sobota, 29 sierpnia 2015

I rozdział

                               
-Katherine! Wstawaj, spóźnisz się! Jesteś druhną, musisz być wcześniej żeby pomóc swojej siostrze w jej najważniejszym dniu, więc rusz te swoje cudowne cztery litery!- krzyk Natalie rozniósł się po całym domu. Nie zdziwiłabym się gdyby osiedle nawet usłyszało. Ta stanowcza kobieta jest moją przyjaciółką, z którą dzielę mieszkanie.., ale to jej nie usprawiedliwia żeby o tej godzinie mnie budzić! Dobra rozumiem, ślub, przygotowania i w ogóle, ale naprawdę człowiek nie może się chociaż raz wyspać?! Najwyraźniej nie, bo one nie mają zamiaru ucichnąć.
-Kate..naprawdę powinnaś wstać. Ja rozumiem, że jesteś śpiochem, ale.. A co ja tam będę ci prawić! Wstawaj do cholery, bo jak nie to obiecuje, że do końca roku nie zrobię ci śniadania!- tym razem Alex się odezwała..i tu mnie ma. Wie, że kocham jej poranne naleśniki i przygotowaną przez nią kawę,  bez której nie będę normalnie funkcjonować. Niechętnie otworzyłam oczy. Promienie słoneczne, rażące w moją twarz, aż prosiły aby zamknąć powieki, ale niestety musiałam jakoś dać radę. Ujrzałam nad sobą dwie wkurzone dziewczyny.. no pięknie, nie ma nic lepszego jak obudzić się i z samego rana dostać opieprz od przyjaciółek!
-Katherine Margaret Mighton! Nie patrz się tak na nas. Jeszcze nam za to podziękujesz, a tym bardziej, że zrobię te twoje naleśniki, masz szczęście.- Alex spojrzała na mnie z uśmiechem na twarzy, który i tak próbowała ukryć.
-Kawusia też?- spojrzałam na nią błagalnie.
-Też.-zgodziła się i szybko wyszła zamykając za sobą drzwi i zostawiając mnie z Natalie, która czasem zachowuje się jak moja matka.
-Dla mnie też zrób!- głośno krzyknęła sprawiając, że czułam jakby moje uszy się rozrywały. – A ty..-urwała wskazując na mnie palcem. –Idź się umyj i zrób coś z tą twarzą, bo wyglądasz jak ostatnie nieszczęście.- O tak, zdecydowanie jest moją drugą mamą.
-Dobrze..mamo- zaśmiałam się i usiadłam na rogu łóżka.- A wy kiedy będziecie się szykować?- zapytałam spoglądając na nią i mrużąc oczy.
-A właśnie! Dzwoniła twoja mama i powiedziała żebyśmy z Alex także przyszły i pomogły w poprawkach.
-Okej..to w takim razie wy też musicie się przygotować, a  jak na razie, to dla mnie dupę trujecie- syknęłam w jej stronę. Tak..zdecydowanie nie jestem  rannym ptaszkiem.  Spojrzała na mnie i wywróciła oczami.
-Tak musimy też, ale nam to mniej czasu zajmuje jak tobie, a gdybyśmy cię nie obudziły to znając życie spóźniłabyś się. Więc zamiast narzekać powinnaś nam podziękować- uśmiechnęła się dumnie. Westchnęłam głośno i wstałam z łóżka kierując się do łazienki. Orzeźwiający prysznic dobrze wpłynie na moje samopoczucie, jak za każdym razem. Wchodząc do łazienki spojrzałam od razu na lustro. Zrobiłam wielkie oczy przyglądając się swojemu odbiciu. Wory pod oczami, czerwona twarz spowodowana wczorajszym słońcem i szopa na głowie. Nic dziwnego, że Natalie określiła mnie ostatnim nieszczęściem, każdy by tak stwierdził. Szybko się rozebrałam i wskoczyłam do kabiny. Stojąc tak i pozwalając chłodnym kropelkom wody spływać po moim ciele zaczęłam swoje przemyślenia, a konkretniej o moim tacie. Ciekawe jakby to było gdyby jeszcze żył..jakby świętował ślub swojej córki? Ciężko mi to stwierdzić nie wiedząc nawet jaki on był. Jego wypadek był jeszcze zanim się urodziłam, więc jedynie mogę oglądać zdjęcia, na których on jest. Każdy mówi, że odziedziczyłam po nim oczy i charakterek. Nie mogę potwierdzić tego drugiego, ale pierwsze z pewnością. Fiołkowe oczy- nasza wspólna cecha, tak rzadko spotykany kolor, który osobiście uwielbiam. Moje oczy to jedyne co naprawdę lubię w swoim wyglądzie, bo co jest niezwykłego w prostych, długich blond włosach, przeciętnej figurze i  twarzy? Właśnie- nic. Dlatego cieszę się z tych oczu po tacie, ale charakter, cóż..przeważnie nie umiem trzymać języka za zębami i jestem niecierpliwa więc jeśli faktycznie to też odziedziczyłam to stwierdzam, że takie cechy nie są pozytywne i nie jestem z nich dumna, wręcz przeciwnie, nienawidzę gdy mówię wszystko co myślę zamiast pozostawić  niektóre informacje dla siebie.
-Kate, pospiesz się i wyłaź szybciej z tej łazienki!- oczywiście to Natalie tak się drze, a jeszcze niedawno sama mnie zaganiała do łazienki..Szybko wyszłam z kabiny, wytarłam się i owinęłam ręcznikiem przed tym zakładając na stopy pluszowe kapcie. Zeszłam schodami na dół kierując się do kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie. Usiadłam na krześle podpierając głowę ręką. Wzięłam się za jedzenie, powoli przeżuwałam i co jakiś czas popijałam kawą. Pomimo, że uwielbiam to jeść, to jakoś dzisiaj nie miałam ochoty na nic, nawet na naleśniki.
-Ja rozumiem, że jesteś niewyspana, ale w takim tempie to nawet żółwie się nie poruszają.- odezwała się Alex patrząc na mnie i kręcąc głową.
-Słuchaj..nie żeby mi to nie smakowało, ale..naprawdę nie mam na nic siły. Czuję się jakby przygniótł mnie dziesięciotonowy czołg.- naprawdę tak się czuję. Na samą myśl o tym, że dzisiaj będzie wesele, które ma trwać do drugiej w nocy to jeszcze bardziej odechciewa mi się wykonywać jakichkolwiek czynności.
-Co ty nie powiesz..a co takiego wczoraj robiłaś, że dzisiaj tak strasznie się czujesz? Nic. Jak zwykle siedziałaś cały dzień na balkonie i się opalałaś ,więc nie rozumiem jakim cudem ty nie masz na nic siły?- powiedziała z naciskiem na ‘’ty’’, bo wie dobrze, że ona wczoraj latała po sklepach w poszukiwaniu sukienki na dzisiejszy dzień, ale to nie moja wina, że jak zwykle zapomniała o czymś tak istotnym.
-Wczoraj wypiłam na noc kawę i nie mogłam zasnąć, może udało mi się chociaż na te cztery godziny, ale to jest nic tak naprawdę.- odparłam naburmuszona niczym małe dziecko. Spojrzałam na Alex, która przewróciła oczami. Nie miałam w tej chwili ochoty na kłótnie więc wyszłam z kuchni i poszłam do swojego pokoju szykować się na dzisiejszy dzień. Przyjrzałam się sukience, którą wybrałam. Wrzosowy kolor podkreślał barwę moich oczu, a białe buty i kopertówka idealnie pasowały do kreacji. Zanim jednak się ubrałam,  podeszłam do swojej toaletki, aby pomalować twarz i jakoś upiąć włosy, z którymi będzie ciężko. Postawiłam na lekki makijaż, delikatnie podkreśliłam oczy kredką i nałożyłam tusz do rzęs. Trochę różu na policzki, jasna szminka i mogłam stwierdzić, że jestem gotowa, bo jednak uznałam, że włosy pozostawię takie jakie są. Powoli ubrałam sukienkę żeby nie uszkodzić jakiejś części. Do kopertówki włożyłam szminkę, puder i telefon. Wzięłam buty w rękę i zeszłam na dół. Zanim zdążyłam wejść do salonu usłyszałam głośne gwizdnięcie. Obróciłam się i zobaczyłam Natalie i Alex uśmiechające się z podziwem.
-I jak? Dobrze jest, czy może dać mocniejszy makijaż, tak w sumie będzie lepiej. Może pójdę zmienić jeszcze..-zanim dokończyłam Natalie przerwała mi machnięciem ręki.
-Jest idealnie, tylko ja bym coś z włosami zrobiła. Twoja codzienna fryzura nie pasuje na taką uroczystość.- stwierdziła i podeszła do mnie bliżej. Przyjrzała mi się dokładnie i zanim zdążyłam zapytać, pociągnęła mnie za rękę prowadząc do swojego pokoju. Obróciłam się z pytającym wyrazem twarzy do Alex, a ta wzruszyła ramionami. Cicho westchnęłam i dałam się prowadzić. Natalie posadziła mnie na swoim krześle przed lustrem i nic nie mówiąc wyjmowała po kolei lokówkę, grzebień, wsuwki i inne spinki do włosów.
-Czy to jest konieczne? Wiesz, że nienawidzę lokówek, prostownic, suszarek czy innych sprzętów, które niszczą włosy.- odparłam nieco wkurzona, bo Natalie wie o tym doskonale, ale i tak chce zastosować to na moich włosach.
-Wiem, ale lokówka będzie potrzebna tylko na parę pasem włosów, a przez to nie ucierpisz.- przewróciłam jedynie oczami i wzruszyłam ramionami, co było dla niej zgodą i ucieszona zabrała się do pracy. Siedziałam tak jakoś pół godziny i w końcu oznajmiła, że gotowe. Spojrzałam na lustro i byłam pod wrażeniem. Dawno nie widziałam siebie w tego typu fryzurach. Lekko upięte włosy w niezwykłego koka i dwa pasma falowanych włosów przy twarzy sprawiły, że moje włosy nie są zwyczajne. Obróciłam się w stronę Natalie, która widać, że jest dumna ze swojego dzieła.
-Wiem, wiem. Ta fryzura jest genialna, a na tobie wygląda jeszcze lepiej, nie musisz dziękować. Wystarczy mi świadomość, że dziewczyny na weselu będą ci zazdrościć.- tak, szczerość Natalie..ale trochę racji ma. Jestem pewna, że fryzura nie jest zwyczajna i będzie się wyróżniać, ale nie do przesady.
-Nie muszę, ale podziękuję i tak!- powiedziawszy to wręcz rzuciłam się na nią mocno ściskając. Po chwili dołączyła do nas Alex.
-Nie wiem z jakiej przyczyny się tulicie, ale beze mnie się nie obejdzie!- krzyknęła śmiejąc się razem z nami. Po chwili Natalie wyrwała się z objęć.
-No już koniec, bo pognieciecie mnie i sobie sukienki.- powiedziała i zaczęła wygładzać swoją kreację. Nie zdążyłam się im przyjrzeć i teraz zobaczyłam jak ślicznie obie wyglądają. Alex ma błękitną sukienkę, w takim samym kolorze oczu, czarną torebkę i buty, a ciemne włosy naturalnie opadające falami na ramiona sprawiają, że wygląda jeszcze lepiej. Natalie ma żółtą sukienkę i białe buty, a jasne włosy rozpuszczone z upiętym kwiatem przy uchu idealnie wyglądają.
-Wyglądacie zniewalająco, pewnie wyrwiecie jakiś przystojniaków.- oznajmiłam zabawnie poruszając brwiami. Po chwili dostałam torebką w brzuch, skrzywiłam się i spojrzałam wkurzona na Natalie.
-To ślub twojej siostry, a nie jakiś klub dla singielek !- spojrzała się karcąco na mnie z poważnym wyrazem twarzy, a po chwili obie wybuchnęłyśmy śmiechem. Kiedy skończyłyśmy, zaczęłyśmy zbierać się do wyjścia.
                                              ***
-Zdrowie młodej pary!- głośno krzyknął prowadzący wesela. Wszyscy unieśliśmy lampki wypełnione szampanem i wznieśliśmy toast. Po chwili puścili muzykę, a ja usiadłam przy stole. Spojrzałam na całą moją najbliższą rodzinę. Głównie byli to wujkowie i dziadkowie od strony mamy, bo od taty nie przyjechali nie wiadomo z jakich powodów.
-Córcia jak ci się mieszka z dziewczynami i uczy na Oxfordzie?- zapytała moja mama, upijając łyk herbaty.
-Alex i Natalie są nie do zniesienia..- tu spojrzałam na moje przyjaciółki, które już chciały się wtrącić, ale szybko dokończyłam-.., ale kocham je obie i to był najlepszy pomysł na jaki mogłam wpaść ze wspólnym mieszkaniem.- dziewczyny uśmiechnęły się do mnie i pokiwały głową na znak, że się ze mną zgadzają.- A w Oxfordzie jakoś leci, ale zdajesz sobie sprawę, że są wakacje i nie muszę chodzić na uczelnię i się uczyć?- zapytałam mamę, która jak zwykle jest lekko zacofana.
-Oj przestań, aż taka nieobeznana to ja nie jestem. Oczywiście, że wiem, ale pytam ogólnie, bo już dawno się nie widziałyśmy.- spojrzała na mnie wzrokiem, który mówił, że to moja wina.
-Mamo, nie widziałyśmy się miesiąc, a to nie jest dużo, a wiesz dobrze, że ty też możesz mnie odwiedzać, a nie tylko ja mam przyjeżdżać do was. – wypowiadając to spojrzałam na mamę i mojego młodszego brata Aarona. Ten sześcioletni chłopczyk jest przecudownym dzieckiem i podejrzewam, że ma więcej rozumu niż nie jedna dorosła osoba. Pomimo, że jest moim przyrodnim bratem, ja go traktuje jak biologicznego. Nowego męża mamy nie kocham jak jego, ale go szanuję,  a przede wszystkim ich związek małżeński. Na początku miałam problem z zaakceptowaniem tego, ale z czasem przywykłam, a tym bardziej gdy urodził się Aaron.
-Dobra już dobra, nie sprzeczajmy się lepiej w dniu ślubu twojej siostry, pewnie zaraz przyj..-mówiąc to urwała i spojrzała na coś za mną z rozszerzonymi oczami i otwartą buzią.- jak oni tutaj..co? Jakim prawem przychodzą nieproszeni tutaj?!- głośno powiedziała mama i zaczęła szybko wstawać. Obróciłam się w stronę, gdzie ciągle się patrzy i sama aż zaniemówiłam. James Owen stał oparty o ścianę wraz ze swoimi rodzicami, jak się domyślam. James, James Owen jest na ślubie mojej siostry. Najgorszy chłopak w mieście. Chodzi razem ze mną na uczelnię  i pomimo, że tam zachowuje się nienagannie to poza nią jest największym postrachem w Oxfordzie. Tak właśnie, prawdziwy James stoi tam przy drzwiach jak gdyby nigdy nic. Spojrzałam na Alex i Natalie, które były równie zdziwione jak ja. Wzrokiem przeleciałam po reszcie rodziny i zobaczyłam, że są tak samo wkurzeni jak moja mama, ale dlaczego? James sieje postrach, ale na pewno starsi ludzie nie znają go nawet, a jego rodzina? Czy ja czegoś nie wiem, a powinnam wiedzieć?
-Mamo..o co chodzi? Dlaczego ta rodzina jest tutaj i czemu jesteście tacy wkurzeni?- zapytałam spoglądając na mamę i rodzinę. Nic nie odpowiadając, mama podeszła do Owen’ów. Przyjrzałam się dokładnie i zobaczyłam, że ojciec Jamesa uśmiecha się w stronę mamy, a ona już z daleka zaczyna na niego krzyczeć. Oczywiście nie na tyle głośno, żeby zwrócić uwagę reszty gości. Po chwili stoją obok siebie i nawzajem się przekrzykują. Nie mogąc tak stać i patrzeć na to nie wiedząc o co chodzi, wstałam i szybkim krokiem podeszłam do nich. Dopiero jak byłam bliżej zwrócili na mnie uwagę i ucichli.
-Dzień dobry.- spojrzałam na pana Owena i wymusiłam mały uśmiech, który odwzajemnił, ale jego był szczery, potem zwróciłam się do mamy- Mamo, mogłabyś mi wyjaśnić co się dzieje?- zapytałam niecierpliwie. Spojrzała się na mnie i z wkurzonego wyrazu twarzy zauważyłam w jej oczach bezradność.
-Kochanie..lepiej wracaj do stołu, nie ma co wyjaśniać..
-Amando, nie uważasz, że Katherine powinna wiedzieć?- pan Owen spojrzał najpierw na mamę, później przeniósł wzrok na mnie. Skąd on wie jak mam na imię? Tym bardziej, dlaczego zwraca się do mamy po imieniu?
-Wiedzieć co?- spojrzałam na mamę z pytającym wyrazem twarzy. Widać po niej, że nie podziela zdania pana Owena.
-Edwardzie, wydaję mi się, że w tej sprawie masz najmniej do powiedzenia i pozwól, że to ja zadecyduję- syknęła w jego stronę. Moje zdziwienie wzrosło jeszcze bardziej. Naprawdę chcę wiedzieć co się tu dzieje, bo powoli tracę cierpliwość.
-Akurat ja mam dużo do powiedzenia, w końcu jako brat Williama mam prawo do udzielania głosu w tej sprawie.- spojrzał na mamę mrużąc oczy. Stałam tak jeszcze chwilę zanim dotarło do mnie co powiedział. Brat Williama? Mój tata tak się nazywa, nie..to jest niemożliwe. Mama nie skrywałaby przede mną tak ważnej informacji, prawda?
-Chwila..Williama?- zapytałam się pana Owena wciąż nie dowierzając.
-Tak, twojego ojca.- spojrzał łagodnie na mnie posyłając mi słaby uśmiech. Przeniosłam wzrok na mamę , która patrzyła się zdenerwowana na pana Edwarda. Mój spokój dobiegł końca i zastąpiła go wściekłość.
-Chciałabyś coś powiedzieć mamo?- zapytałam się jej, ale ta wciąż milczała.- Nie? Czyli uważasz, że skrywanie tego, że tata miał brata, który okazał się moim wujkiem jest nie istotne?!- i wybuchłam. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że przez tyle lat nie wiedziałam o tym. Mama zacisnęła usta nie wiedząc co powiedzieć. Po chwili dołączyła do nas moja siostra. Spojrzała zdziwiona na pana Edwarda.
-Edward? Co ty robisz tutaj?- zadała pytanie w jego stronę spoglądając to na niego i mamę. Czyli ona też go zna?! Naprawdę?! Czemu ja, jako jedyna nie wiedziałam i dalej nie wiem o co tu chodzi?
-Przyjechałem na twój ślub, przecież nie mogłem ominąć takiego ważnego dnia, nawet jeśli moje istnienie w tej rodzinie zostało utajone. - wymusił w jej stronę słaby uśmiech. Patrzyłam kolejno na wszystkich zgromadzonych w tej rozmowie oczekując wyjaśnień, w końcu moja mama zabrała głos patrząc się na mnie.
-Katherine, przepraszam, że nic o tym nie wspominaliśmy. Skoro już tyle rzeczy zostało ujawnione należą ci się dalsze wyjaśnienia.-westchnęła i dokańczała dalej.- Edward Owen jest bratem Williama co już wiesz. Było to tajemnicą, ponieważ zanim twój tata zmarł, pokłócił się z Edwardem, ale to była nie byle jaka kłótnia, o której na razie ci nie powiem, ale wiedz, że przez nią Edward wyrzekł się swojego nazwiska i wziął swojej żony. Pewnie zastanawia cię czemu ty jako jedyna nie wiesz o tym wszystkim, ale to dlatego, że twoja siostra Susan znała Edwarda zanim do tego wszystkiego doszło i byliśmy normalnie rodziną. James, syn Edwarda dowiedział się o tym dopiero wczoraj, więc nie jesteś sama w tym wszystkim. Jeszcze jedna sprawa, zatailiśmy to wszystko przed wami żebyście nie mieli problemu z tymi rzeczami, każdy myślał, że to rozsądna decyzja i nie wyda się, aż do dzisiaj.- zakańczając to,  spojrzała na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Ja sama nie wiedziałam co o tym myśleć..to i tak nie jest wszystko czego mam się dowiedzieć, ale na to wychodzi, że James jest moim kuzynem? James, ten James, o którym tyle ludzi mówi? Myśląc o tym wzrokiem wyszukałam go. Stał przy barku pijąc alkohol, wyczuł pewnie, że ktoś go obserwuję i odwrócił się w moją stronę, posłał mi tajemniczy uśmiech i wrócił do sączenia napoju. Spojrzałam na Edwarda, mamę i Susan, każdy z nich czekał na moją reakcję, a ja tylko ich wyminęłam kierując się w stronę drzwi, musiałam się przewietrzyć. Zanim jednak otworzyłam drzwi, poczułam rękę na swoim ramieniu, która uniemożliwiała mi poruszenie się.

-Witaj w rodzinie Katherine.- poczułam oddech przy swoim uchu. James. Nie odwracając się w jego stronę wyszłam szybko z budynku. Coś czuję, że to początek czegoś niekoniecznie dobrego…
_____________________________________
O to pierwszy rozdział :D Od razu mówię- to moje pierwsze opowiadanie jakie napisałam, więc mogą się pojawiać błędy, a jeśli będą to śmiało mnie poprawiajcie ;) Mam nadzieję, że się podoba i komentarze są mile widziane ;v 
Następny rozdział pojawi się pojutrze ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz