-Katherine! Wstawaj, spóźnisz się! Jesteś druhną, musisz być
wcześniej żeby pomóc swojej siostrze w jej najważniejszym dniu, więc rusz te
swoje cudowne cztery litery!- krzyk Natalie rozniósł się po całym domu. Nie
zdziwiłabym się gdyby osiedle nawet usłyszało. Ta stanowcza kobieta jest moją
przyjaciółką, z którą dzielę mieszkanie.., ale to jej nie usprawiedliwia żeby o
tej godzinie mnie budzić! Dobra rozumiem, ślub, przygotowania i w ogóle, ale
naprawdę człowiek nie może się chociaż raz wyspać?! Najwyraźniej nie, bo one
nie mają zamiaru ucichnąć.
-Kate..naprawdę powinnaś wstać. Ja rozumiem, że jesteś
śpiochem, ale.. A co ja tam będę ci prawić! Wstawaj do cholery, bo jak nie to
obiecuje, że do końca roku nie zrobię ci śniadania!- tym razem Alex się
odezwała..i tu mnie ma. Wie, że kocham jej poranne naleśniki i przygotowaną
przez nią kawę, bez której nie będę
normalnie funkcjonować. Niechętnie otworzyłam oczy. Promienie słoneczne, rażące
w moją twarz, aż prosiły aby zamknąć powieki, ale niestety musiałam jakoś dać
radę. Ujrzałam nad sobą dwie wkurzone dziewczyny.. no pięknie, nie ma nic
lepszego jak obudzić się i z samego rana dostać opieprz od przyjaciółek!
-Katherine Margaret Mighton! Nie patrz się tak na nas.
Jeszcze nam za to podziękujesz, a tym bardziej, że zrobię te twoje naleśniki,
masz szczęście.- Alex spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy, który i tak
próbowała ukryć.
-Kawusia też?- spojrzałam na nią błagalnie.
-Też.-zgodziła się i szybko wyszła zamykając za sobą drzwi i
zostawiając mnie z Natalie, która czasem zachowuje się jak moja matka.
-Dla mnie też zrób!- głośno krzyknęła sprawiając, że czułam
jakby moje uszy się rozrywały. – A ty..-urwała wskazując na mnie palcem. –Idź
się umyj i zrób coś z tą twarzą, bo wyglądasz jak ostatnie nieszczęście.- O
tak, zdecydowanie jest moją drugą mamą.
-Dobrze..mamo- zaśmiałam się i usiadłam na rogu łóżka.- A wy
kiedy będziecie się szykować?- zapytałam spoglądając na nią i mrużąc oczy.
-A właśnie! Dzwoniła twoja mama i powiedziała żebyśmy z Alex
także przyszły i pomogły w poprawkach.
-Okej..to w takim razie wy też musicie się przygotować, a jak na razie, to dla mnie dupę trujecie-
syknęłam w jej stronę. Tak..zdecydowanie nie jestem rannym ptaszkiem. Spojrzała na mnie i wywróciła oczami.
-Tak musimy też, ale nam to mniej czasu zajmuje jak tobie, a
gdybyśmy cię nie obudziły to znając życie spóźniłabyś się. Więc zamiast
narzekać powinnaś nam podziękować- uśmiechnęła się dumnie. Westchnęłam głośno i
wstałam z łóżka kierując się do łazienki. Orzeźwiający prysznic dobrze wpłynie
na moje samopoczucie, jak za każdym razem. Wchodząc do łazienki spojrzałam od
razu na lustro. Zrobiłam wielkie oczy przyglądając się swojemu odbiciu. Wory
pod oczami, czerwona twarz spowodowana wczorajszym słońcem i szopa na głowie.
Nic dziwnego, że Natalie określiła mnie ostatnim nieszczęściem, każdy by tak
stwierdził. Szybko się rozebrałam i wskoczyłam do kabiny. Stojąc tak i
pozwalając chłodnym kropelkom wody spływać po moim ciele zaczęłam swoje
przemyślenia, a konkretniej o moim tacie. Ciekawe jakby to było gdyby jeszcze
żył..jakby świętował ślub swojej córki? Ciężko mi to stwierdzić nie wiedząc
nawet jaki on był. Jego wypadek był jeszcze zanim się urodziłam, więc jedynie
mogę oglądać zdjęcia, na których on jest. Każdy mówi, że odziedziczyłam po nim
oczy i charakterek. Nie mogę potwierdzić tego drugiego, ale pierwsze z pewnością.
Fiołkowe oczy- nasza wspólna cecha, tak rzadko spotykany kolor, który osobiście
uwielbiam. Moje oczy to jedyne co naprawdę lubię w swoim wyglądzie, bo co jest
niezwykłego w prostych, długich blond włosach, przeciętnej figurze i twarzy? Właśnie- nic. Dlatego cieszę się z
tych oczu po tacie, ale charakter, cóż..przeważnie nie umiem trzymać języka za
zębami i jestem niecierpliwa więc jeśli faktycznie to też odziedziczyłam to
stwierdzam, że takie cechy nie są pozytywne i nie jestem z nich dumna, wręcz
przeciwnie, nienawidzę gdy mówię wszystko co myślę zamiast pozostawić niektóre informacje dla siebie.
-Kate, pospiesz się i wyłaź szybciej z tej łazienki!-
oczywiście to Natalie tak się drze, a jeszcze niedawno sama mnie zaganiała do
łazienki..Szybko wyszłam z kabiny, wytarłam się i owinęłam ręcznikiem przed tym
zakładając na stopy pluszowe kapcie. Zeszłam schodami na dół kierując się do
kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie. Usiadłam na krześle podpierając głowę
ręką. Wzięłam się za jedzenie, powoli przeżuwałam i co jakiś czas popijałam
kawą. Pomimo, że uwielbiam to jeść, to jakoś dzisiaj nie miałam ochoty na nic,
nawet na naleśniki.
-Ja rozumiem, że jesteś niewyspana, ale w takim tempie to
nawet żółwie się nie poruszają.- odezwała się Alex patrząc na mnie i kręcąc
głową.
-Słuchaj..nie żeby mi to nie smakowało, ale..naprawdę nie
mam na nic siły. Czuję się jakby przygniótł mnie dziesięciotonowy czołg.-
naprawdę tak się czuję. Na samą myśl o tym, że dzisiaj będzie wesele, które ma
trwać do drugiej w nocy to jeszcze bardziej odechciewa mi się wykonywać
jakichkolwiek czynności.
-Co ty nie powiesz..a co takiego wczoraj robiłaś, że dzisiaj
tak strasznie się czujesz? Nic. Jak zwykle siedziałaś cały dzień na balkonie i
się opalałaś ,więc nie rozumiem jakim cudem ty nie masz na nic siły?-
powiedziała z naciskiem na ‘’ty’’, bo wie dobrze, że ona wczoraj latała po
sklepach w poszukiwaniu sukienki na dzisiejszy dzień, ale to nie moja wina, że
jak zwykle zapomniała o czymś tak istotnym.
-Wczoraj wypiłam na noc kawę i nie mogłam zasnąć, może udało
mi się chociaż na te cztery godziny, ale to jest nic tak naprawdę.- odparłam
naburmuszona niczym małe dziecko. Spojrzałam na Alex, która przewróciła oczami.
Nie miałam w tej chwili ochoty na kłótnie więc wyszłam z kuchni i poszłam do
swojego pokoju szykować się na dzisiejszy dzień. Przyjrzałam się sukience,
którą wybrałam. Wrzosowy kolor podkreślał barwę moich oczu, a białe buty i
kopertówka idealnie pasowały do kreacji. Zanim jednak się ubrałam, podeszłam do swojej toaletki, aby pomalować
twarz i jakoś upiąć włosy, z którymi będzie ciężko. Postawiłam na lekki
makijaż, delikatnie podkreśliłam oczy kredką i nałożyłam tusz do rzęs. Trochę
różu na policzki, jasna szminka i mogłam stwierdzić, że jestem gotowa, bo
jednak uznałam, że włosy pozostawię takie jakie są. Powoli ubrałam sukienkę
żeby nie uszkodzić jakiejś części. Do kopertówki włożyłam szminkę, puder i
telefon. Wzięłam buty w rękę i zeszłam na dół. Zanim zdążyłam wejść do salonu
usłyszałam głośne gwizdnięcie. Obróciłam się i zobaczyłam Natalie i Alex
uśmiechające się z podziwem.
-I jak? Dobrze jest, czy może dać mocniejszy makijaż, tak w
sumie będzie lepiej. Może pójdę zmienić jeszcze..-zanim dokończyłam Natalie
przerwała mi machnięciem ręki.
-Jest idealnie, tylko ja bym coś z włosami zrobiła. Twoja
codzienna fryzura nie pasuje na taką uroczystość.- stwierdziła i podeszła do
mnie bliżej. Przyjrzała mi się dokładnie i zanim zdążyłam zapytać, pociągnęła
mnie za rękę prowadząc do swojego pokoju. Obróciłam się z pytającym wyrazem
twarzy do Alex, a ta wzruszyła ramionami. Cicho westchnęłam i dałam się
prowadzić. Natalie posadziła mnie na swoim krześle przed lustrem i nic nie
mówiąc wyjmowała po kolei lokówkę, grzebień, wsuwki i inne spinki do włosów.
-Czy to jest konieczne? Wiesz, że nienawidzę lokówek,
prostownic, suszarek czy innych sprzętów, które niszczą włosy.- odparłam nieco
wkurzona, bo Natalie wie o tym doskonale, ale i tak chce zastosować to na moich
włosach.
-Wiem, ale lokówka będzie potrzebna tylko na parę pasem
włosów, a przez to nie ucierpisz.- przewróciłam jedynie oczami i wzruszyłam
ramionami, co było dla niej zgodą i ucieszona zabrała się do pracy. Siedziałam
tak jakoś pół godziny i w końcu oznajmiła, że gotowe. Spojrzałam na lustro i
byłam pod wrażeniem. Dawno nie widziałam siebie w tego typu fryzurach. Lekko
upięte włosy w niezwykłego koka i dwa pasma falowanych włosów przy twarzy
sprawiły, że moje włosy nie są zwyczajne. Obróciłam się w stronę Natalie, która
widać, że jest dumna ze swojego dzieła.
-Wiem, wiem. Ta fryzura jest genialna, a na tobie wygląda
jeszcze lepiej, nie musisz dziękować. Wystarczy mi świadomość, że dziewczyny na
weselu będą ci zazdrościć.- tak, szczerość Natalie..ale trochę racji ma. Jestem
pewna, że fryzura nie jest zwyczajna i będzie się wyróżniać, ale nie do
przesady.
-Nie muszę, ale podziękuję i tak!- powiedziawszy to wręcz
rzuciłam się na nią mocno ściskając. Po chwili dołączyła do nas Alex.
-Nie wiem z jakiej przyczyny się tulicie, ale beze mnie się
nie obejdzie!- krzyknęła śmiejąc się razem z nami. Po chwili Natalie wyrwała
się z objęć.
-No już koniec, bo pognieciecie mnie i sobie sukienki.-
powiedziała i zaczęła wygładzać swoją kreację. Nie zdążyłam się im przyjrzeć i
teraz zobaczyłam jak ślicznie obie wyglądają. Alex ma błękitną sukienkę, w
takim samym kolorze oczu, czarną torebkę i buty, a ciemne włosy naturalnie
opadające falami na ramiona sprawiają, że wygląda jeszcze lepiej. Natalie ma
żółtą sukienkę i białe buty, a jasne włosy rozpuszczone z upiętym kwiatem przy
uchu idealnie wyglądają.
-Wyglądacie zniewalająco, pewnie wyrwiecie jakiś
przystojniaków.- oznajmiłam zabawnie poruszając brwiami. Po chwili dostałam
torebką w brzuch, skrzywiłam się i spojrzałam wkurzona na Natalie.
-To ślub twojej siostry, a nie jakiś klub dla singielek !-
spojrzała się karcąco na mnie z poważnym wyrazem twarzy, a po chwili obie
wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy skończyłyśmy, zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia.
***
-Zdrowie młodej pary!- głośno krzyknął prowadzący wesela.
Wszyscy unieśliśmy lampki wypełnione szampanem i wznieśliśmy toast. Po chwili
puścili muzykę, a ja usiadłam przy stole. Spojrzałam na całą moją najbliższą
rodzinę. Głównie byli to wujkowie i dziadkowie od strony mamy, bo od taty nie
przyjechali nie wiadomo z jakich powodów.
-Córcia jak ci się mieszka z dziewczynami i uczy na
Oxfordzie?- zapytała moja mama, upijając łyk herbaty.
-Alex i Natalie są nie do zniesienia..- tu spojrzałam na
moje przyjaciółki, które już chciały się wtrącić, ale szybko dokończyłam-..,
ale kocham je obie i to był najlepszy pomysł na jaki mogłam wpaść ze wspólnym
mieszkaniem.- dziewczyny uśmiechnęły się do mnie i pokiwały głową na znak, że
się ze mną zgadzają.- A w Oxfordzie jakoś leci, ale zdajesz sobie sprawę, że są
wakacje i nie muszę chodzić na uczelnię i się uczyć?- zapytałam mamę, która jak
zwykle jest lekko zacofana.
-Oj przestań, aż taka nieobeznana to ja nie jestem.
Oczywiście, że wiem, ale pytam ogólnie, bo już dawno się nie widziałyśmy.-
spojrzała na mnie wzrokiem, który mówił, że to moja wina.
-Mamo, nie widziałyśmy się miesiąc, a to nie jest dużo, a
wiesz dobrze, że ty też możesz mnie odwiedzać, a nie tylko ja mam przyjeżdżać
do was. – wypowiadając to spojrzałam na mamę i mojego młodszego brata Aarona.
Ten sześcioletni chłopczyk jest przecudownym dzieckiem i podejrzewam, że ma
więcej rozumu niż nie jedna dorosła osoba. Pomimo, że jest moim przyrodnim
bratem, ja go traktuje jak biologicznego. Nowego męża mamy nie kocham jak jego,
ale go szanuję, a przede wszystkim ich
związek małżeński. Na początku miałam problem z zaakceptowaniem tego, ale z
czasem przywykłam, a tym bardziej gdy urodził się Aaron.
-Dobra już dobra, nie sprzeczajmy się lepiej w dniu ślubu
twojej siostry, pewnie zaraz przyj..-mówiąc to urwała i spojrzała na coś za mną
z rozszerzonymi oczami i otwartą buzią.- jak oni tutaj..co? Jakim prawem
przychodzą nieproszeni tutaj?!- głośno powiedziała mama i zaczęła szybko
wstawać. Obróciłam się w stronę, gdzie ciągle się patrzy i sama aż
zaniemówiłam. James Owen stał oparty o ścianę wraz ze swoimi rodzicami, jak się
domyślam. James, James Owen jest na ślubie mojej siostry. Najgorszy chłopak w
mieście. Chodzi razem ze mną na uczelnię i pomimo, że tam zachowuje się nienagannie to
poza nią jest największym postrachem w Oxfordzie. Tak właśnie, prawdziwy James
stoi tam przy drzwiach jak gdyby nigdy nic. Spojrzałam na Alex i Natalie, które
były równie zdziwione jak ja. Wzrokiem przeleciałam po reszcie rodziny i
zobaczyłam, że są tak samo wkurzeni jak moja mama, ale dlaczego? James sieje
postrach, ale na pewno starsi ludzie nie znają go nawet, a jego rodzina? Czy ja
czegoś nie wiem, a powinnam wiedzieć?
-Mamo..o co chodzi? Dlaczego ta rodzina jest tutaj i czemu
jesteście tacy wkurzeni?- zapytałam spoglądając na mamę i rodzinę. Nic nie
odpowiadając, mama podeszła do Owen’ów. Przyjrzałam się dokładnie i zobaczyłam,
że ojciec Jamesa uśmiecha się w stronę mamy, a ona już z daleka zaczyna na
niego krzyczeć. Oczywiście nie na tyle głośno, żeby zwrócić uwagę reszty gości.
Po chwili stoją obok siebie i nawzajem się przekrzykują. Nie mogąc tak stać i
patrzeć na to nie wiedząc o co chodzi, wstałam i szybkim krokiem podeszłam do
nich. Dopiero jak byłam bliżej zwrócili na mnie uwagę i ucichli.
-Dzień dobry.- spojrzałam na pana Owena i wymusiłam mały
uśmiech, który odwzajemnił, ale jego był szczery, potem zwróciłam się do mamy-
Mamo, mogłabyś mi wyjaśnić co się dzieje?- zapytałam niecierpliwie. Spojrzała
się na mnie i z wkurzonego wyrazu twarzy zauważyłam w jej oczach bezradność.
-Kochanie..lepiej wracaj do stołu, nie ma co wyjaśniać..
-Amando, nie uważasz, że Katherine powinna wiedzieć?- pan
Owen spojrzał najpierw na mamę, później przeniósł wzrok na mnie. Skąd on wie
jak mam na imię? Tym bardziej, dlaczego zwraca się do mamy po imieniu?
-Wiedzieć co?- spojrzałam na mamę z pytającym wyrazem
twarzy. Widać po niej, że nie podziela zdania pana Owena.
-Edwardzie, wydaję mi się, że w tej sprawie masz najmniej do
powiedzenia i pozwól, że to ja zadecyduję- syknęła w jego stronę. Moje
zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej. Naprawdę chcę wiedzieć co się tu dzieje,
bo powoli tracę cierpliwość.
-Akurat ja mam dużo do powiedzenia, w końcu jako brat
Williama mam prawo do udzielania głosu w tej sprawie.- spojrzał na mamę mrużąc
oczy. Stałam tak jeszcze chwilę zanim dotarło do mnie co powiedział. Brat
Williama? Mój tata tak się nazywa, nie..to jest niemożliwe. Mama nie skrywałaby
przede mną tak ważnej informacji, prawda?
-Chwila..Williama?- zapytałam się pana Owena wciąż
nie dowierzając.
-Tak, twojego ojca.- spojrzał łagodnie na mnie posyłając mi
słaby uśmiech. Przeniosłam wzrok na mamę , która patrzyła się zdenerwowana na
pana Edwarda. Mój spokój dobiegł końca i zastąpiła go wściekłość.
-Chciałabyś coś powiedzieć mamo?- zapytałam się jej, ale ta
wciąż milczała.- Nie? Czyli uważasz, że skrywanie tego, że tata miał brata,
który okazał się moim wujkiem jest nie istotne?!- i wybuchłam. Naprawdę nie
mogę uwierzyć, że przez tyle lat nie wiedziałam o tym. Mama zacisnęła usta nie
wiedząc co powiedzieć. Po chwili dołączyła do nas moja siostra. Spojrzała
zdziwiona na pana Edwarda.
-Edward? Co ty robisz tutaj?- zadała pytanie w jego stronę
spoglądając to na niego i mamę. Czyli ona też go zna?! Naprawdę?! Czemu ja,
jako jedyna nie wiedziałam i dalej nie wiem o co tu chodzi?
-Przyjechałem na twój ślub, przecież nie mogłem ominąć
takiego ważnego dnia, nawet jeśli moje istnienie w tej rodzinie zostało
utajone. - wymusił w jej stronę słaby uśmiech. Patrzyłam kolejno na wszystkich
zgromadzonych w tej rozmowie oczekując wyjaśnień, w końcu moja mama zabrała
głos patrząc się na mnie.
-Katherine, przepraszam, że nic o tym nie wspominaliśmy.
Skoro już tyle rzeczy zostało ujawnione należą ci się dalsze wyjaśnienia.-westchnęła
i dokańczała dalej.- Edward Owen jest bratem Williama co już wiesz. Było to
tajemnicą, ponieważ zanim twój tata zmarł, pokłócił się z Edwardem, ale to była
nie byle jaka kłótnia, o której na razie ci nie powiem, ale wiedz, że przez nią
Edward wyrzekł się swojego nazwiska i wziął swojej żony. Pewnie zastanawia cię
czemu ty jako jedyna nie wiesz o tym wszystkim, ale to dlatego, że twoja
siostra Susan znała Edwarda zanim do tego wszystkiego doszło i byliśmy normalnie
rodziną. James, syn Edwarda dowiedział się o tym dopiero wczoraj, więc nie
jesteś sama w tym wszystkim. Jeszcze jedna sprawa, zatailiśmy to wszystko przed
wami żebyście nie mieli problemu z tymi rzeczami, każdy myślał, że to rozsądna
decyzja i nie wyda się, aż do dzisiaj.- zakańczając to, spojrzała na mnie z nieodgadnionym wyrazem
twarzy. Ja sama nie wiedziałam co o tym myśleć..to i tak nie jest wszystko
czego mam się dowiedzieć, ale na to wychodzi, że James jest moim kuzynem?
James, ten James, o którym tyle ludzi mówi? Myśląc o tym wzrokiem wyszukałam
go. Stał przy barku pijąc alkohol, wyczuł pewnie, że ktoś go obserwuję i
odwrócił się w moją stronę, posłał mi tajemniczy uśmiech i wrócił do sączenia
napoju. Spojrzałam na Edwarda, mamę i Susan, każdy z nich czekał na moją
reakcję, a ja tylko ich wyminęłam kierując się w stronę drzwi, musiałam się
przewietrzyć. Zanim jednak otworzyłam drzwi, poczułam rękę na swoim ramieniu,
która uniemożliwiała mi poruszenie się.
-Witaj w rodzinie Katherine.- poczułam oddech przy swoim
uchu. James. Nie odwracając się w jego stronę wyszłam szybko z budynku. Coś
czuję, że to początek czegoś niekoniecznie dobrego…
_____________________________________
O to pierwszy rozdział :D Od razu mówię- to moje pierwsze opowiadanie jakie napisałam, więc mogą się pojawiać błędy, a jeśli będą to śmiało mnie poprawiajcie ;) Mam nadzieję, że się podoba i komentarze są mile widziane ;v
Następny rozdział pojawi się pojutrze ^^
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz