poniedziałek, 31 sierpnia 2015

II rozdział

Obudziłam się z pulsującym bólem głowy. Wczorajsza noc przyczyniła się do takiego stanu, a co do wczoraj...Unikałam szerokim łukiem Jamesa po tym jak wróciłam na salę, a wujka, pana, Edwarda? Jakkolwiek mam go nazywać, również starałam się omijać. Nie mogłam zepsuć sobie humoru w trakcie wesela Susan, ona sama pewnie była nieco zmieszana jak uczestniczył w przyjęciu. Po tylu rzeczach jakich się dowiedziałam, nie mam pojęcia jak to wszystko odbierać. Cieszyć się, że mam wujka? Czy jednak być zła za te wszystkie skrywane tajemnice przede mną? Nie wiem, naprawdę. Z wielką chęcią schowałabym się pod łóżko i nigdy nie wyszła stamtąd, byle by nie musieć zobaczyć rodzinę Owen’ów. Tak, wmawiam sobie, że ogólnie tę rodzinę, ale tak naprawdę to chodzi szczególnie o Jamesa. Kuzyn? Na pewno nie można go w ten sposób określić, nawet jeśli łączą nas więzy krwi. Kto by pomyślał, że ten chłopak okazał się moją rodziną? Dlaczego nie może on być przeciętnym człowiekiem, który nie przysparza problemów? O tyle dobrze, że ja się go nie boję, nie to co inni. Przechodzą obok niego i już trzęsą się ze strachu. Jest chłopakiem, któremu jak coś się nie spodoba to nie rozwiązuję problemów normalnie, rozmową, o nie..On i jego kumple takie rzeczy załatwiają siłą poza szkołą. A co jeśli teraz on chce się uwziąć na mnie? Może będzie mnie dręczył, prześladował… Potrząsnęłam głową na znak swoich irracjonalnych myśli. Przez brak snu zaczynam wariować. Niechętnie wstałam z łóżka i skierowałam się prosto do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i już czułam się odświeżona. Otworzyłam szafę i zaczęłam przeglądać jej zawartość. Stałam tak jeszcze chwilę i już miałam wyjmować dresy, kiedy przypomniałam sobie o dzisiejszym rodzinnym obiedzie. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 10:56, a miałam tam być równo w południe. Moja mama nienawidzi spóźnień, chociaż wie, że ja często pojawiam się po czasie. Zdecydowałam ubrać przewiewną, kremową koszulę i jeansy, w końcu jakoś trzeba wyglądać tym bardziej, że przyjeżdżają również Owen’owie..Tak, oni. Czyli jednak mój plan na schowanie się pod łóżko, aby tylko ich nie widzieć..nie wypali. Po przebraniu się zeszłam na dół gdzie czekały na mnie dziewczyny w trakcie ożywionej rozmowy. Jak mnie zobaczyły, gestem zaprosiły abym z  nimi usiadła, co też zrobiłam.
-Słuchaj, pomimo, że ten James Owen okazał się twoim kuzynem to lepiej na niego uważaj, wiesz dobrze, że..-zanim Natalie dokończyła, zdążyłam jej przerwać.
-A może by tak ‘’Dzień dobry Katherine, jak się czujesz? Wyspałaś się?’’- oznajmiłam ze sztucznym uśmiechem.
-Obejdzie się bez tego.- odparła przewracając oczami-  Mamy sporo rzeczy do omówienia z tobą na dzisiejszy dzień.
-Oczywiście z wielką chęcią zostałabym z wami i wysłuchiwała tego jak to James jest zły i okrutny..-powiedziałam sarkastycznie-..ale muszę wam oznajmić, że za godzinę mam być na obiedzie rodzinnym, w którym również będą uczestniczyli Owen’owie.
-Co? Oni? James?! Zadzwoń do mamy i powiedz, że masz grypę, cokolwiek.- Alex zaczęła wymachiwać rękoma na wszystkie strony. Rozumiem, że ona nie przepada za Jamesem, ale nie do przesady żeby od razu  z tego taką aferę robić.
-I co, mam ich wszystkich unikać jak najdłużej się da? Przecież i tak jak skończą się wakacje to przez cały rok będę go widywać, a nie mogę wiecznie się chować. –cicho westchnęłam.
-Może jednak da się coś zrobić..Co jeśli ten James napędzi ci tylko kłopotów?- cicho zapytała Natalie, trzymając splecione ręce pod brodą. Dobra rozumiem, że się martwią i mają prawo do takich rozmyśleń, ale takie decyzje są też złe. Dopiero teraz zaczęłam się poważnie zastanawiać nad tym całym Jamesem. Co jeśli te wszystkie okropne rzeczy jakich się nasłuchałam o nich wszystkich to tylko ploteczki, które mają więcej kłamstw niż prawdy? Przecież nigdy z nimi nie rozmawiałam, więc jakim prawem mogę ich oceniać? To wszystko działa na zasadzie, że jak jedna osoba powie coś o kimś, to ta kolejna zacznie uważać tak samo i to będzie tak się po kolei ciągnąć. Nie powinnam oceniać książki po okładce. Mogę jedynie potwierdzić te wszystkie rzeczy jakiś się nasłuchałam o nim, kiedy sama osobiście go poznam, a teraz? Teraz nie mogę tak mówić.
-Słuchajcie dziewczyny, nie możemy przecież od razu zarzucać, że jest taki niebezpieczny skoro go nie znamy, Natalie..-zwróciłam się do niej twarzą.- ..Pamiętasz jak sama kiedyś tłumaczyłaś, że nie powinno się oceniać ludzi po wyglądzie?- zapytałam jej, a ona pokiwała niepewnie głową.- Więc tutaj jest podobna sytuacja, nie powinnyśmy wnioskować tylu rzeczy po tym co ludzie mówią, jak same od nich nie usłyszałyśmy prawdziwych wersji zdarzeń.- spojrzałam na nie i zauważyłam po ich twarzach, że powoli zaczynają mnie rozumieć.
-Dobra, załóżmy, że ‘’dajemy im szanse’’..i co wtedy? Co jeśli potwierdzą się te okropne rzeczy, o których ludzie mówią? A gdyby coś ci się stało?..-jak zwykle to Natalie tak rozważa .
-Przestać gdybać. Co będzie to będzie, a nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy. Więc dziewczyny, obiecuję, że będzie wszystko dobrze i postaram się dowiedzieć jak najwięcej rzeczy o nim.
-Okej i od razu sprawdź czy to prawda, że James ma kolczyk w brwi. Mam nadzieję, że nie, bo uwielbiam przekłucie w tym miejscu u chłopaków…- Alex udawała obawę, na co wszystkie się zaśmiałyśmy.
-Nawet jeśli ma, to spokojnie nie zakochasz się.- odparła Natalie wywołując u nas jeszcze większy wybuch śmiechu. Alex jest typem dziewczyny, która nie ugania się za chłopakami. Są wyjątki, ale takie związki kończą się niepowodzeniem, bo jej partnerami przeważnie byli ci ‘’źli chłopcy’’. Po jej ostatnim zerwaniu, oznajmiła nam, że kończy z takimi. I faktycznie trwa przy swoim, nie pamiętam kiedy ostatni raz spodobał jej się ktoś na mieście, przeważnie ubóstwia jakiś znanych aktorów. Rozmawiałyśmy tak jeszcze chwilę, a potem poszłam na górę przyszykować się. Nałożyłam delikatny makijaż jaki mam na co dzień i spakowałam niezbędne rzeczy do torebki. Pożegnałam się z dziewczynami, wyszłam z domu i wsiadłam do swojego ukochanego Bentley’a, którego odziedziczyłam po mamie. Tak, moja mama kocha tego typu samochody a, że ma pieniądze to może sobie pozwolić na częste wymiany aut. Ja sama uwielbiam jeździć, czasem przekroczę nawet dozwoloną prędkość, aby choć na chwilę poczuć wzrost ciśnienia. Mama mieszka w Bicester, to jest jakoś pół godziny drogi stąd. Normalnie aż skaczę z radości aby poznać rodzinę Owen’ów..tak, czujecie ten sarkazm?
                                                  ***
Byłam u nich przed czasem, czyli rodzina Owen’ów jeszcze nie przyjechała. Oczywiście byłam zasypywana pytaniami od mamy typu: ‘’Jak się czujesz po tym wszystkim?’’, ‘’Nie stresujesz się dzisiejszą rozmową?’’, ‘’Może przełożymy spotkanie? Nie wyglądasz najlepiej.’’ Odnoszę wrażenie, że ona bardziej nie chce tego spotkania niż ja. Jakoś nigdy nie chciała czegoś odwoływać z powodu mojego wyglądu więc widać, że stara się jakichkolwiek metod żeby tylko to się nie odbyło. O tyle dobrze, że Richard ją uspokaja, pewnie już zauważył, że się stresuje. A mały Aaron nie daje mi spokoju, biega przy mnie krzycząc: ‘’Kate, zagrajmy w zgadywanki!’’. To jego ulubiona gra, która polega na zgadywaniu, jak można się domyślić, ale nie byle jakim. Zadaje mi on pytania dotyczące dat historycznych i zabytków starożytnych..tak, ciężko w to uwierzyć, ale to się dzieje naprawdę. Nikt nigdy nie rozumiał dlaczego on nie chce wyjść z dzieciakami pograć w piłkę, a wolał siedzieć i pochłaniać książki, które znalazł w biblioteczce rodziców. Mówiąc, że ma on więcej rozumu niż niejeden dorosły, nie żartowałam. Często nie mam pojęcia jakie są poprawne odpowiedzi do jego pytań, ale on wie wszystko doskonale. I właśnie w tej chwili próbuje mnie zmusić do tej ‘’zabawy’’, ale ja się nie dam. Nie chce mieć takiego natłoku myśli przed rozmową z Owen’ami, a po skończonej grze w zgadywanki można być naprawdę zdekoncentrowanym.
-Aaron, z wielką chęcią pograłabym, ale zaraz mają przyjść państwo Owen’owie.- musiałam troszkę skłamać żeby tylko nie zranić go gdy powiem, że nie chce, bo uzna to za to, że nie lubię z nim grać.
-Niech będzie. Dzisiaj nie, ale jak przyjedziesz do nas jeszcze to wtedy pogramy, dobrze? Proszę, proszę, proszę…- I jak tu się nie zgodzić, gdy patrzysz w te spojrzenie smutnego pieska, naprawdę, Jego oczy są cudowne, ale gdy o coś prosi to używa tego wzroku, który sprawia, że każdy mu ulega.
-Okej, okej.- zgadzając się, wzięłam go na barana i schodziłam tak po schodach. Pomimo, że Aaron już trochę waży, to staram się nie zwracać na to uwagi, bo uwielbiam go tak nosić. Wchodząc do salonu pierwsze co zobaczyłam to stojącego Edwarda przy Richardzie, potem przeniosłam wzrok na Jamesa i jego mamę.., której imienia nie znałam. Razem z Aaronem pozostaliśmy niezauważeni dopóki on nie postanowił się odezwać.
-Kate, to są ci goście?- starał się szeptać, ale to mu nie wyszło i wszyscy nas usłyszeli po czym zwrócili się w naszą stronę. Edward i jego żona szeroko się do nas uśmiechnęli, a James patrzył się nieodgadnionym wzrokiem. Powoli zdjęłam z siebie Aarona i postawiłam na podłogę. Chłopczyk szybko podszedł do Edwarda.
-Hej, jestem Aaron.- mały uśmiechnął się w jego stronę ukazując swoje dołeczki. Edward odwzajemnił uśmiech i przedstawił najpierw siebie potem swoją żonę i Jamesa. O dziwo oni przybyli sobie żółwiki, naprawdę mnie to zaskoczyło, kto by pomyślał? Stojąc tak oparta przy ścianie i obserwując tą sytuacje, nie zauważyłam, że ktoś do mnie podszedł.
-Cześć Katherine, co u ciebie słychać?- Edward wydaję mi się przyjaznym człowiekiem. Za każdym razem widzę go uśmiechniętego i nie widać po nim, że coś jest nie tak. Jakby był zawsze pozytywnie nastawiony do życia.
-Cześć..-spojrzałam na niego nieco zmieszana, nie wiedząc jak mam się zwracać.
-Edward, mów mi po imieniu. Chyba, że wolisz wujku, chociaż podejrzewam, że jeszcze się nie oswoiłaś z wiadomością, że masz wujka?- zapytał wprost wciąż się lekko uśmiechając.
-Wydaję mi się, że Edward będzie odpowiednie.- odwzajemniłam uśmiech i przeniosłam wzrok na jego żonę, która do nas podeszła.
-Ach tak, nie zdążyłaś poznać Emily. Katherine to jest Emily, to jest Katherine, którą i tak znasz.- cicho się zaśmiał, a ja podałam dłoń do Emily. Jakie było moje zdziwienie gdy ona mnie zamknęła w uścisku. Niepewnie odwzajemniłam i po chwili obie się zaśmiałyśmy.
-Rodzinka wreszcie w komplecie.-odparła i wypuściła mnie z objęć.- A jeszcze on! James chodź tu!- kobieta zawołała w stronę syna, a ten posłusznie podszedł do nas. No pięknie, a myślałam, że się obejdzie bez powitania z nim.
-James sam powinieneś wiedzieć, że należy się przywitać, a nie ja wiecznie mam cię informować.- Emily próbowała zachować powagę, chociaż w jej głosie słyszałam cień rozbawienia. Od razu widać,że ta kobieta nie potrafi złościć się na syna. Chłopak jedynie przewrócił oczami i zwrócił się w moją stronę podając mi dłoń.
-James.-to się wysilił z tym powitaniem. Nie kontrolując tego, podniosłam jedną brew do góry, na co chłopak lekko się uśmiechnął, co i tak próbował ukryć.
-Katherine.-odwzajemniłam uścisk dłoni. Z bliska mogłam mu się bardziej przyjrzeć. Oczy ma koloru ciemnej zieleni. Jest brunetem i faktycznie ma kolczyk w brwi. Na szyi zauważyłam tatuaż, ale nie mogłam dokładnie zobaczyć, bo koszulka zakrywała połowę. Widać, że ćwiczy, bo można zauważyć rysy mięśni na koszulce. Ubrany jest cały na czarno, przez co wydaję się być straszniejszy, a pomimo tego ja i tak dalej się go nie boję. W sumie skoro jestem jego kuzynką, to raczej nie zrobiłby mi krzywdy..stop! Nie mogę nawet tak myśleć. Po paru minutach wszyscy zasiedliśmy do stołu i zaczęliśmy rozmowę.                                         
                                                                              ***
Obiad powoli dobiegał końca. Z tej rozmowy nie dowiedziałam się za dużo. Praktycznie rozmawialiśmy o tym czym się każdy w życiu zajmuję i mama razem z Edwardem wspominali stare czasy. Widać, że moja rodzicielka już nie jest zła na niego, a co najlepsze dowiedziałam się, że zanim te kontakty się urwały to Emily i mama były najbliższymi przyjaciółkami, ale okoliczności nie pozwalały im się dalej przyjaźnić. To trochę smutne, bo w końcu to nie ich wina to co wyszło, a jednak to sprawiło, że nie mogły już się widywać. Co prawda nie poznałam szczegółowego wyjaśnienia z jakiego powodu tata i Edward się pokłócili, ale wiadomo, że to była wyłącznie tylko ich sprawa. Osobiście Emily polubiłam naprawdę, jest przesympatyczną osobą, która czasami powie coś śmiesznego z czego każdy się śmieje. Jedyną osobą, do której nie jestem przekonana to James. Cały czas patrzy w telefon jakby na coś czekał i rzadko kiedy się odzywa. Nagle zachciało mi się załatwić potrzeby fizjologiczne, przeprosiłam na chwilę i wstałam, zanim jednak odeszłam, Aaron poprosił mnie żeby przyniosła jakąś jego bluzę. Pokiwałam głową i zaczęłam kierować się do łazienki. Po załatwieniu się, przeszłam do pokoju Aarona. Zamknęłam drzwi i aż podskoczyłam gdy zobaczyłam siedzącego na łóżku Jamesa. Spojrzał na mnie i zaczął się śmiać, a ja patrzyłam na niego wkurzonym wzrokiem.
-Naprawdę jestem aż taki straszny?- wypowiadając to wskazał palcami na siebie. Przewróciłam jedynie oczami i podeszłam do szafy wyjmując bluzę.
-Mogę wiedzieć co ty tu robisz?- odwróciłam się w jego stronę z pytającym wyrazem twarzy.
-Dobra, do rzeczy. –wstał z łóżka i zaczął kierować się w moją stronę.- Przyszedłem tu po to abyś wyświadczyła mi przysługę.-spojrzałam na niego niczym na idiotę. Przysługa? A kim ja jestem żeby coś zrobić dla niego? Widząc moje zmieszanie kontynuował dalej.-Chciałbym żebyś powiedziała dla moich rodziców, że wyszedłem na imprezę kumpla z okazji urodzin.
-A co jest takie straszne w powiedzeniu takiej rzeczy? Serio uważam, że obejdzie się to beze mnie.-odparłam marszcząc brwi.
-Widzisz..bo to nie jest prawdą, że tam jadę. Muszę załatwić parę spraw, a jeśli ty powiesz to gdzie jadę, to oni bardziej uwierzą w twoje słowa, nie moje.-wzruszył  ramionami i podszedł do biurka przyglądając się fotografiom.
-Powiedzmy, że się zgodzę..-spojrzał na mnie z uniesionymi brwiami i mi przerwał.
-Nie pytałem cię o zgodę, jeśli zrobisz mi tą przysługę to proste- ja ci się odwdzięczę.- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Jak miałbyś zamiar się odwdzięczyć?- zapytałam ciekawie. Chłopak cicho się zaśmiał i pokręcił głową.
-Niedługo sama zobaczysz, a teraz..-spojrzał na zegarek, który miał na nadgarstku.-..muszę już iść. Pamiętaj co masz powiedzieć. Do zobaczenia Katherine.- i nie dając mi cokolwiek odpowiedzieć po prostu wyszedł. Moja ciekawość wzięła górę i wyjrzałam dyskretnie przez okno. Zobaczyłam jakiegoś chłopaka w kapturze, który stał oparty o sportowy samochód, a po chwili Jamesa kroczącego w jego stronę. Zanim zdążyłam przyjrzeć się tajemniczemu chłopakowi, ten podniósł wzrok jakby wyczuł, że ktoś mu się przygląda i napotkał mój. Gdy tak się na mnie spojrzał, przeszedł mnie dziwny prąd i speszona szybko ukryłam się za zasłoną. Po paru sekundach usłyszałam głośny pisk opon. Ponownie wyjrzałam i nie było po nich śladu. Myślami zaczęłam wracać do chłopaka w kapturze..wywołał we mnie dziwne uczucie..stop! Nie myśl o jakimś przypadkowym chłopaku, który zwyczajnie cię zaciekawił. Potrząsnęłam głową i wyszłam z pokoju kierując się schodami na dół jednocześnie przypominając kwestię jaką miałam powiedzieć dla rodziców Jamesa. Obiad przedłużył się i zostaliśmy do wieczora, a mnie przez ten czas nie udało się wyzbyć tego tajemniczego chłopaka z głowy..Mam dziwne przeczucia co do niego.
____________________________
I co o tym sądzicie, bądź o tajemniczym chłopaku w kapturze..? =D
               

                                                                                

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz