie bardziej wiarygodne. No więc w końcu
się zgodziłam i on powiedział, że niedługo sama się przekonam jak on się
odwdzięczy i potem szybko wyszedł zanim zdążyłam się jeszcze
dopytać.-odetchnęłam głośno i czekałam na reakcje z ich strony, która pewnie
będzie dość wybuchowa. Przyjrzałam się dziewczynom, które przez chwilę
analizowały to co powiedziałam. Po chwili obie gwałtownie wstały.
-I po co żeś wyświadczała mu tą przysługę?! Teraz on będzie
chciał się odwdzięczyć w nie wiadomo jaki sposób. Co jeśli cię gdzieś wywiezie
do lasu, a ty niczego nieświadoma pojedziesz?!-spojrzałam na Alex niczym
wariatkę i głośno się zaśmiałam. Obie dziwnie się na mnie spojrzały nie rozumiejąc
mojej reakcji.
-To nie jest śmieszne. Ta sprawa jest naprawdę poważna.-tym
razem Natalie zabrała głos.
-Dziewczyny, żyjemy w prawdziwym świecie, a nie jakimś
filmie! Naprawdę naoglądałyście się za dużo thrillerów.-spojrzałam na nie
rozbawionym wzrokiem.
-Ale ty go nie znasz! Nie wiesz jaki on jest, co jeśli nasze
przypuszczenia się sprawdzą?- zapytała Alex wciąż podchodząc zbyt poważnie do
tego.
-A wy go znacie? Nie. A ja akurat miałam okazję z nim
pogadać i wcale nie sprawiał wrażenia jakiegoś niebezpiecznego.-wywróciłam
oczami.
-Może to była tylko jego gra? Chce sprawiać wrażenie
normalnego, a potem pokaże swoją prawdziwą stronę.-Natalie powiedziała bardziej
do siebie niż do nas.
-A co to jakiś wilkołak, który za dnia jest człowiekiem, a w
nocy się przemienia w bestię? Proszę was..nie oszukujmy się, takie analizowanie
jest zbyt dziecinne.-wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju zanim dziewczyny
zdołały cokolwiek dodać. Zeszłam na dół kierując się do kuchni. Odkąd James
okazał się moją rodziną, pojawia się więcej sprzeczek z dziewczynami. Przez
chwilę przeszła mi myśl, że może to ja źle robię, ufając dla niego, ale szybko
to odrzuciłam. Gdyby naprawdę był taki niebezpieczny, to przy jego obecności
czułabym się nieswojo, ale wczoraj nie miałam nawet powodów do tego, bo nie
sprawiał wrażenia takiego. Po chwili usiadłam na blacie kuchennym upijając łyka
soku pomarańczowego. Usłyszałam po paru minutach głośne kroki zmierzające w
moją stronę. No pięknie, cóż znowu chcą? Czy nie wyraziłam się jasno? Dziewczyny
weszły do kuchni ze spokojnymi wyrazami twarzy, o dziwo.
-Ustaliłyśmy, że pojedziesz tam pod jednym
warunkiem.-oznajmiła Natalie uważnie mi się przyglądając. Zachęciłam ją do
dalszej kontynuacji kiwnięciem głową.- Alex pojedzie razem z tobą i nie chcę słyszeć
odmowy.-spojrzałam na nią i zaczęłam rozważać czy to aby na pewno dobry pomysł.
-I co jak tam będzie mam wiecznie słyszeć jakieś narzekania
albo jej wymysły? Jakoś mi się to nie widzi.-odparłam przekrzywiając głowę.
-Obiecuję, że nie będę niczego wymyślać i postaram się
zachować spokój. Pojadę tam aby cię nadzorować żebyś nie zrobiła czegoś
głupiego.-oznajmiła Alex z powagą wymalowaną na twarzy. Wywróciłam oczami i
cicho westchnęłam.
-Skoro nie ma odmowy to pozostaje tylko jedno
wyjście.-wzruszyłam ramionami- To bądź już w pełni gotowa na
osiemnastą.-przypomniałam i zeszłam z blatu podchodząc do Alex i Natalie.
Położyłam obie dłonie na ich głowach i przetarłam im włosy. Piszcząc głośno
rzuciły się na mnie i zaczęły robić to samo co ja im. Po chwili wszystkie trzy
wylądowałyśmy na podłodze tarzając się ze śmiechu. Takie chwile uwielbiam w
naszym życiu. Sprawiają one, że dzień nabiera kolorów i zapominasz od razu o
kłótniach czy innych nieprzyjemnych rzeczach.
***
-Kate, a kto ma po nas przyjechać?!-krzyk Alex rozniósł się
po całym domu. Weszłam do pokoju, w którym obie dziewczyny leżały na kanapie.
-Nie drzyj się tak.-usiadłam obok nich szturchając łokciem
Alex.- Nie wiem, jakiś jego kolega.-wzruszyłam ramionami i rozłożyłam się na
kanapie.
-Weź te kopyto z mojego uda.-warknęła Natalie- Czyli
jedziecie z jakimś gościem, którego w ogólnie nie znacie..Okej, nie
wnikam.-kończąc to mówić, po domu rozbiegł się dźwięk dzwonka. Razem z Alex
spojrzałyśmy na siebie, a po chwili na zegarek. Zerwałyśmy się na równe nogi
widząc godzinę, na jaką miałyśmy być gotowe. Natalie poszła szybko otworzyć, a
my w tym czasie szukałyśmy torebek. Kiedy je znalazłyśmy, usłyszałyśmy odgłosy
dobiegające z korytarza. Po chwili do salonu wszedł jakiś blondyn, a zanim
Natalie, która zabawnie poruszyła brwiami wskazując na chłopaka. Parsknęłam
cicho próbując się nie roześmiać. Przyjrzałam mu się. Miał na sobie kurtkę w
kolorze khaki i czarne jeansy. Nie był jakiś zniewalający, ale miał w sobie to
coś co z pewnością działało na dziewczyny, ale nie na mnie. No proszę,
brązowooki blondyn wpadł w oko dla Natalie, może być ciekawie.
-Cześć, która z was to Katherine?- spojrzał na nas po kolei
uważnie się przyglądając.
-To ja.-uniosłam zabawnie rękę do góry.-Ale od razu mówię,
jedzie jeszcze jedna.-spojrzałam się na niego oczekując jakiegoś sprzeciwu, ale
on jedynie się uśmiechnął.
-Natalie?- zapytał spoglądając na dziewczynę stojącą za
nim.-uniosłam do góry brwi. Natalie? Już po imieniu?
-Em..nie. Alex.- oznajmiając to spojrzałam na nią, która
była równie zdziwiona jak ja. Po chwili się otrząsnęła i posłała uśmiech w jego
stronę. Natalie zmierzyła ją surowym wzrokiem, na co cicho się zaśmiałam.
Chłopakowi nieco zrzedła mina, chociaż próbował to ukryć, ale po chwili klasnął
w dłonie sprawiając, że zdziwiłam się jeszcze bardziej.
-No to co? Idziemy, już i tak przedłużyliśmy-wypowiadając to
spojrzał na zegarek i pokręcił głową. Gestem ręki zaprosił nas abyśmy wyszły
pierwsze. Och, cóż za dżentelmen się trafił. Wyszłyśmy z Alex, wcześniej żegnając
się z Natalie. Mimowolnie spojrzałam do tyłu i zauważyłam jak Natalie zapisuje
dla chłopaka coś na ręku, a ten szeroko się do niej uśmiechnął i coś
powiedział. Okej, czyli jednak niekoniecznie miał na myśli być dżentelmenem,
tylko po prostu chciał chwilę zostać z Natalie. Ta to ma szczęście do
chłopaków..znając ją pewnie już układa wizję jak ten chłopak jej się oświadcza
wieczorem na łódce..Tak, właśnie o takich oświadczynach marzy.
-Myślisz o tym samym co ja?- szturchnęła mnie łokciem Alex
poruszając zabawnie brwiami.
-To, że nawzajem pożerają siebie wzrokiem i Natalie ma wizję
z nimi w roli głównej?- zapytałam śmiejąc się, a Alex pokiwała głową i po
chwili śmiałyśmy się obie. Chłopak, którego imienia nie znałam po paru
sekundach podszedł do nas i otworzył nam drzwi. Podziękowałyśmy i weszłyśmy do
auta, usadawiając się na siedzeniach.
-Jedziemy z osobą, nie znając nawet imienia.-powiedziałam
patrząc się na chłopaka, który spojrzał się na nas w lusterku uśmiechając pod
nosem.
-David Clark, miło was poznać dziewczyny.-posłał nam
uwodzicielski uśmiech, na co po chwili wszyscy się zaśmialiśmy.
-Katherine Mighton, a to jest Alex Martin.- wskazałam na
dziewczynę, która puściła do niego oczko wywołując u nas jeszcze większy napad
śmiechu.
-Alex nie podrywaj, toć on już jest zajęty.-oznajmiłam kiedy
się uspokoiliśmy. David spojrzał na nas z uniesionymi brwiami i pytającym
wyrazem twarzy. Wzruszyłyśmy obie ramionami i cicho się zaśmiałyśmy.
-A tak w ogóle, to gdzie jedziemy?- zapytałam robiąc się
niecierpliwa.
-Nie mogę udzielić tej informacji. Jakoś nie chce mi się
potem Jamiemu tłumaczyć. –pokręcił głową z rozbawieniem.
-Jamiemu?- zapytałam nie bardzo rozumiejąc.
-Tak, przyjaciele nazywają go Jamie.-wzruszył ramionami i
skupił się na drodze, pogłaśniając piosenkę, która leciała w tej chwili w
radiu. Ciekawe ilu jeszcze rzeczy dowiem się o Jamesie..
***
Po jakiś 20 minutach David oznajmił, że dojechaliśmy. Nie
bardzo wiedziałam gdzie się znajdujemy więc mam nadzieję, że będziemy miały
również odwózkę do domu. Wysiadłam z samochodu uważnie przyglądając się
miejscu, w którym się znajdowaliśmy. Zdziwiłam się gdy zobaczyłam pełno
samochodów, ale poza tym było strasznie cicho i ani jednej żywej duszy oprócz
nas. Spojrzałam pytająco na Davida.
-Musimy resztę drogi przejść piechotą. Tylko w ten sposób
tam się dostaniemy.-wyjaśnił i zrobił parę kroków w przód poczym zwrócił się do
nas-lepiej idźcie blisko mnie, jeśli nie chcecie się zgubić.-spojrzał na nas
lekko się uśmiechając.
-Ten uśmiech potwierdził mi, że możemy z nim iść. Wydaję się
być spoko chłopakiem.-szepnęła mi do ucha poczym podeszła bliżej Davida. Cicho
się zaśmiałam i po chwili dołączyłam do nich. Faktycznie David okazuję się być
w porządku i całe szczęście, że to on nas podwoził, a nie jakiś nadęty koleś.
Szliśmy tak jakoś dziesięć minut, mijaliśmy sporo ciasnych
uliczek i kawałek przeszliśmy przez las. Wychodząc zza rogu jakiegoś budynku
dało się słyszeć głośne okrzyki i warkoty silników. Przyjrzałam się dokładnie i
ujrzałam tłum ludzi stojących przy różnych sportowych autach. W tle grała
głośna muzyka puszczana z ogromnych głośników. Praktycznie wszystkie dziewczyny
były skąpo ubrane i wręcz każda kleiła się do jakiegoś chłopaka. Spojrzałam na
Alex, która była równie zszokowana jak ja. Obiecałam sobie nie przychodzić na
żadne wyścigi samochodowe, po tym jak na własne oczy oglądałam śmierć jakiegoś
chłopaka to naprawdę bałam się kolejny raz przyjść na takie imprezy, obawiając
się powtórki z tamtej nocy. Przystanęłam i wpatrywałam się w tłum ludzi i
samochody, wracając wspomnieniami do tamtej nocy.
‘’Długonoga blondynka
głośno krzyknęła ‘’Start!’’, opuszczając czerwoną chustę. Do moich uszu dobiegł
pisk opon i jedyne co zostało po samochodach to dym unoszący się w powietrzu.
Głośno piszczałam i biegłam w stronę, gdzie była oznaczona meta. Każdy z nas
cierpliwie czekał na widok pojawiających się w oddali samochodów. Ekscytacja
towarzysząca mi podczas tego wyścigu była niedopisania. Po paru minutach widać
było dwa samochody zbliżające się do mety z zniewalającą prędkością. Kiedy auto
miało już przekroczyć linię mety, drugi samochód nie wyrobił na zakręcie
wpadając w poślizg. Obserwowałam jak przewraca się do góry nogami i po chwili
usłyszałam głośny wybuch. Skuliłam się i zatkałam dłonią uszy, zamykając przy
tym oczy. Kiedy na chwilę ucichło, otworzyłam powieki i moim oczom ukazał się
ogromny ogień wydostający się z samochodu. Słyszałam głośne krzyki i jeden
poważnie histeryczny i rozpaczliwy. Było w nim tyle bólu, że można było się
domyślić iż osoba, która ucierpiała w wypadku, była mu bliska. Rozejrzałam się
wokół w poszukiwaniu Alex i Natalie, kiedy odnalazłam je wzrokiem, szybko do
nich podbiegłam i zaczęłyśmy uciekać jak najdalej stąd. Bicie mojego serca było
strasznie szybkie, czułam się okropnie, a najbardziej bałam. Pierwszy raz
widziałam na własne oczy coś tak tragicznego. W tym momencie obiecuję sobie, że
już nigdy nie pójdę na wyścigi. Nie chcę kolejny raz przeżywać tak samo i
oglądać czyjąś śmierć.’’
Poczułam szarpnięcie moim ciałem i ujrzałam przed sobą
zatroskaną Alex, a obok niej stojącego Davida. Powracając do tych wspomnień
znów poczułam się okropnie i przypomniałam sobie ten strach towarzyszący mi
podczas tego. Nie mogę tu być. Nie teraz i już nigdy.
-Katherine, wszystko dobrze?- zapytała się Alex przytulając
do mnie. Przyciągnęłam ją bliżej i wtuliłam głowę w zagłębienie szyi.
-Nie jest dobrze..ten, ten wypadek. Co on był..ja nie
mogę..-mówiłam przerywając i łapczywie nabierając powietrza. Nie zaczęłam
płakać, ale poczułam ogarniający mnie strach.
-Cii spokojnie.- Alex starała się mnie uspokajać, masując
dłonią moje plecy, po chwili zaczynało to działać i mój oddech się
wyrównał.-Nie wracaj do tego. Staraj się zapomnieć, musisz w końcu
przezwyciężyć strach, bo jak nie teraz to już nigdy sobie nie poradzisz.-jej
słowa przywróciły mnie do racjonalnego myślenia. Ma rację, muszę stawić czoła
temu. –A teraz ogarniaj dupę i chodźmy ponabijać się z tych lafirynd.-
mimowolnie się zaśmiałam i odsunęłam od Alex. Na mojej twarzy pojawił się
przepraszający uśmiech, który posłałam w stronę Davida. Musiał oglądać tę scenę
i na dodatek przez to stracił sporo czasu. Jego gest mnie zdziwił. Podszedł do
mnie i lekko mnie objął po czym odsunął się i poklepał po plecach.
-Dasz radę młoda.-posłał w moją stronę pocieszający uśmiech
i zachęcił abym poszła obok niego. Uśmiechnęłam się niepewnie i podeszłam w
jego stronę razem z Alex. Kiedy przeszliśmy kawałek znajdowaliśmy się już
blisko tłumu ludzi. Po chwili zauważyłam kroczącego w naszą stronę Jamesa z
jakimiś chłopakami. Podszedł do Davida i wymienił z nim uścisk dłoni, a potem
spojrzał na mnie i Alex.
-Witaj Katherine, któż to ci towarzyszy?- zapytał się James
posyłając zadziorny uśmiech w stronę Alex.
-To jest Alex, i nie będę się pytać czy przeszkadza ci to,
że kogoś przyprowadziłam.-odparłam i wzruszyłam ramionami prawdopodobnie
wyprzedzając jego pytanie.
-Nie ma potrzeby. Takie osoby to z wielką chęcią bym widywał
częściej.-spojrzał na Alex i puścił do niej oczko, na co ta się zarumieniła.
Alex! Alex i rumieńce to jest rzecz niemożliwa, a jednak! Zanim zdążyłam coś
dodać, poczułam dziwny prąd przechodzący przez moje ciało, który poczułam gdy tamtej
nocy spojrzał się na mnie chłopak w kapturze. Przeszukałam wzrokiem powód,
który wywołał u mnie to uczucie i natrafiłam na jego spojrzenie. Chłopaka,
którego w ogóle nie znam, a myślałam o nim całą noc. Chłopaka, który wywołuje
nieznane mi dotąd uczucie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz