Stałam na werandzie, opierając się o framugę drewnianych
drzwi. Zimne powietrze owiewało moją twarz, przez co policzki nabierały
zaróżowiałych kolorów. Wzięłam głęboki wdech i ze spokojem wypuściłam powietrze
patrząc na przepiękny widok przede mną. Cichy szelest, dzięki drzewom
synchronizującym swoje ruchy i wyraźny księżyc na gołym niebie nadawały
przyjemnego klimatu. Spojrzałam w górę podziwiając liczne światełka doszukując
się gwiazdozbiorów. Nie zwracałam uwagi w tym momencie na włosy spadające na
moją twarz przez lekki, chłodny wiatr. Nie przejmowałam się, że przeziębienie
może mnie dopaść w najbliższym czasie. Nie miało dla mnie znaczenia, że w moim
życiu nastąpiła zmiana, której nie oczekiwałam. W tej chwili niczym się nie
przejmowałam, bo właśnie ta chwila może już się nie powtórzyć. Może nie będę
miała czasu na takie błahostki, jak wychodzenie na zewnątrz, aby spojrzeć w
oczy gwiazd. Może nie znajdę nawet minuty na odrobinę ciszy i spokoju, dlatego
ta chwila jest dla mnie cenna. Wyjęłam z kieszeni bluzy małe opakowanie, po czym
wysunęłam z niego wyrób tytoniowy. Papieros-taka drobna rzecz, a tak bardzo
szkodzi zdrowiu. Zastanawiając się chwilę, obracałam go między palcami. Palę
okazyjnie, przeważnie gdy dopada mnie stres, albo chwilowo chce się rozerwać. A
teraz dlaczego miałabym to zrobić? No tak, pewnie chce dodać jeszcze lepszych efektów.
Dziewczyna stojąca na werandzie, włosy powiewające na wietrze, gwieździsta noc.
Brakuje tylko jeszcze małego szczegółu, żeby wszystko dopełnić. Wzruszyłam
ramionami i włożyłam do ust papierosa, zapalając go przy tym. Zsunęłam się po
drewnianej framudze wypuszczając powoli dym tytoniowy. Przymknęłam oczy i
odczuwałam już całkowite rozluźnienie. Zgasiłam niedopałek i wyjęłam telefon,
aby sprawdzić godzinę. Dochodziła północ, a Nathana i Kevina wciąż nie było. Po
tym jak znaleźliśmy Alex, udałam się w stronę samochodu tak jak było mówione.
Po jakimś czasie dołączyła Natalie, a po niej James i David, oznajmiając nam,
że jedziemy do ich dawnego domu. Nie zadawałam żadnych pytań i nie chciałam
nawet wiedzieć o co chodzi. Byłam zbyt zajęta czuwaniem nad Alex, więc nie
zauważyłam nawet, że kogoś brakuje. Dopiero jak Natalie po zdrzemnięciu się
obudziła i stwierdziła, że chce mnie zmienić, zamieniłyśmy się miejscami w
samochodach i wsłuchałam się w rozmowy chłopaków. I w tamtym momencie
dostrzegłam, że nie ma Nathana. Z niewiadomych powodów zaczęło mi się robić
gorąco i dopadał mnie stres. Zaczęłam zadawać pytania, na które i tak
odpowiadali zdawkowo. Powiedzieli mi tylko to, że któryś z nich jest ranny i
musieli dłużej zostać. Chciałam się dowiedzieć więcej, na przykład to, jak
Morgan reagował i czy coś mówił. Czy pojawił się jakiś nowy problem i nawet chciałam
głębiej dopytać się o Nate’a . Oczywiście oni nie mieli zamiaru udzielać mi
więcej odpowiedzi. Przez całą drogę myślami byłam przy niebieskookim chłopaku,
który mnie wkurzał i jednocześnie pociągał fizycznie. Tak, w końcu to przed
sobą przyznałam, nie na głos, ale do głowy dopuszczam sobie takie myśli. Nie
powinien on zaprzątać moich myśli, a już na pewno w jakiś sposób na mnie
działać. Wiem jedno, że ja u siebie mam
taką granicę, której nie mogę przekroczyć. Okej, przyznałam się do jakiegoś
pociągu do niego, ale nic więcej. Na tym powinno się zakończyć moje
rozmyślanie, bo zejdzie to na niebezpieczny tor, a wolałabym go ominąć. Tak
więc, gdy omówiłam sama ze sobą i uporządkowałam swoje myśli, tak o to siedzę
skulona na werandzie nie myśląc już o niczym. Wydawać by się mogło, że tak już
zostanie. Oczywiście ja wiem, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Usłyszałam jak głośne i dość szybkie kroki
zmierzają w moją stronę. Po chwili przed oczami ukazał mi się lekko zdyszany
Matt. Spojrzał się na mnie i po chwili przeniósł wzrok na niedopałek leżący
obok mnie. Posłał mi pytające spojrzenie, na co ja wzruszyłam ramionami w
odpowiedzi. Stanął obok mnie i oparł się o framugę zsuwając się w dół.
-Zaraz tu będą.-oznajmił patrząc się przed siebie, jakby nad
czymś rozmyślał. Kiwnęłam głową chociaż i tak pewnie tego nie zobaczył. O dziwo
nie czułam takiej radości, że niedługo pojawi się Nathan, o którego w pewnym
sensie się obawiałam. Jedynie przez moje ciało przeszła kolejna dawka
rozluźnienia i poczułam lekką ulgę. Prześledziłam uważnie wzrokiem chłopaka
siedzącego obok mnie. Wyczułam od niego stres, mimo spokojnego wyrazu twarzy. W
skupieniu patrzył się w jeden punkt, a ja już wiedziałam, że coś go trapi.
-Boisz się?- zapytałam poważnie, ale jednocześnie łagodnie.
Przeniósł na mnie wzrok, który wyrażał kompletne zdezorientowanie.-Reakcji ze
strony wszystkich chłopaków..i decyzji.-wytłumaczyłam i przełknęłam cicho ślinę.
Odczułam coś na wzór połączenia. Jakby jego ciężar został ukazany także dla
mnie, przez co wykazywałam większe zrozumienie. Poruszył się niepewnie i potarł
czoło dłonią.
-Trochę..-westchnął głośno.-Ale zrozumiem, jeśli nie będą
zadowoleni. Po tym co zrobiłem nie oczekuje jakiejś taryfy ulgowej. –wykrzywił
usta w ironicznym uśmiechu. Położyłam mu dłoń na jego kolanie i powoli
poklepałam.
-W razie czego, będę obok. Jeśli ty wyjdziesz, ja razem z
tobą.- uśmiechnęłam się do niego pocieszająco. Wyszczerzył się szeroko i objął
mnie ramieniem.
-Gdzie ty się podziewałaś przez całe moje życie kobieto?
-W twoich snach, bracie.-odparłam wywołując u niego cichy
śmiech. Siedzieliśmy tak jeszcze chwilę w przyjemnej ciszy. Odpowiadało mi to
bardzo, zważywszy na fakt, że dzisiaj był dzień pełen stresu i naprawdę ten
spokój dobrze na mnie wpływa. I ot tak, nagle w całym pomieszczeniu zrobiło się
głośno przez jedną osobę.
-Kate, przyjechali!- krzyknęła głośno Natalie chwytając moje
dłonie, usiłując mnie podnieść.
-I?- zapytałam się przewracając oczami. W końcu wstałam na
równe nogi i otrzepałam bluzę.
-Obaj są ranni i potrzebna jest ta twoja zdolność!-
krzyknęła w moją stronę sprawiając, że moje uszy się rozrywały. -Ta harcerska
czy coś, dobra wiesz o co chodzi. No chodź już!- zatkałam dłonią uszy i
rozmasowałam swoją głowę. Po chwili zostałam ciągnięta przez Natalie. Weszłyśmy
do salonu, na który wcześniej wręcz szczęka opadła mi z wrażenia. Co jak co,
ale oni kiedyś mieszkali w jakimś pałacu, nie normalnym mieszkaniu. Dziewczyna
puściła moją rękę i wybiegła gdzieś z pokoju. Westchnęłam głośno i usiadłam na
sofie. Zdecydowałam zachować spokój, w końcu najważniejsze, że żyją więc nie ma
po co robić z tego afery. Po chwili doszły mnie rozmowy i wzajemne
przekrzykiwanie się. Kiedy wyłapałam jego głos, momentalnie się wyprostowałam.
Zza rogu wyłoniły się kolejno wchodzące sylwetki. Natalie jako pierwsza weszła
do salonu i stanęła obok mnie.
-Za ładnie to nie wygląda.-szepnęła w moją stronę. Obróciłam
się patrząc na nią nie do końca rozumiejąc. Kiwnęła głową i od razu się
skrzywiła gdy przeniosła tam wzrok. Spojrzałam w to samo miejsce i poczułam jak
moje ciało się napina. David niósł pod ramie Kevina, a James pomagał dla
Nathana. Z tej odległości od razu oceniłam, że rana tego pierwszego wygląda o
wiele gorzej. Wzięłam głęboki wdech i wstałam nie spuszczając wzroku z Nathana.
Wyczuł, że mu się przyglądam więc wyłapał moje spojrzenie. Nie wiedziałam co
chciałam mu przekazać, ale chyba moja twarz za dużo wyrażała współczucia, bo po
jego minie wywnioskowałam, że stał się nieco wkurzony. Czyli on tak samo jak
ja, nie lubił kiedy ludzie się nad nim litowali i okazywali podobne uczucia.
Zauważyłam, że Natalie podeszła do Kevina, wcześniej wskazując głową na Nathana
w moją stronę. Westchnęłam i niepewnym krokiem podeszłam do niego. Zeskanowałam
jego ciało bardzo powoli, zaczynając od dołu. Usłyszałam chrząknięcie więc
przeniosłam wzrok w górę.
-Jeżeli chcesz podziwiać, to zrób to w innym czasie.-oznajmił
sarkastycznie. Przewróciłam oczami i nieco speszona nie poprzestałam swoich
czynności. Miał na sobie ubranie więc niewiele mogłam zobaczyć. Oczywiście nie
mam na myśli żeby się rozebrał, co to, to nie! Przecież nie chce go zobaczyć
nago..chyba. Nie chyba, tylko na pewno, o czym ja myślę.. Miałam ochotę w tym
momencie przybić sobie otwartą dłonią w czoło. Przez ubrania, w niektórych
miejscach przesiąkała krew przez co ledwo zauważalnie się skrzywiłam. W końcu
przeniosłam swój wzrok na jego twarz. Poczułam, że moje policzki oblewa
rumieniec. Przez jego przeszywające na wylot spojrzenie, nie mogę się skupić.
Zauważyłam, że na twarzy ma jedynie draśnięcie nad brwią i delikatne na
brodzie.
-Gdzie jest łazienka?- zapytałam po krótkiej ciszy.
Przechylił lekko głowę nie odrywając ode mnie wzroku.
-Prawie w każdym pokoju.-odparł. Otworzyłam szerzej oczy i
ciche westchnięcie wydostało się z moich ust. Zauważyłam w jego oczach
rozbawienie moją reakcją.
-Och..W takim razie..-przełknęłam ślinę.-Najlepiej żebyś
przeniósł się do swojego pokoju.-dokończyłam i przeniosłam wzrok na jego
łydkę.-Dasz radę iść?- zapytałam nie odrywając wzroku od rany. Nie usłyszałam
żadnej odpowiedzi, tylko zobaczyłam jak Nathan po chwili wstaje z sofy. Powoli
się wyprostował i postawił jeden krok przed siebie. Wiedziałam, że chociaż
trochę go boli, bo ledwie zauważalnie utykał na jednej nodze. Otrząsnęłam się
kiedy zauważyłam, że znikł mi z pola widzenia. Obróciłam się i spojrzałam na
leżącego obok Kevina. Wydaję mi się, że nie był do końca przytomny, bo co
chwila jego powieki opadały. Natalie co jakiś czas przynosiła różne ręczniki i inne
opatrunki. Złapałam się za głowę widząc sporo krwi na podłodze i na jego ciele.
Pokręciłam głową i przymknęłam oczy.
-Powinniśmy zawieźć ich do szpitala.-oznajmiłam w końcu i
wypuściłam powietrze, które o dziwo było wstrzymywane. Momentalnie w pokoju
zrobiło się cicho i każdy zaprzestał swoich czynności. Jako pierwszy odezwał
się James.
-I może jeszcze powiemy im z jakiego powodu są ranni.-odparł
sarkastycznie i wbił we mnie swój przenikliwy wzrok. Przewróciłam oczami i
wzruszyłam ramionami. Wzięłam ze stołu swój telefon i ruszyłam w kierunku
schodów prowadzących na górę. Zanim wyszłam z salonu, zatrzymałam się i
rzuciłam na odchodne.
-Jak chcecie, ale to wy będziecie za nich odpowiadać jak im
się pogorszy.-oznajmiłam i po chwili wchodziłam już na piętro. Nie rozumiem
tego. Wolą narażać czyjeś życie żeby tylko siebie nie wydać? Bez sensu. Gdyby
jeszcze wśród nich był jakiś lekarz, rozumiałabym bardziej, ale jak tu są w
ogóle niedoświadczeni ludzie? Wśród nich jestem ja, ale przynajmniej mam
świadomość co robię. Pokręciłam głową ciągle nad tym myśląc. Stanęłam przed jakimiś
drzwiami i lekko je uchyliłam. Poczułam jak moje stopy wrosły w podłogę,
uniemożliwiając mi poruszenie się. Nathan był w samych bokserkach i co tu dużo
mówić? Ciało jak u jakiegoś modela Calvin’a Klein’a, a nawet lepiej, bo u niego
wygląda wszystko naturalnie i widać, że to za sprawą ćwiczeń. Stał do mnie
tyłem i już mogłam stwierdzić, że przód jest powalający. Wstrzymałam oddech
kiedy zaczął się obracać i stanął naprzeciw mnie. Pewnie moja twarz miała
nieokreślony kolor, bo w tym momencie moje emocje wirowały w powietrzu. O dziwo
nie był rozbawiony, po prostu patrzył się na mnie intensywnie, ani na moment
nie odrywając wzroku. Kiedy odzyskałam w
końcu zdolność mówienia i poruszenia się, wymusiłam ciche przeprosiny i pospiesznie
zamknęłam drzwi. Oparłam się o ścianę i wypuściłam ze świstem powietrze.
Potarłam dłonią twarz i poprawiłam włosy. W tej chwili miałam ochotę zakopać
się jak najgłębiej w ziemie. Co się ze mną dzieje? Gdzie się podziała ta
dziewczyna, która rzadko okazywała emocje? Żaden, ale to żaden chłopak nie
sprawiał, że jej ciało reagowało w taki sposób. Dlaczego nie było tak z pewnym
Carlem z ostatniej klasy, w którym myślałam, że się zakochałam? Usłyszałam po
chwili otwierające się drzwi i w progu pojawił się Nathan, już z tym samym
wyrazem twarzy co zawsze. Nieco ironiczny i zero widocznych emocji. Otrząsnęłam
się i na nowo odczułam wobec niego wcześniejszą złość. Tak naprawdę nie wiem na
co dokładnie, ale on już taki jest po prostu, że będzie działał mi na nerwy,
pomijając ten moment z paru minut oczywiście. Ruchem głowy wskazał na pokój i
już po chwili kroczyłam za nim. Byłam pod wrażeniem, kiedy ukazało mi się
wnętrze pomieszczenia. Na półkach zauważyłam liczną kolekcję płyt z różnych
lat. Ogólnie cała jedna ściana, była jakby inspirowana muzyką. Przeniosłam
wzrok i ujrzałam w rogu jakieś urządzenia, dwa monitory i sporo różnych dokumentów
na ladzie. Zniesmaczył mnie widok kilku broni na półce, ale starałam się to ignorować.
-Przyszłaś tu, aby bawić się w pielęgniarkę?- zapytał się i
spojrzał na mnie z nieskrywanym rozbawieniem. Zgromiłam go wściekłym
spojrzeniem, co oczywiście na niego nie działało.
-Żebyś wiedział. Ktoś musi ratować twoją dupę, bo raczej sam
sobie nie pomożesz.-prychnęłam i rozejrzałam się wokół w poszukiwaniu łazienki.
Oczywiście z jego strony usłyszałam te samo prychnięcie, tylko u niego to w
jakiś szczególny sposób się wyróżnia i mnie
denerwuje. Przeszłam na drugi koniec pokoju znikając za drzwiami. Przeszukałam
wszystkie półki i na szczęście znalazłam parę rzeczy, które się przydadzą. Wróciłam
i ułożyłam wszystko na łóżku. Dopiero teraz zauważyłam, że nie ma na sobie
koszulki. Przełknęłam ślinę i spojrzałam się na niego odruchowo.
-Co? Nigdy faceta bez koszulki nie widziałaś?- zapytał i
wiedziałam, że powstrzymuje się aby nie wybuchnąć śmiechem. Fuknęłam pod nosem
i nie odpowiedziałam na pytanie. Tak, nie widziałam. Jedynie z tego co się
naoglądałam w czasopismach i lekcji w szkole, mogę stwierdzić, że wiem jak wygląda ciało mężczyzny Oczywiście nie zamierzam mu o tym powiedzieć, nie jego sprawa co widziałam, a
co nie. Daje mi kolejne powody, aby go nie lubić. Usiadłam na rogu łóżka i
zaczęłam brać się do roboty. Wzięłam zwykłą letnią wodę i namoczyłam nią
ręcznik. Powoli przejechałam nim po ranie, co jakiś czas nawilżając. Wszystko
robiłam w kompletnym skupieniu i z całych sił starałam się ignorować natarczywe
spojrzenie Nathana.
-Jeżeli nie przestaniesz się gapić tak na mnie, to nie
skończymy tego w ogóle. A dla twojej wiadomości nie tylko tobie muszę
pomóc.-odparłam wkurzona i odruchowo ścisnęłam mocniej ręcznik na jego ranie,
na co cicho syknął. Spojrzałam się na niego z lekkim strachem i wymusiłam
przeprosiny pod nosem.
-Stresujesz się gdy na ciebie patrzę?- zapytał się
wykrzywiając usta w zadziornym uśmiechu.
-Chciałbyś.-prychnęłam i wzięłam się za wodę utlenioną.
Powoli wylałam kilka kropelek na każdą ranę. Za każdym razem się spinał i
czułam, że szybko oddychał. Przez chwilę zrobiło mi się go żal, jednak szybko
sobie przypomniałam jak bardzo mnie wkurza. Kiedy opatrzyłam wszystkie
najcięższe rany, zostały mi niewielkie draśnięcia na twarzy. Wzięłam ręcznik i
musiałam się przybliżyć, aby go przyłożyć do jego twarzy. Momentalnie złapałam
oddech, gdy znajdowaliśmy się tak blisko siebie. Nathan nie miał zamiaru
spuszczać ze mnie wzroku i w skupieniu śledził każdy mój ruch. Drżącą ręką
uniosłam ręcznik. Po chwili poczułam jego zimne dłonie na swoich. Przełknęłam
ślinę nie odrywając wzroku od naszych rąk. Ułożył je na swojej twarzy obok
draśnięcia nad brwią. Czyli zauważył moje trzęsące się ręce. Zawsze mnie
zdradzają w najbardziej nieodpowiednich momentach. Obmyłam to wodą i po chwili
przykleiłam plaster w to miejsce. Namoczyłam tym razem wacik i przyłożyłam go
do brody. Zahaczyłam przypadkiem palcem o jego dolną wargę. Wstrzymałam oddech
i przeniosłam wzrok prosto w jego oczy. Zauważyłam coś dziwnego tym
spojrzeniu..coś innego. Jego żuchwa się poruszyła, a na czole pojawiła się
ledwie zauważalna zmarszczka. Poczułam jego dłonie na moich nadgarstkach. Nasze
twarze z każdą sekundą zaczęły się zbliżać, a bicie mojego serca wzrastało
niesamowicie. Przełknęłam ślinę, nie wiedziałam co się miało teraz wydarzyć.
Podświadomość mi nasuwała jedną myśl, ale nie chciałam jej dopuścić do siebie,
czekałam. Po prostu czekałam co dalej się wydarzy. Nathan po chwili zacisnął
szczękę i odsunął się ode mnie. Wstał z łóżka i głośno chrząknął.
-Dzięki.-oznajmił, a ja popatrzyłam się na niego nie
rozumiejąc.-Za opatrzenie.-wyjaśnił. Kiwnęłam pospiesznie głową i wydukałam
ciche ‘’nie ma sprawy’’. Wciąż do mnie nie dochodziło co tu tak naprawdę przed
chwilą się stało. Zauważyłam, że narzucił na siebie koszulkę i po chwili
wyszedł zatrzaskując drzwi. Wstałam z łóżka będąc wciąż w niemałym osłupieniu.
Zebrałam wszystkie waciki i inne opatrunki z łóżka , aby je wyrzucić. Robiąc to
wszystko, w mojej głowie panowała kompletna pustka. Nie mogłam się otrząsnąć.
Niby nic nie zrobiliśmy, ale..ale to wyglądało tak jakbyśmy czegoś oczekiwali.
Jeszcze brakuje tylko tego, że pomyśli sobie iż ja chciałam..chciałam go..nie!
Ja nic nie chciałam. Jeśli już, to on. Tak. Tak właśnie będę sobie tłumaczyć.
Pokręciłam głową i wygładziłam swoją bluzkę. Wyszłam z pokoju i schodziłam po
schodach. Zanim doszłam do salonu, zobaczyłam, że obok mnie jest pokój, w
którym są uchylone drzwi. Ciekawa co tam może być ruszyłam w tym kierunku.
Kiedy znajdowałam się wystarczająco blisko, usłyszałam rozmowę. Nathana i
Jamesa. Oparłam się o ścianę i wysunęłam lekko głowę, aby więcej słyszeć.
-Jesteśmy ich pionkami w jakiejś popieprzonej grze James!- głośny
krzyk Nate’a dobiegł do moich uszu.-To nie są żarty. Tym razem nie jest jak
kiedyś, że to my mieliśmy nad nimi przewagę. Teraz ktoś dowodzi Fighter’s i
wiedz, że to nie jest ktoś zwyczajny. Naszym zadaniem jest dowiedzieć się jak
najwięcej o tej osobie i ją odnaleźć. Teraz oni chcą nas zastraszyć i ich celem
jest Katherine.-momentalnie moje ciało się spięło.-Ta cała osoba, co stoi za
tym wszystkim, czegoś od niej oczekuje. Nie wiemy co, ale będziemy nad tym
pracować, dopóki nie osiągniemy tego co chcemy. A na razie ty miej się na
baczności, bo odkąd rozeszła się wiadomość, że Katherine jest twoją rodziną
stałeś się dla nich kolejnym haczykiem i mogą wszystko wykorzystać przeciw
tobie. Oni się nami bawią. I jeśli nie złapią Kate, mogą zrobić wszystko. Od
teraz są nieprzewidywalni. - wypuściłam wstrzymywane powietrze i oparłam głowę
o ścianę. Przymknęłam oczy, starając się uregulować oddech. Teraz już wiem, że
nie jestem bezpieczna. Nikt nie jest.
______________________________________
Powróciłam i mam rozdział! :D Wytłumaczenie z powodu mojej nieobecności mam jedno: choroba. Tak więc nie ma co dalej drążyć, nie było mnie, ale jestem i mam nadzieję, że nie uciekliście ode mnie :D